Najbardziej popularny duszpasterz w Wielkiej Brytanii? Ma na imię Kate, męża i dwoje dzieci!
Fot. Grażyna Saniuk

Najbardziej popularny duszpasterz w Wielkiej Brytanii? Ma na imię Kate, męża i dwoje dzieci!

Najpopularniejszy duszpasterz Wielkiej Brytanii? Wielebna Kate Bottley z Yorkshire. 41-letnia duchowna anglikańska występuje w telewizyjnym reality show, odprawia msze w kolorowych pantofelkach i dyskutuje o Bogu na Twitterze. Ujęła Brytyjczyków poczuciem humoru i... normalnością: ma męża, dwoje dzieci i kłopoty z nadwagą. Stała się symbolem kobiecego kapłaństwa, a fani twierdzą, że dokonała niemożliwego: zainteresowała młodych Anglików wiarą.

Wielebna Kate Bottley z północnej Anglii pewnie byłaby do dziś nieznanym wiejskim księdzem, gdyby do internetu nie trafił krótki film ze ślubu, którego udzieliła w miejscowym kościele. Jej „disco z nowożeńcami” szybko stało się hitem YouTube’a. Film obejrzało siedem milionów ludzi, a w kolejce po wywiad z roztańczoną kobietą w sutannie ustawili się dziennikarze zagranicznych mediów. Brytyjska stacja Channel 4 zaproponowała wielebnej Bottley udział w popularnym reality show zatytułowanym Gogglebox. Polegał on na tym, że typowe angielskie rodziny komentują programy telewizyjne, nie ruszając się z domowej kanapy. Kate Bottley zgodziła się wziąć w nim udział, aby pokazać, że księża anglikańscy nie różnią się od pozostałych ludzi – są rodzinni, mają słabości, lubią żartować. Okazała się urodzoną showmanką i szybko zyskała sympatię młodych widzów. Program Gogglebox zdobył kilka telewizyjnych nagród, a wielebna Bottley otrzymała propozycję filmową. Została narratorką filmu dokumentalnego BBC Śladami Judasza. Widzowie kochają ją za autentyczność, entuzjazm i poczucie humoru. „Twojemu Stylowi” opowiada o kobietach w Kościele anglikańskim, biblijnym poczuciu humoru i słabości do butów.

 

Nie jestem pewna, jak powinnam się do wielebnej zwracać. W języku polskim nie mamy nawet żeńskiego odpowiednika zwrotu „proszę księdza”.

Jest wiele sposobów zwracania się do kobiety księdza. Można mówić: matko, wielebna Bottley albo po prostu Kate.

 

Kate, od kiedy w Wielkiej Brytanii kobiety są wyświęcane na księży? Czy wierni zaakceptowali taką zmianę?

W Kościele Anglii (Church of England, najstarszy i największy z Kościołów anglikańskich – przyp. red.), do którego należę, kobiety mogą pełnić funkcje kapłańskie od 1994 roku. Od dwóch lat mogą być również biskupami.Nie cała wspólnota anglikańska jest jednak zgodna w tej sprawie i nie wszystkim się to podoba. Przekonałam się o tym, odebrawszy święcenia siedem lat temu. Gdy zaczęłam chodzić w sutannie, zdarzało mi się słyszeć wyzwiska, a niektórzy nawet spluwal

 

Ile w Wielkiej Brytanii jest dzisiaj kobiet księży?

Około dwóch tysięcy. I liczba ta systematycznie rośnie. Wśród księży, którzy sprawują funkcje kapłańskie, wykonując jednocześnie inny zawód, połowa to kobiety. Przełomowy był rok 2010, w którym w Wielkiej Brytanii wyświęcono na księży tyle samo kobiet, ilu mężczyzn.W ramach Kościoła Anglii są jednak różne frakcje, również konserwatywne, jak High Church

of England, które nie aprobują święceń kobiet. No cóż, Kościół jest jak wielka rodzina: rozmawiamy ze sobą, staramy się być razem, nie ze wszystkimi jednak jest nam po drodze.  Ojciec Filip, z którym studiowałam teologię, z którym łączy mnie serdeczna przyjaźń, jest przeciwko święceniom kobiet. Modlę się za niego, żeby zmienił zdanie, a on za mnie. Taki paradoks.Powtarzam mu, że Jezus nigdy nie umniejszał roli kobiet. Jest taka biblijna przypowieść o tym, jak Chrystus spotyka przy studni Samarytankę. Żydzi i Samarytanie byli wówczas zwaśnieni, więc w ogóle nie powinien był się do niej odzywać. A jeszcze z kobietą rozmawiać o religii? Niepojęte! Ale Jezus nie miał takich rozterek, szanował wszystkich i uznał tę kobietę za godnego partnera do rozmów o Bogu. W pewnym sensie był feministą.

