Jak odzyskać kontrolę nad swoim czasem? Rozmawiamy z autorką książki 'Poza czasem. Potyczki z codziennością'
- Gdybym miała postawić globalną diagnozę dla świata, w którym żyjemy, to powiedziałabym, że chorujemy na przesyt, przesadę i nadmiar - pisze Bożena Kowalkowska.
Fot. Ewa Przedpełska

Jak odzyskać kontrolę nad swoim czasem? Rozmawiamy z autorką książki 'Poza czasem. Potyczki z codziennością'

Jak to się stało, że praca, z szanowanej sfery życia nagle zamieniła się w główną winowajczynię naszego braku czasu, chronicznego zmęczenia i frustracji? Dlaczego coraz rzadziej i coraz mniej efektywnie odpoczywamy? I w końcu - jak wyjść z tego zaklętego kręgu przepracowania, goniących terminów i poczucia winy, że po raz kolejny poświęcamy pracy za dużo czasu? Na nasze pytania odpowiada Bożena Kowalkowska, autorka książki "Poza czasem. O potyczkach z codziennością".

Pisze Pani, że zwyczajność to nowy rodzaj luksusu. Sporo w tym prawdy. Ale i smutnej refleksji. Jak to się stało, że tak bardzo oddaliliśmy się od tej naszej zwykłej normalności?

Myślę, że w rzeczywistości, w której na co dzień żyjemy trudno zachować „normalność”. Codziennie zalewani jesteśmy masą nowych informacji, wydarzeń, wynalazków, odkryć, doniesień. To wszystko nas niejako wiąże, wymusza reakcję i pobudza. Problem zajętości jest w swojej istocie bardzo ludzki, bo potrzeba bardzo dużo siły i dyscypliny wewnętrznej oraz sztuki rezygnacji, żeby powiedzieć temu: stop. Mimo to, namawiam do stanięcia okoniem w nurcie spraw codziennych i zastanowienia się przez chwilę chociaż, co zabrzmi banalnie – czego ja właściwie chcę? Na co naprawdę potrzebuję czasu, czemu chcę się poświęcić, a na co bez sensu go tracę?

Zwraca Pani uwagę na to, że praca stała się naszym kultem, wartością której poświęcamy najwięcej czasu i, z jakichś powodów, jesteśmy z tego dumni. Też tak kiedyś jak mantrę powtarzałam znajomym, że „jestem zarobiona”, aż do dnia, w którym usłyszałam siebie z boku i poczułam do tej zarobionej mnie coś w rodzaju ogromnego współczucia. Dlaczego nie traktujemy siebie z większą czułością? Dlaczego narzucamy sobie takie wyśrubowane standardy?

To kwestia wychowania i czasów, w których dorastaliśmy, kiedy od tego, czy ktoś miał pracę, zależał byt całej rodziny, dach nad głową, wykształcenie, słowem – godne życie. Po drodze przeżyliśmy transformację, której efektem była fiksacja na punkcie pracy i zarabiania. A potem trochę z rozpędu, pamiętając o etosie pracy wpojonym przez środowisko, a trochę przez niebezpieczny skręt w postrzeganiu osób pracujących. Opowiadając, jak bardzo jest się zarobionym, zbierało się podziw i uznanie. Wtedy było się kimś! A dodatkowo w społeczeństwie nie było zgody na odpuszczenie, zwolnienie czy odpoczynek. Nie mówiąc już o zdrowym nicnierobieniu. Dużo pracujesz? Jesteś świetna/y. Praca nie jest twoim priorytetem? Coś jest z tobą nie tak.

Ale ostatnio dostrzegam, że nadciąga większa zmiana i coraz częściej opowiadanie, jak bardzo jest się zapracowaną i nie ma się na nic czasu, wywołuje raczej współczucie niż podziw. Żyjesz tylko pracą i nie masz czasu na nic więcej? To znaczy, że słabo się w życiu zorganizowałaś, bo praca ponad miarę jest już passé.

Ważnym słowem w kontekście zapracowania i czasu wolnego jest też chyba asertywność. W książce zwraca Pani uwagę na to, że często brakuje nam w jej kontaktach, tych służbowych i prywatnych, w efekcie czego swój czas i energię poświęcamy na rzeczy, na które nie mamy w rzeczywistości ochoty.

