Aktorka Uzo Aduba o stracie rodzica: "Sama chodziłam na terapię, by sobie to wszystko jakoś poukładać"
Fot. East News

Aktorka Uzo Aduba o stracie rodzica: "Sama chodziłam na terapię, by sobie to wszystko jakoś poukładać"

W przebojowym serialu "Orange Is the New Black" zagrała kobietę borykającą się z problemami psychicznymi. W "Terapii" Uzo Aduba gra terapeutkę, która żadnego pacjenta nie zostawi bez pomocy. 

Stała się symbolem przemian w świecie seriali. Choć gra bohaterki wykluczone, nie pozwala widzowi litować się nad nimi. Obdarza je wolą walki, ale daje im popełniać błędy. Kreuje je na silne i samostanowiące o sobie, co nie znaczy, że odmawia im prawa do proszenia o pomoc. Taka była jej Suzanne "Szalonooka" Warren w "Orange Is the New Black" – za tę rolę Azuba dostała dwie nominacje do Złotego Globu i dwie Emmy (serialowy odpowiednik Oscara). Kolejną statuetkę zdobyła dzięki występowi w "Mrs. America", w którym sportretowała Shirley Chisholm, pierwszą czarną kobietę wybraną do Kongresu. Teraz urodzona w Bostonie gwiazda wciela się w rolę terapeutki w serialu HBO "Terapia". I znów łączy na ekranie sprzeczności – jej dr Brooke Taylor jest jednocześnie emanacją siły i słabości.

Podobno rolę w „Terapii” uważasz za jedną z najtrudniejszych w swojej karierze. Dlaczego?

To prawda. Powody są dwa. Po pierwsze, moja bohaterka Brooke mierzy się z problemami, których doświadczyłam we własnym życiu. Moja ukochana mama zmarła na raka w listopadzie. Byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Dokładnie 10 dni później wchodziłam na plan „Terapii”, w której grałam kobietę tracącą ojca. Emocje, które oglądałeś na ekranie, to moje własne przeżycia. Bardzo łatwo było mi w nie wejść, ale bardzo trudne okazało się porzucenie ich. Sama chodziłam na terapię, żeby jakoś sobie to wszystko poukładać i nauczyć się funkcjonować w świecie, w którym nie ma już obok tak ważnej dla mnie osoby. Po drugie, jeszcze nigdy nie brałam udziału w projekcie opartym jedynie na rozmowie dwóch osób, a ostatni raz na ekranie widziałam coś takiego wiele lat temu w kinie, gdy poszłam na film „Frost/Nixon”.

Granie w dwie osoby jest trudniejsze niż wtedy, gdy obok są inni aktorzy?

Taki format wymaga opanowania gigantycznej ilości tekstu. Mam w serialu sceny, kiedy wsiadam za kierownicę, jadę samochodem i gadam przez telefon. Uczyłam się tych monologów tak długo… Uratowała mnie Maydelle Clarice, która asystowała mi na planie. Ćwiczyłam z nią kwestie non stop, ona też się nauczyła wszystkich moich linijek. Powtarzałyśmy je, gdy robiono mi make-up i fryzurę, wykorzystywałyśmy przerwę lunchową na przypomnienie ich sobie, a nawet każdy weekend. Maydelle wykonała tytaniczną pracę dla mnie. Zazwyczaj przygotowanie do wejścia na plan tak nie wygląda. Tutaj dostałam wycisk ze względu na skomplikowany proces przygotowawczy i silne utożsamienie się z bohaterką. Do tego doszła jeszcze kwestia gry aktorskiej – moi partnerzy wykorzystywali cały arsenał aktorskich środków, a ja nie mogłam z siebie wykrzesać nic.

Całą rozmowę przeczytasz w sierpniowym numerze Pani. Już w sprzedaży!

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 08/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również