 

Czy wierni w twoich parafiach w Blyth, Scrooby, Ranskill i Notts w pełni akceptują swoją kapłankę?

Nie wszyscy. Któregoś razu zadzwonił przedstawiciel domu pogrzebowego, żeby zamówić mszę, i wił się jak piskorz, żeby powiedzieć, że żałobnicy nie życzą sobie kobiety księdza. „Nie ma problemu”, powiedziałam i zaprosiłam ich do siebie, by przy herbacie porozmawiać o zmarłym i pomóc im wybrać odpowiedniego księdza z innej parafii. Po rozmowie okazało się, że moja płeć nie stanowi jednak żadnej przeszkody. Wszystko jest kwestią przezwyciężenia uprzedzeń. Innym razem zadzwoniono do mnie z sąsiedniej parafii, że trzeba odprawić pogrzeb dziecka. I że matka koniecznie chce, żeby to kobieta ksiądz przewodziła ceremonii. Szłam obok tej zrozpaczonej matki, kiedy niesiono przed nią małą trumienkę. Mogłam dać jej oparcie i zrozumienie jako duchowny, ale i jako kobieta. Żaden ksiądz nie mógłby być na moim miejscu.

 

A najtrudniejsze momenty kobiecej posługi kapłańskiej?

 Jest mi trudno, kiedy wierni nie chcą przyjmować komunii od kobiety. Pozostają w ławach, bo nie umieją się przełamać. Wiem to od parafianina, który długo mnie bojkotował. Rok po moim przybyciu do parafii powiedział: „Kiedy wielebna Bottley trafiła do nas, byłem przekonany, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Chciałem zmienić parafię. Przyznaję, myliłem się”.

 

Co sprawiło, że zmienił zdanie?

Zobaczył mnie przy pracy, podczas codziennych obowiązków duszpasterskich. Bo praca w parafii to nie tylko odprawianie mszy, to również spotkania z parafianami, wspólna zabawa na boisku, pogaduszki w sklepie, odwiedziny w szkole, w pubie, akcje charytatywne na rzecz lokalnej społeczności. Jestem zaangażowanym księdzem.

 

Zostałaś chrześcijanką dość późno. Co o tym zdecydowało?

Rodzice nie byli religijni i pierwszy raz poszłam do kościoła w wieku 14 lat. I to tylko dlatego, że do kościoła chodził chłopak, który bardzo mi się podobał. Okazało się, że jest synem pastora. „O rany, teraz będę musiała ciągle tu przychodzić”, pomyślałam wtedy. To były prorocze słowa. Z Grahamem, synem pastora, połączyła mnie miłość, dziesięć lat później pobraliśmy się, urodziły się nasze dzieci. A ja zostałam nauczycielką religii w szkole.

 

Od fascynacji synem pastora do kapłaństwa jeszcze daleka droga.

Powołanie do kapłaństwa przyszło później, kiedy na świecie były już dzieci (Kate Bottley ma 12-letnią córkę Ruby i 10-letniego syna Arthura – przyp. red.). Do seminarium poszłam po trzydziestce. Czułam powołanie, jednocześnie zastanawiałam się, co Bóg we mnie widzi. Przecież jestem daleka od ideału. Księża nie przeklinają, nie kłamią, nie wygłupiają się, nie chodzą do klubów. A mnie się zdarza. Nie, Bóg raczej nie powołuje takich jak ja. Poszłam do seminarium z przekonaniem, że nie wytrwam albo mnie wyleją. Ale nic takiego się nie stało.

 

Co było dalej?

Odbyłam magisterskie studia teologiczne w Bramcote i kurs przygotowujący do święceń.

 

Czy kobiecie księdzu trudno było dostać parafię?