Nie będę ukrywać, wyznaczenie jasnych granic to ciężka praca, a na początkowym etapie dodatkowo mało wdzięczna. No bo jak to – do tej pory o każdej porze odbierałaś telefon, natychmiast odpisywałeś na maile, a teraz co? Tworzenie własnych zasad to też odpowiedzialność, nie tylko w stosunku do siebie, ale też do innych. Bo jeśli nie przepadam za rozmowami o pracy o 22.00, sama też powinnam pilnować, żeby tego typu rozmów nie inicjować tak późną porą.

Jednak to, co wydaje mi się najważniejsze – to po mojej stronie leży decyzja, jak będę pracować, kiedy i dla kogo będę dostępna i jak chcę żeby ten kontakt przebiegał. Przestałam zasłaniać się tymi wszystkimi „muszę odebrać” albo „tak zrobić nie mogę”. Nikt, naprawdę nikt nie może zmusić mnie do kontaktu w momencie, który wybiega poza ustalone normy albo wywołuje mój dyskomfort.

Granice w komunikacji są tam, gdzie sama je postawię. Prawda jest taka, że jeśli nie będę szanować swojego czasu, to nie mogę zakładać, że zrobią to inni. Jeśli za każdym razem natychmiastowo reaguję na wiadomości, nawet kiedy przychodzą o niewygodnych dla mnie porach, to szansa, że coś się w tym temacie zmieni, jest raczej żadna. Ale wydaje mi się, że gra jest warta świeczki, bo chodzi w niej przede wszystkim o odzyskanie kontroli nad swoją pracą, codziennością i życiem.

Jaki wpływ na nasz kołowrotek mają social media? Przeczytałam gdzieś, że przeciętnie człowiek poświęca im prawie dwie godziny dziennie! Mam wrażenie, że social media nie tylko pochłaniają czas, ale dodatkowo męczą nas i powodują, że do danego zadania czy do pracy zabieramy się rozproszeni i zmęczeni.

Social media to bardzo wytrawni złodzieje czasu. Teoretycznie zapewniają nam rozrywkę, informacje i inspiracje, ale pod płaszczykiem tego "dobra" czai się uzależnienie i wyrzut sumienia. Niby wiem, że to filtry, stylizacja i drobne (czasem większe) przekłamania, ale jednak jak sobie trochę poscrolluję. to trochę mnie w środku gniecie, że u mnie nie jest tak świetliście, że nie ćwiczę codziennie i że w ogóle jakieś mało ciekawe życie prowadzę. Nie znam osoby, której od przeglądania Instagrama zrobiło się w sercu milej. A jednak zostało to tak pomyślane, że człowiek chce więcej i nie przestaje scrollować – zresztą co ciekawe, taki Instagram na przykład nie pozwala zescrollować do końca. Korzystałam kiedyś z pomocy pani od mediów, bo chciałam zrozumieć, na czym to wszystko polega i jak się dowiedziałam, że trzeba wstawiać coś cztery razy dziennie i to świeżego – bo algorytmy wykrywają moment wykonania zdjęcia, że trzeba na bieżąco lajkować, odpowiadać na komentarze, zachęcać do rozmowy, zadawać pytania, to wyszło mi, że przed komórką powinnam spędzać 8 godzin dziennie. No nie ma mowy!

A wystarczy cofnąć się kilka lat wstecz, kiedy czekając na przystanku, jadąc pociągiem czy wieczorem przed spaniem słuchało się muzyki albo czytało książkę. Zachęcam do odstawienia smartfona na tydzień, żeby zobaczyć, ile wolnego czasu nagle zostaje.

Media społecznościowe to chyba jeden z powodów naszej ciągłej prokrastynacji. Jej poświęca Pani w książce sporo uwagi. Czy teraz prokrastynujemy bardziej niż kiedyś? Z jakiego powodu?

Nie wydaje mi się, żeby powodem były social media. To tylko dodatkowa aktywność czy też pretekst, żeby coś odłożyć. I w ogóle nie wydaje mi się, żeby prokrastynacji było więcej. Myślę, że to kolejna bardzo ludzka przywara, zupełnie naturalna i zwyczajna, z którą ludzie mierzą się od dawna. Cała zabawa z prokrastynacją polega na tym, że przedkłada się coś mało ważnego nad tym co naprawdę istotne. Dlatego kiedy człowiekowi wpadają po drodze inne pilne rzeczy albo coś staje na przeszkodzie: ktoś zachoruje, coś się popsuje, pojawiają się inne niecierpiące zwłoki zadania, nie mówimy już o prokrastynacji.

