Wywiad

"Fajniej jest się czuć ciągle niespełnionym". Wywiad z Markiem Modzelewskim, partnerem Izy Kuny, radiologiem i dramaturgiem

"Fajniej jest się czuć ciągle niespełnionym". Wywiad z Markiem Modzelewskim, partnerem Izy Kuny, radiologiem i dramaturgiem
Iza Kuna i Marek Modzelewski są parą od osiemnastu lat. Na zdj. na wieczorze autorskim Marka Modzelewskiego.
Fot. Akpa

Co za unikalne połączenie. Świetny dramaturg i czynny lekarz radiolog. Na sztuki Marka Modzelewskiego, prywatnie życiowego partnera Izy Kuny, takie jak "Wstyd", "Inteligenci" czy "Kto chce być Żydem", trudno zdobyć bilety, a publiczność długo oklaskuje je na stojąco. Może dlatego, że przeglądamy się w nich jak w lustrze. My, inteligenci.

Medycyna daje panu taki rodzaj dystansu do tego, co się dzieje? W środowisku filmowo-teatralnym życie to nieustanny rollercoaster. Raz jest praca, za chwilę jej nie ma. Po sukcesach telefon przestaje dzwonić, rośnie frustracja. Co daje panu bycie lekarzem?

MAREK MODZELEWSKI: To daje taki rodzaj codziennej normalności. Trzeba wstać, ubrać się i pójść do pracy na siódmą rano. To po pierwsze. Po drugie, rzeczywiście, obserwacja prawdziwych ludzkich dramatów daje dystans do showbiznesowych histerii. Często jestem pierwszą osobą, która przekazuje złe wieści. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym zdiagnozowałem mojej matce guza trzustki. Z przerzutami... Musiałem to powiedzieć jej, mojemu ojcu, mojej siostrze... Ludzie oczekują od ciebie nadziei, a ty mówisz im brutalną prawdę. Tak czy inaczej oba środowiska – i to medyczne, i to show-biznesu – są bardzo specyficzne. Stoję więc sobie trochę z boku, obserwując obie grupy z pewnej perspektywy. W żadnym z tych środowisk nie jestem na sto procent. Czy to dobrze, czy źle, nie wiem. W kilku moich sztukach występują lekarze. Przyglądam się im z dużą dozą pobłażliwości, gdy prężą muskuły i są przekonani o swojej boskości i wyjątkowości. Z aktorami czy reżyserami czasem jest bardzo podobnie. (śmiech)

"Inteligenci", "Wstyd" i "Kto chce być Żydem?" opowiadają o rozpadzie rodziny. Ta rodzina w pana dramatach jest zdekonstruowana. Miotamy się między polityczną poprawnością, nieprzepracowanymi historiami z przeszłości, polityką i marzeniami. Rodzina pana interesuje najbardziej?

Interesują mnie kameralne, realistyczne historie, które dzieją się tu i teraz. Dobrze opowiedziane, na kilku aktorów. Moim założeniem nie jest pisanie o rozpadzie rodziny. Raczej wiwisekcja, co się w niej dzieje. Rodzina to nasz mały wszechświat, który nas kształtuje i z którego wychodzimy na świat.

Sam jestem w dość skomplikowanej sytuacji rodzinnej. Jesteśmy z Izą w nieformalnym związku od 17 lat. Każde z nas ma dziecko z poprzedniego związku, wspólnie wychowujemy 12-letniego syna. Każde z nas jest po rozwodzie. Mamy też swoje, nie zawsze łatwe doświadczenia z rodzinnych domów. Ten rozpad jest więc gdzieś w nas głęboko zakorzeniony.

Ostatnio mój znajomy psycholog powiedział mi: "Zobacz, my jesteśmy głęboko chorym społeczeństwem". A przecież ta choroba zaczyna się w rodzinach... Poza tym pisanie o rodzinach szczęśliwych i bezproblemowych nie ma potencjału dramaturgicznego. (śmiech)

Sukces pana sztuk wynika chyba także z tego, że lubimy, jak ktoś postawi przed nami lustro. W myśl dewizy Gogola: "Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie...". A pan nie oszczędza nikogo. Anna, bohaterka "Inteligentów", jest zdeklarowaną feministką chodzącą na strajki kobiet, która nie przyjmuje do siebie innych poglądów...

No i doszliśmy do newralgicznej części naszej rozmowy, bo wie pani, ja w ogóle chcę dowalać polskiej inteligencji. Jestem na nią po prostu na maksa wku***ony. Inteligencja zamiast edukować, zamiast po 1989 roku wymyślić ten kraj na nowo, stała się po prostu klasą średnią zajętą wyłącznie zarabianiem pieniędzy. Oczywiście bardzo bym chciał, by obecna władza się skończyła. Natomiast powiem szczerze, nie bardzo bym chciał powrotu do tego, co było przed 2015 rokiem. Do tych udawanek, jacy to jesteśmy liberalni i europejscy, a jak ksiądz biskup tupnie nogą, to podkulamy ogonek... Uważam, że to państwo i to społeczeństwo trzeba wymyślić na nowo w całej sferze publicznej. W sferze podjęcia konstruktywnej rozmowy o rzeczywistym rozdziale państwo-Kościół... Strasznie lubimy wywieszać sztandary i strzelać do siebie frazesami. To robi i prawa, i lewa strona, bo głupota i fanatyzm nie mają koloru. One mogą być czarne, czerwone, mogą być również, niestety, tęczowe. I dopóki my nie zaczniemy ze sobą rozmawiać, to nie zmieni się nic. Więc jeśli komuś mam ochotę dowalić, to zdecydowanie bardziej swoim. We "Wstydzie" nie wiadomo, kto jest gorszy, która para jest bardziej zakłamana. Wydaje mi się, że ta jednak inteligencka. W "Inteligentach" syn się buntuje, bo widzi fałsz, pewną fasadę, pozę i sztuczność wzajemnych relacji. Gdybym miał znaleźć wspólny mianownik moich sztuk, to oprócz rozpadu rodziny byłoby to pokazanie pewnego... nie wiem, jak to nazwać... nieadekwatnego zachowania inteligencji w obecnej sytuacji. Mam nadzieję, że moje sztuki nie przestaną być aktualne, nawet jak zmieni się polityczna rzeczywistość. Bo zachowaniami ludzkimi kierują te same mechanizmy. Dzisiejsza rzeczywistość pomaga je jedynie uwypuklić, mocniej spuentować.