Napisałam setki listów motywacyjnych, odbyłam masę wielodniowych spotkań w terenie, w parafiach na prowincji, podczas których byłam obserwowana, przechodziłam testy psychologiczne. Oprócz predyspozycji psychicznych musiałam wykazać się stosowną wiedzą teologiczną i umiejętnościami oratorskimi. Trzeba też pisać błyskotliwe teksty. Nie miałam wielkich oczekiwań, bo wiedziałam, że księża latami ubiegają się o własną parafię, a nawet o samo zaproszenie na rozmowę w sprawie pracy. Miałam dużo szczęścia, dostałam przydział do parafii po roku. I to takiej z trzema kościołami.

 

Jak duża jest twoja parafia?

Jest nas około sześciu tysięcy, głównie rolników. Do kościoła chodzi regularnie zaledwie garstka – mniej niż sto osób. W kościele robi się tłoczno dopiero w czasie świąt.

 

Co sprawiło, że tak szybko dano ci parafię?

Chyba to, że świetnie dogaduję się z ludźmi. To, że kocham wśród nich być, nieść pomoc.

 

Czy kobiety duchownych obowiązuje jakiś dress code? Widziałam cię w sukience w grochy i w niebieskiej tunice z koloratką.

W kościele nosimy takie same szaty liturgiczne jak księża. Poza tym nie ma żadnych ograniczeń. Oczywiście, staram się ubierać stosownie do okazji i sprawowanej funkcji, ale zdarza się, że wkładam zwariowane ciuchy, kolczyki i maluję paznokcie. Gdy zostałam wyświęcona, miała pewien kłopot z odzieżą służbową, a dokładnie z koszulami kapłańskimi. Te, które są dostępne w sklepach z dewocjonaliami, mają męski krój i mi nie pasują, tak jak większości kobiet księży. Musiałyśmy sobie jakoś poradzić. Szyłyśmy je na miarę albo kupowałyśmy w zwykłych sklepach i do nich dopinałyśmy koloratkę. Od jakiegoś czasu są już dostępne damskie koszule kapłańskie, są też specjalne koszule dla kobiet duchownych karmiących piersią, a nawet sutanny ciążowe!

 

Czy istnieją restrykcje dotyczące obuwia? Podobno jesteś fanką butów na obcasie.

Na szczęście nie ma. Mam metr pięćdziesiąt wzrostu, więc pantofle na obcasie są dla mnie wybawieniem. Uwielbiam je, zaraz zresztą pokażę moje ulubione (tu wielebna Kate Bottley zaczyna prezentować kolejne pary kolorowych pantofli). To tylko część kolekcji. Tu mam piękne buty w kwiaty. Często noszę je na ceremoniach ślubnych. O, a tu prawdziwy hit! Buty z motywem z Gwiezdnych wojen. Z przodu wyglądają całkiem normalnie, ale jak się odwrócę– tadam! – wierni zamiast obcasa widzą robota R2D2.

 

No nie! Naprawdę je wkładasz?

Tak, miałam je na sobie, kiedy wygłaszałam kazanie w Katedrze Świętego Pawła w Londynie.

 

Odważnie. Nie wiem, czy sama bym w takich poszła do kościoła. Zdaje się, że ty w ogóle lubisz śmiałe i zaskakujące posunięcia, jak taniec disco na mszy ślubnej w Blyth. Czyj to był pomysł?

 Nie wszystkie moje nabożeństwa są zwariowane. Wprost przeciwnie, w większości są konwencjonalne. Ślub, o którym mówisz, też był bardzo podniosłą uroczystością, a w internecie można zobaczyć tylko trzyminutowy fragment z jej tanecznej części. Gary i Tracy Richardsonowie, parafianie, którym udzielałam ślubu, chcieli mieć wyjątkową ceremonię i postanowili zatańczyć do piosenki Everybody Dance Now. Nie odmówiłam, bo pomysł pasował do nich, oni zaś wiedzieli, że żart nie urazi gości. Oczywiście, nie każdy ksiądz nadawałby się do takiego przedsięwzięcia. Trzeba lubić zabawę, taniec. Kiedy ktoś pyta, czy w kościele jest miejsce na zabawę, odpowiadam: radość jest elementem wiary. Czyż w Biblii nie jest napisane, że Jezus rozkręcił zabawę na weselu w Kanie Galilejskiej, zamieniając wodę w wino?