Absurd prokrastynacji polega na tym, że powiązany jest z wolnością, najczęściej z momentami, w których sami możemy decydować i kontrolować na co i kiedy możemy sobie pozwolić. Bo uwaga – istotą prokrastynacji jest dobrowolność. Nikt mi niczego nie każe odkładać, nikt mnie w niczym nie ogranicza, niczego nie zakazuje ani nie zabrania. Odkładam, bo chcę, a w zasadzie – odkładam, bo mogę.

Kiedy zastanawiam się nad przyczynami prokrastynacji przychodzą mi do głowy tak naprawdę cztery rzeczy. Przy czym od razu zaznaczę, że każda z nich dotyczy innego typu sytuacji i stanu rzeczy. Pierwsza to strach. Strach, że coś się nie uda, że nie pójdzie zgodnie z planem, z naszymi oczekiwaniami. Druga jest niechęć – prosty fakt, że się czegoś po prostu nie lubi robić. Trzeci jest brak gotowości – to nie ten moment w życiu, a czwarty wspomniana już wcześniej dobrowolność.

 

W książce pisze Pani że prokrastynacja to swego rodzaju oszukiwanie samego siebie. Jak zatem przestać prokrastynować?

Opowiem na własnym przykładzie. Ja po prostu przestałam się oszukiwać. W praktyce wygląda to tak, że jawnie i otwarcie przyznaję sama przed sobą, że owszem, mogłabym dokończyć coś szybko w piątek albo sobotę, ale przecież i tak wiem, że zrobię to w niedzielę wieczorem. Mogę co najwyżej próbować przesunąć swój wewnętrzny deadline o jedną czy dwie godziny, by nie siedzieć po nocy, ale bez sensu jest udawać czy oszukiwać siebie i innych, że przesunięcie będzie można liczyć w dniach. Końcowy efekt będzie taki sam, a poziom stresu – dużo mniejszy. Odkąd robię sama ze sobą takie ustalenia, jest mi dużo lżej na duszy, moje dni wolne są spokojniejsze. Prawdą jest też, że do zadania zasiadam już przygotowana i pogodzona, a nie udręczona, a samo zasiadanie traktuję jako wyraz największej wiary i zaufania we własne siły.

Mam wrażenie, upraszczając oczywiście, że świat dzieli się tych lepiej i tych gorzej zorganizowanych czasowo ludzi. Ta pierwsza, lepiej zorganizowana grupa na pytanie tych drugich, jak oni to robią, że na wszystko mają czas, używają słowa: organizacja. Ich zdaniem to wszystko kwestia dobrej organizacji. Ja, jako osoba z tej drugiej grupy, usilnie tę organizację próbuję gdzieś odnaleźć, ale nie wychodzi. Z jakiego powodu mamy taki problem z organizacją czasu?

To bardzo trudne i pytanie i nie odważę się na nie szczegółowo odpowiedzieć. Bo co tak naprawdę decyduje o tym, że człowiek postrzega się jako osobę zorganizowaną? To, że zawsze jest na czas? To, że ma na wszystko plan albo wszystko wokół siebie poukładane? Gdyby pozytywne odpowiedzi na te pytania tworzyły definicję zorganizowania, to ja do grupy osób zorganizowanych nigdy bym się nie załapała. A jednak mam ten rys, a może raczej – miewam go. Znam wiele osób, które bardzo lubią chaos, nie znoszą rutyny i za nic nie chciałyby układać swojego czasu pod jakiś uporządkowany model. Dobrze się w tym odnajdują, są bardzo szczęśliwe, spełnione i twórcze i nie widzę powodu, czemu ich styl życia nie miałby zbiegać się z dobrą organizacją.

Żeby jednak nie zostawiać czytelników z niczym, może powiem, że moim zdaniem w dobrą organizację wpisuje się przede wszystkim samoświadomość. Przekonanie kim się jest, co się lubi, czego się chce, a czego chce się uniknąć i dążenie do tego.

W książce wspomina Pani o potrzebnej do rozwoju zmianie. Zmianie, która trwa i która będzie miała swoje wzloty i upadki i nie nastąpi z dnia na dzień. Skąd mamy wiedzieć, że ta zmiana prowadzi nas w dobrym kierunku? Że dobrze ją przeprowadzamy?