A jakim pan jest ojcem? Tolerancyjnym, otwartym, postępowym?

Jakim jestem ojcem, okaże się za chwilę, kiedy mój 17-letni syn Filip wejdzie w dorosłość, a 12-letni Staszek w okres buntu. Zobaczymy, jak obaj sobie poradzą, a ja razem z nimi... Tak naprawdę mogę mówić o wychowaniu młodszego, bo z nim mieszkam na stałe. Bez wątpienia Staszek wychowywany jest w domu tolerancyjnym i liberalnym. W domu bez Kościoła i bez religii, bo oboje z Izą jesteśmy ateistami, ale z ogromnym szacunkiem do innych ludzi i przede wszystkim do samego siebie. Wychowujemy go w absolutnej tolerancji dla wszystkich. Nie ma lepszych i gorszych. Nie ma tak, że jedni są lepsi, bo są tęczowi, a drudzy gorsi, bo chodzą do kościoła albo odwrotnie. Ja sam byłem kiedyś jako młody człowiek dość długo związany z Kościołem. Dlatego wiem, że ludzkie poglądy mogą się zmieniać i ewoluować. Ja od Kościoła odszedłem definitywnie, ale może któryś z moich synów pójdzie odwrotną drogą.

Są jakieś uniwersalne prawdy w wychowaniu dziecka?

Zasady. Jeśli wszystko jest na luzie i nie ma żadnych reguł, to dzieciaki są kompletnie zdezorientowane. Ich poczucie bezpieczeństwa jest zaburzone. Jeśli moje dziecko w wieku nastoletnim zbuntuje się przeciwko moim regułom, to jest OK. To naturalna droga. Ale nie wolno, moim zdaniem, mówić dzieciakom: "Nic nie musicie, wszystko możecie", bo to je kompletnie przytłacza i rozpiep**a. Oni zupełnie tego nie chcą. Nasza przyjaciółka, która wychowywała swoje dzieci w takim kompletnie liberalnym, artystowskim domu, gdzie były ciągłe imprezy, wyprawiła hucznie swoją pięćdziesiątkę, do pełnoletniego syna mówi: "No ale co, fajnymi byliśmy rodzicami, nie?". A on na to: "Mamo, ale wy byliście ciągle narąbani". I to jest jego punkt widzenia.

Dziecko jednak chce rodzica, który powie: "To możesz, tego nie możesz. To jest dobre, a to jest zdecydowanie złe, nie ruszaj". A jak przyjdzie moment na bunt, to on i tak złamie te reguły i pójdzie swoją drogą.

W listopadzie kończy pan 50 lat. To jest trudny moment dla mężczyzny?

Wie pani, trudny, bo się zaczynają podobać coraz młodsze kobiety. (śmiech) Od roku uprawiam kick boxing, więc fizycznie dobrze się czuję i mam sporo energii. I wiem, co chciałbym pisać. Nareszcie znalazłem swoją formę.

Czuje się pan spełniony?

Ja nie znam takiego uczucia. Bywam spełniony, jak widzę, że spektakl jest super i podoba się widzom, a za chwilę czuję się niespełniony. Myślę, że generalnie fajniej jest się czuć ciągle raczej niespełnionym.

Czyli lepiej przez całe życie gonić króliczka?

O, zdecydowanie! Chciałbym mieć ciągle takie poczucie, że najlepsze do zrobienia jest ciągle przede mną. Marzy mi się napisanie takiej historii jak "Manchester by the Sea" albo "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" albo "Whiplash". Albo... żeby kiedyś moja sztuka była wystawiona na Broadwayu.

A co panu daje szczęście?

Jak moje dzieci są szczęśliwe, nawet przez chwilę. Jak widzowie entuzjastycznie reagują na moje spektakle. Byłbym szczęśliwy, gdybym kupił domek w Andaluzji... I jak Legia Warszawa zwycięża. Jak zdobywa mistrzostwo Polski, to jestem przez chwilę naprawdę szczęśliwy. (uśmiech) 

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu PANI.

OKLADKA

Marek Modzelewski - rocznik 1972. Absolwent warszawskiej Akademii Medycznej. Lekarz, specjalista w zakresie radiologii i diagnostyki obrazowej. Napisał kilkanaście sztuk teatralnych, m.in.: "Starsza pani prycha", "Koronacja", "All inclusive", "Król dramatu", "Wstyd", "Inteligenci", "Kto chce być Żydem?". Autor scenariuszy do filmów "Warsaw by Night" i "Teściowie". Życiowy partner aktorki Izabeli Kuny. Tata dwóch synów: 17-letniego Filipa i 12-letniego Staszka. 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również