 

 Czy powtórzyłabyś taki spontaniczny happening w kościele?

Nie jestem pewna. Wszystko ma swój czas. Miałam za to raz prośbę o happening pogrzebowy. Odmówiłam. To już przesada.

 

Po tym tanecznym ślubie zgłosili się producenci ze stacji Channel 4, żeby namówić twoją rodzinę na udział w programie Gogglebox. Dlaczego się zgodziłaś? Czy „centrala” się nie sprzeciwiała?

Jeśli ostatnio w brytyjskich mediach mówiono o księżach, to tylko w kontekście kolejnych skandali obyczajowych. Pomyślałam, że mój udział w tym show pozwoli ocieplić wizerunek księży. Może uda się pokazać, że duchowni są... normalni. Bo ksiądz to niekoniecznie umartwiający się ponury samotnik, a kobieta ksiądz nie musi być bigotką. Współcześni duchowni mają rodziny, wychowują dzieci, piją wino, chodzą w piżamach i oglądają wieczorem telewizję. Udział w programie jednak skonsultowałam ze zwierzchnikami Kościoła. Jestem wielebną Kate Bottley, a nie po prostu Kate z sąsiedztwa. Musieliśmy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy po emisji programu parafianie będą wciąż traktowali mnie poważnie. Przełożeni doszli do wniosku, że mój udział w telewizyjnym show nie szkodzi Kościołowi, może za to zainteresować młodych ludzi wiarą. Oglądają go głównie osoby w wieku od 16 do 35 lat, czyli ta grupa, która jest praktycznie nieobecna w kościele.

 

Jednak nie wszystkim udział księdza w reality show się spodobał.

Tak, konserwatywni księża uważali, że ośmieszam Kościół. Jednak nie zalała mnie fala hejtu. Na jeden złośliwy komentarz dostaję dziesięć pozytywnych.

 

Dlatego zdecydowałaś się na udział w filmie dokumentalnym Śladami Judasza?

Nie tylko dlatego. Scenariusz był intrygujący: ruszyliśmy z ekipą BBC do Jerozolimy przyjrzeć się biblijnemu czarnemu charakterowi, Judaszowi Iskariocie. Wiem, że dla wielu chrześcijan to postać jednoznacznie zła, której nie warto poświęcać uwagi, o której wręcz nie wypada rozmawiać.

 

Moja ulubiona scena z filmu to ta, kiedy na jarmarku z dewocjonaliami szukasz pamiątek związanych z Judaszem, sprzedawcy zaś rozkładają ręce, bo nie wiedzą, o kogo chodzi. Większość myśli, że pytasz o Jezusa.

Tak. Nikt nie potrzebuje pamiątek z Judaszem. Wszyscy uczniowie Jezusa zostali świętymi, oddajemy im cześć, modlimy się do nich. A Judasz? Najchętniej wyparlibyśmy go ze świadomości. Poprosiliśmy w filmie wybitnych teologów i historyków, a także biskupa Kościoła anglikańskiego, by pomogli widzom zrozumieć, jakie motywy mogły Judaszem kierować i jakie mogły nim targać wątpliwości. Nasz film pokazuje, że to najtragiczniejsza postać Biblii, choć był częścią boskiego planu, bez niego nie wypełniłoby się Pismo.

 

Jak w Świętym Mieście, do którego pielgrzymują chrześcijanie wszystkich kościołów świata, reagowano na kobietę w sutannie?

 Spodziewaliśmy się niemiłych incydentów, ale przeżyliśmy miłe zaskoczenie. Podczas kręcenia zdjęć w chrześcijańskiej części miasta zwróciła na mnie uwagę grupa pielgrzymów z Hiszpanii. Przestraszyłam się, że zaraz dojdzie do jakiejś draki. Jednak oni podeszli, uklękli i poprosili o błogosławieństwo. Hiszpanka pocałowała mnie w rękę, mówiąc: „Jak długo kobiety w naszym Kościele będą jeszcze musiały na to czekać?”. Na marginesie powiem, że słyszę to dość często, ale nie od hierarchów, ale właśnie od zwykłych ludzi, od wiernych.

 

Czy wyjazdy filmowe i intensywna pracaw telewizji nie kłócą się z obowiązkami duszpasterskimi?