Nie bez powodu mówi się, że każda zmiana ostatecznie wychodzi człowiekowi na dobre. Czasem prędzej, czasem później, ale zawsze. Zwłaszcza jeśli jakieś myśli, pragnienia czy rozważania od dłuższego czasu przebiegają nam przez głowę. Co do samego sposobu przeprowadzania zmiany – nie ma sposobu, żeby przejść przez nią gładko. Mnie to się nawet wydaje, że nie powinno się! Prawda jest taka, że im trudniej, tym lepiej w ostatecznym rozrachunku. Rezultat jest trwalszy i silniejszy. A co, jeśli nie wyjdzie? Trudno! O ile człowiek nie rzuca się na głęboką wodę i nie postanawia nagle, bez żadnego przygotowania, z prawniczki zamienić się w szefową kuchni, to wszystko da się odwrócić. Nie raz zdarzyło mi się zaangażować w zadanie, które okazywało się nie mieć sensu, kupić coś, co wydawało mi się niezbędne, a potem kurzyło się w kącie, przeczytać albo obejrzeć coś niezbyt mądrego, ale rzadko kiedy czułam, że wychodzę z tego stratna. Choćby nie wiem jak nudno i niewygodnie mi w czymś było, zawsze wyciągałam z tego choć jedną wartościową znajomość, nową umiejętność albo przynajmniej świadomość, co mi nie pasuje. Jednak przede wszystkim wolę wiedzieć, że przynajmniej próbowałam, niż potem pół życia zastanawiać się, co by było gdyby.

 A co z odpoczynkiem? Pomaga on nam zapanować nad własnym życiem?

Jestem wielką fanką drzemki i gdybym tylko mogła, zażywałabym jej każdego dnia. Nie wiem jak inni (choć trochę się domyślam), ale ja, kiedy jestem wypoczęta, jestem zupełnie innym człowiekiem. Radosnym, otwartym i szybkim. Szybkim w myśleniu i działaniu, sprawy toczą się sprawniej, lepiej i w miłej atmosferze. Ryzyko popełnienia błędu znacznie spada. Często żartuję do rodziny i znajomych: Chcesz miło spędzić ze mną czas? To daj mi się wyspać.

Jednak chronić się przed zmęczeniem to jedno, a umieć odpoczywać – drugie. Usłyszałam kiedyś, że odpoczynek najlepiej smakuje, gdy człowiek się wcześniej porządnie urobi. Fakt, nigdy z takim jawnym rozpasaniem nie zalegałam na kanapie, jak po kilkudniowym maratonie w pracy albo samodzielnym remoncie mieszkania. Nie podoba mi się ta zależność, ale niestety nie mogę zaprzeczyć jej sile. Tak, wylegiwanie najlepiej smakuje po wysiłku, ale przysięgam, że popołudniowe drzemki też mają swój urok. Podobnie jak leniwe poranki w łóżku, długie spacery w porze lunchu z przyjaciółką czy czytanie książki na balkonie.

Co powinnam zatem zrobić w pierwszej kolejności, zaraz po naszej rozmowie, jeśli chcę na nowo odzyskać kontrolę nas moim czasem?

Na warsztatach zwykle proponuję takie ćwiczenie. Proszę rozpisać miniony dzień i zastanowić się, co było w nim fajnego, a co nie, gdzie czas został dobrze wykorzystany, a gdzie tak sobie. A potem proszę rozpisać swój wymarzony schemat idealnego dnia: jak i o której się zaczyna, z kim, gdzie, co następuje po czym, jak ten dzień się kończy. Następnie proponuję skonfrontować obie rozpiski. Proszę mi wierzyć, wnioski i pomysły pojawią się błyskawicznie.

W książce

Bożena Kowalkowska - rocznik 81. Skończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat była sekretarzem redakcji wielu magazynów, współwydawcą rocznika o polskich formach drukowanych "Print Control" oraz współzałożycielką nieistniejącego już studia edytorsko-graficznego txt publishing, gdzie pełniła rolę redaktorki i producentki. Jesienią 2020 roku nakładem wydawnictwa Wielka Litera ukazała się jej książka „Odzyskać Czas” oraz seria podcastów pod tym samym tytułem. W lipcu 2021 ukazała się kontynuacja książki w postaci zbioru felietonów „Poza czasem. Potyczki z codziennością”. Prowadzi wykłady, warsztaty oraz konsultacje indywidualne dotyczące planowania i organizacji pracy i życia codziennego. Jak sama mówi: odzyskuje czas. Mama 9-letniej Marianny i 6-letniego Tadeusza (bozenakowalkowska.com).

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również