Zuzanna Grabowska i Paweł Domagała o miłości, partnerstwie i dzieciach
Zuzanna Grabowska i Paweł Domagała
Fot. Ala Wesołowska

Zuzanna Grabowska i Paweł Domagała o miłości, partnerstwie i dzieciach

On się w niej podkochiwał przez całe studia, ona uważała, że powinni być tylko przyjaciółmi. Ale kiedy zorganizował dla niej koncert i wyznał jej miłość swoimi piosenkami, Zuzanna Grabowska i Paweł Domagała zostali parą.

Zuzanna Grabowska o Pawle Domagale:

To Pawła zasługa, że jesteśmy razem. Żartuję, że zarzucił na mnie sieci. Poznaliśmy się na pierwszym roku studiów w Akademii Teatralnej w Warszawie. Pamiętam go jeszcze z dni otwartych, choć nie zamieniliśmy wtedy ani słowa. Blond włosy, szerokie spodnie, pogodna twarz – od początku był charakterystyczny. Kiedy wszedł na scenę i recytował dziwny, choć zajmujący monolog o tych swoich spodniach, od razu zwrócił na siebie uwagę publiczności i wykładowców. Inni odgrywali wielkie dramaty, a on się wyróżniał poczuciem humoru. Okazało się, że sam napisał ten tekst.

Przez całe studia trzymaliśmy się razem. Bardzo się lubiliśmy, a Paweł twierdzi, że się we mnie podkochiwał. Ale ja miałam chłopaka, a on dziewczynę.

Wykładowcy uparcie nas ze sobą parowali przy odgrywaniu różnych scen. Najczęściej graliśmy rodzeństwo lub tańczyliśmy, bo jesteśmy podobnego wzrostu. On miał zawsze bardzo pozytywne nastawienie do życia, co mi się w nim nadal niezmiernie podoba. To żadna poza, Paweł taki jest. Kreatywny, dowcipny, wesoły. Jego cechy okazują się szczególnie przydatne w codziennym życiu, gdy nie zawsze wszystko idzie jak po maśle. Nie jestem pesymistką, ale on niemal zawsze ma dobry humor. I całkiem dobrze się uzupełniamy, bo z rana to Paweł jest największym optymistą, z energią planuje dzień. A ja powoli się rozkręcam i najweselsza staję się pod koniec dnia, gdy on miewa nieco gorszy nastrój.

Zuzanna Grabowska o tym, jak poznała Pawła Domagałę

Przez całe studia traktowałam go jako dobrego kolegę, a nawet przyjaciela. Po czterech latach znaliśmy się jak łyse konie. Spędzaliśmy w szkole mnóstwo czasu razem, odgrywając liczne sceny z przytulaniem, pocałunkami, ale też gniewem czy smutkiem. Poznałam jego rodziców i brata, bywaliśmy u siebie w domu. Aż któregoś razu, tuż po zakończeniu studiów, Paweł zaprosił mnie na kameralny koncert do jednego z warszawskich barów. Okazało się, że zorganizował go specjalnie dla mnie. Byłam zaskoczona i przejęta. Ze sceny Paweł wyśpiewał mi swoje uczucia. Nagle ujrzałam go z całkiem innej strony. To był punkt zwrotny w naszej relacji. Szybko zostaliśmy parą. W tym roku obchodziliśmy pięciolecie małżeństwa. I zaręczyny, i ślub odbyły się w moim rodzinnym Krakowie. Nawiasem mówiąc, czuję się nieco onieśmielona tym, że Paweł tak ładnie o nas śpiewa i że ta miłość go inspiruje. Często się przy jego utworach wzruszam, nawet jak słucham wiele razy. Paweł nie ma również problemu, aby mówić mi o tym, co czuje. Ja jestem nieco bardziej skryta.

O fundamentalne sprawy się nie kłócimy. Mamy identyczny system wartości i priorytety. Patrzymy na świat w podobny sposób, a to już jest bardzo dużo.

Nawet nasze gusta nie odbiegają od siebie, co przydało się szczególnie wtedy, gdy urządzaliśmy mieszkanie. Jednogłośnie uznaliśmy, która kanapa jest dla nas obciachowa, a która idealnie pasuje. Inaczej podchodzimy tylko do muzyki. Ja lubię rozrywkową, rytmiczną, taneczną, on – melancholijną i refleksyjną. Nieraz mówi, że nie słuchałabym jego piosenek, gdyby nie był moim mężem. Kiedy ma wolną chwilę, bierze gitarę do ręki. Jego piosenki powstają jakby mimochodem. Czasem tylko podpytuje mnie, czy zdanie, które chodzi mu po głowie, ma sens. Od początku namawiałam go do tego, aby wydał swoje utwory. W końcu sam poczuł, że tego chce. Pierwsza płyta znalazła wiernych słuchaczy, ale sukces singla „Weź nie pytaj” kompletnie nas zaskoczył.

Czyją córką jest Zuzanna Grabowska

Pewnie moglibyśmy wykorzystać bardziej to, że jestem żoną Pawła czy córką mojego ojca (Andrzeja Grabowskiego, aktora – red.), ale nie chodzimy razem na czerwone dywany. Nie sprawia nam to większej przyjemności. Mimo że jestem aktorką, nie lubię się stroić. Mam kilka par dżinsów, nie zależy mi na wymyślnych stylizacjach. Paweł czasem idzie ze mną na zakupy albo sam kupuje mi ubrania – ostatnio spodnie i buty. Trafia z rozmiarami idealnie. Ma do tego oko.