Moi parafianie to wspaniali, wyrozumiali ludzie. Wiedzą, że jestem urodzoną showmanką, i akceptują to. Są ze mnie dumni. A ja m powtarzam, że są dla mnie najważniejsi.

 

Czy twoja popularność przekłada się na większe zainteresowanie Brytyjczyków religią?

 Nie jestem pewna, czy moja obecność na ekranie w zauważalny sposób zwiększa popularność wiary, ale na pewno skłoniła wiele osób do kontaktu z osobą duchowną czy też ułatwiła go. Dostaję na Twitterze sporo pytań o Boga. Napisała do mnie młoda matka, która chciała ochrzcić dziecko, ale nie znała żadnego księdza ani nie wiedziała, jak do tego się zabrać. Na ulicy zagadują mnie młodzi ludzie, chcą porozmawiać lub po prostu zrobić sobie ze mną selfie. To miłe, bo wydawało mi się, że ksiądz to ostatnia osoba, z którą chciałby się pokazywać nastolatek. Wielka Brytania jest coraz mniej religijna, więc jakakolwiek możliwość dotarcia do młodzieży cieszy.

 

 Masz duże doświadczenie w docieraniu do młodzieży

 Tak, pracuję z nastolatkami w wieku od 16 do 19 lat jako katechetka w przemysłowym North Nottinghamshire, w szkole zawodowej. Przyszłe fryzjerki, ślusarze, hydraulicy. Dzieci górników, które przeważnie nigdy nie wyściubiły nosa poza Nottingham. 

 

Jak w czasach Facebooka czy Twittera rozmawia się o religii z wielokulturową młodzieżą z zawodówki?

 Młodzi ludzie mogą się u mnie wygadać na każdy temat. Na zajęciach rozmawiamy o bezpiecznym seksie, szacunku do własnego ciała, prawie do intymności. Rozmawiamy też o duchowości. Zajęcia z religii nie muszą być sztampowe i nudne. Można na nich prezentować różne punkty widzenia, dyskutować tak, aby każdy wyrobił sobie własne zdanie. Oglądamy też filmy. Na przykład Żywot Briana Monty Pythona.

 

 Czy nie jest zbyt obrazoburczy?

 Nie w Anglii. Jest świetnym materiałem do rozmów o historii chrześcijaństwa i dyskusji o wierze. I o poczuciu humoru w religii.

 

 Porozmawiajmy zatem o dowcipie, twojej specjalności. Czy w pracy duchownego jest miejsce na humor?

 W seminarium poświęcaliśmy temu sporo czasu, na zajęciach analizowaliśmy wystąpienia najsłynniejszych brytyjskich komików. Przyglądaliśmy się, jak konstruują monologi, żeby lepiej wygłaszać kazania. Uczyliśmy się od nich, gdzie robić pauzy, jak budować napięcie, kiedy dać słuchaczom chwilę na śmiech. Najważniejsze jednak: być autentycznym. Nie próbuj być zabawny, jeśli nie masz poczucia humoru. Nie tańcz, jeśli nie umiesz. Ja jestem w tym świetna, uważam, że to moje dary od Boga, dlatego wykorzystuję je na Jego chwałę.

 

Czy w Biblii jest humor?

Biblię znamy z kolejnych tłumaczeń, nie wiemy, jak te historie brzmiały w oryginale. Niektóre z biblijnych przypowieści wydają się jednak dość zabawne. Weźmy tę, w której święty Piotr próbuje iść za Jezusem po wodzie, ale zaczyna tonąć. Chce mi się śmiać, ilekroć sobie tę scenę wyobrażam. Myślę, że w czasach biblijnych też się śmiano. Wyrzec się śmiechu to jak wyrzec się części człowieczeństwa.

 

 Znasz jakiś dowcip o księżach?

 Znam chyba więcej dowcipów o zakonnicach, ale nie wszystkie da się powtórzyć. (śmiech) O, ale ostatnio słyszałam taki: przed bramą nieba staje ksiądz i kierowca. Święty Piotr dysponuje: „Kierowca do nieba, ksiądz do czyśćca”. „Ale dlaczego tak?” – pyta rozczarowany ksiądz. „Widzisz, jak ty prawiłeś kazania, to wszyscy spali, a gdy on prowadził auto, wszyscy się modlili”.

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również