Kariera i finanse

"Ciągle myślimy, że miłość i pieniądze to pojęcia wykluczające się". Dlaczego warto otwarcie rozmawiać o finansach w związku

"Ciągle myślimy, że miłość i pieniądze to pojęcia wykluczające się". Dlaczego warto otwarcie rozmawiać o finansach w związku
Fot. Istock

O pieniądzach zaczynamy rozmawiać otwarcie dopiero przed rozwodem. Szkoda, bo gdybyśmy robili to wcześniej, uratowalibyśmy niejeden związek. Pytajmy, bądźmy dociekliwe, nie bójmy się trudnych tematów – radzi mediatorka Marcjanna Dębska.

Intercyza - co to takiego? 

PANI: W zeszłym roku 60 tysięcy par w Polsce podpisało intercyzę. Prawnicy mówią, że to mało, ale muszę powiedzieć, że sama czułabym opór przed takim krokiem.

MARCJANNA DĘBSKA: Ten opór jest bardzo powszechny, bo intercyza ma negatywny odbiór społeczny; wzdragamy się przed nią intuicyjnie. Często słyszę, że propozycja jej spisania przed ślubem lub w trakcie małżeństwa budzi szereg podejrzeń. Uważamy, że to przejaw asekuracji albo zapowiedź rozwodu w przyszłości.

Czym właściwie jest intercyza?

Umową o rozdzielności majątkowej małżonków. Jeśli jej nie zawrzemy, to biorąc ślub, z mocy prawa wchodzimy we wspólność majątkową. Rozdzielność i wspólnota to są po prostu dwa ustroje małżeńskie - tak to nazywamy w języku prawniczym. Żaden nie jest gorszy lub lepszy, każdy ma swoje wady i zalety.

Problemem jest to, że my w ogóle nie rozmawiamy o pieniądzach na początku związku. Dopiero gdy myślimy o rozwodzie, zaczynamy liczyć i dyskutować o podziale majątku, o tym co się nam należy. Podczas mediacji rozwodowych słyszę od klientek: teraz muszę zawalczyć o swoje, całe życie się tym nie zajmowałam.

Wspólnota majątkowa w praktyce

Ponieważ miłość kojarzy się nam z zasadą "co moje – to twoje", a nie z rozliczeniami.

Pytanie, czy w ogóle można oddzielić pieniądze od jakiejkolwiek sfery życia. Myślę, że zapominamy dziś o tym, że związek, a tym bardziej małżeństwo, to nie jest tylko uczucie. To również organizacja, system, na którego trwanie duży wpływ mają warunki finansowe. Zresztą czy rozmawiamy o tym, na czym zasada "co moje – to twoje", czyli wspólnota majątkowa, polega w praktyce? Moje klientki mówią: to jest jego pensja, ja przecież nie mam dostępu do jego konta. Albo: nie zarabiam, nie mam pieniędzy.

Ale według kodeksu rodzinnego wspólnota polega na tym, że każda złotówka, którą zarabia mąż, jest w połowie twoja. I każda, którą ty zarobisz, jest w połowie jego. To nie jest żadna łaska, tylko prawo: dochód małżonków jest wspólnym dorobkiem.

Z mojego doświadczenia jako mediatorki wynika, że nie mamy tej świadomości. Nie wiemy, że nawet dochód z wynajęcia własnego, nabytego przed ślubem mieszkania, też wchodzi do wspólnej puli.

Ale wiele małżeństw zakłada wspólne konto, a jednocześnie zachowuje osobiste, żeby mieć własne pieniądze.

Jeśli nie podpisali intercyzy, w świetle prawa wszystkie ich pieniądze są wspólne. Ale jest to doskonały przykład, żeby sobie uświadomić, że choć rozdzielność majątkowa nam się nie podoba, w istocie większość z nas próbuje ją uprawiać, odkładając sobie pieniądze na prywatnym koncie. Jakbyśmy żyli w modelu hybrydowym: zakładamy, że dom i samochód są wspólne, ale już pensja jest moja. Może więc nie warto uważać rozdzielności za coś złego?

Dlaczego warto rozmawiać o pieniądzach w związku

Ostatnio radziłam synowi, żeby się zastanowił, czy chce inwestować w remont mieszkania swojej dziewczyny, bo ono nigdy nie będzie jego, ale już wypowiadając te słowa, poczułam się interesownym potworem.

Co jest złego w pytaniu: czy chcesz zainwestować swoje oszczędności bez komfortu, że inwestujesz w coś swojego? Powinniśmy pytać. Czy związek oparty na zaufaniu, lojalności i miłości nie wytrzyma rozmowy o realnych sprawach? Przecież nie potrafimy przewidzieć przyszłości.

Założenie, że będziemy żyli zgodnie i szczęśliwie do stu lat, jest nie tylko mało racjonalne, ale często zwyczajnie nam szkodzi. Ludzie się rozstają, chorują, umierają. Spotykam kobiety, które po nagłej śmierci długoletniego partnera musiały się wyprowadzić z domu, który uważały za swój. Bo nigdy nie pytały o kwestie prawne.

Były też takie, które budowały na działce, którą ich mąż dostał w spadku, i dopiero podczas rozwodu odkrywały, że prawnie nieruchomość należy do właściciela działki, choć to one wyłożyły pieniądze na budowę. Dlaczego odkrywały to tak późno? Ponieważ o tym nie rozmawiały, nie dopytywały. Prawdopodobnie dlatego, że stawiając pytania, czułyby się jak osoby interesowne, cyniczne. My ciągle myślimy, że pieniądze i miłość to pojęcia wykluczające się. Branie pod uwagę rozmaitych scenariuszy przyszłości nie jest dowodem interesowności, lecz odpowiedzialności. Weźmy taką sytuację: jedno z małżonków zakłada start-up, bierze dotację na ogromną sumę. Czy zaproponowanie rozdzielności majątkowej, gdy jest ryzyko, że biznes może się nie powieść i obciążyć finansowo całą rodzinę, nie dowodzi odpowiedzialności i troski? 

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu PANI.

OKLADKA

Marcjanna Dębska – certyfikowana mediatorka, adwokatka, prezes Centrum Mediacji Izby Adwokackiej, zajmuje się sprawami rodzinnymi, rozwodami, alimentami, podziałem majątku

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również