Zuzanna Grabowska o dzieciach

Latem urodziła nam się druga córka, więc ostatnio noce mamy zarwane. Ale to
piękny czas. Paweł mocno mnie odciąża. W naszym domu nie istnieje podział obowiązków, mąż też gotuje czy sprząta. Oboje dbamy o to, aby mieć dobry stosunek do siebie nawzajem i do świata. Pamiętamy też, że nic nie trwa wiecznie: ani sława, ani gorszy czas. Każdego dnia wszystko może się odwrócić, szczególnie w naszym zawodzie. Paweł, zanim stał się popularnym aktorem, robił różne rzeczy, żeby dorobić, m.in. był śpiewającym kelnerem w jednej z warszawskich restauracji.

Często ludzie nas pytają, jak nam się razem gra. To żadna nowość – tak się dzieje od początku studiów. Występujemy w Teatrze Dramatycznym i ostatnio w Kwadracie, poza tym w Kabarecie na Koniec Świata, m.in. z naszymi przyjaciółmi: Agatą Wątróbską i Wojtkiem Solarzem. 

Kiedy jesteśmy bardzo zmęczeni, musimy gdzieś wyjechać, choćby i do Krakowa. To też nasza ucieczka od rutyny. Cieszę się, że w ubiegłym roku wreszcie udało nam się wybrać w zaległą podróż poślubną do Nowego Jorku. Spędziliśmy cudowny tydzień, spacerując i oglądając spektakle na Broadwayu. Mam nadzieję, że będziemy tam wracać.

Zuzanna Grabowska – aktorka, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Związana z Teatrem Dramatycznym, współpracowała z teatrami Kwadrat, Montownia oraz 6.piętro. Występuje w serialu „La La Poland” (TVP). Zagrała m.in. w filmach: „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” Patryka Vegi, „Okna, okna” Wojciecha Solarza czy „Serce nie sługa” Filipa Zylbera.  

 

Paweł Domagała o Zuzannie Grabowskiej: Czasem po prostu się wie, że to ta jedyna. I nie pamięta się życia „przed”. Kiedy skończyliśmy z Zuzą studia aktorskie, na których spędzaliśmy całe dni razem, nagle pomyślałem, że nie wyobrażam sobie życia bez niej. I chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda? 

Rzeczywiście, musiałem o nasz związek powalczyć. Uważam, że nad każdą relacją, nie tylko miłosną, należy pracować. A miłość to już szczególna praca.

Jestem pewien, że zawarcie małżeństwa to obecnie jedyna wolna decyzja, którą podejmujemy – przynajmniej w europejskim kręgu kulturowym. Zakochanie mija wcześniej czy później, a miłość pozostaje decyzją. Jeśli już zadeklarowałem się jako mąż, to chcę się trzymać tego przez całe życie. Zauroczenia innymi osobami mogą się zdarzyć na przestrzeni wielu lat, natomiast ja chcę w mojej decyzji trwać. Bycie z jedną, wybraną przez siebie kobietą to tak naprawdę ciągły wybór. 

Paweł Domagała o pierwszym spotkaniu z Zuzanna Grabowską

Nie jestem pewien, w jaki sposób Zuza wspomina nasze pierwsze spotkanie. Ja pamiętam ją przede wszystkim z dnia, w którym spóźniła się na ogłoszenie wyników egzaminów wstępnych w szkole teatralnej. Siedzieliśmy już w sali, świeżo upieczeni i szczęśliwi studenci, a profesor opowiadał, jakie książki powinniśmy przeczytać w wakacje. I wtedy Zuza wpadła do tej sali jako ostatnia. Potem bardzo wiele różnych scen zagraliśmy na zajęciach, lecz chyba tylko raz wcieliliśmy się w zakochaną parę: ona była Julią, a ja Romeo. W dramatycznej scenie, w której wylatywałem przez okno, wszyscy nagle zaczęli się głośno śmiać, choć przecież miało być tragicznie i romantycznie… Myślę, że sceny komediowe wychodzą nam wciąż znacznie lepiej niż dramatyczne. Od kilku lat współtworzymy Kabaret na Koniec Świata, gdzie często z Zuzką improwizujemy. Wystarczy jedno spojrzenie czy gest i już wiemy, w jakim kierunku pójdziemy. 

Poczucie humoru to silne spoiwo w naszym związku. Podoba mi się, że kiedy Zuzka jest zbyt mocno czymś przejęta, to sama potrafi przekłuć balonik, zażartować z tego. A gdy ja bywam zirytowany, wystarczy jeden celny komentarz żony i już się śmiejemy. Oboje nie jesteśmy obrażalscy. 

Paweł Domagała o pracy na planie z Zuzanną Grabowską

Wspólnie zagraliśmy w filmie „Serce nie sługa”, w którym zagraliśmy. Na planie rozmawiam z Zuzą jak z koleżanką z pracy. To, że jesteśmy prywatnie parą, przestaje mieć wtedy znaczenie. Nie ukrywam, że czar nieco pryska, kiedy widzę, że Zuza jest zmęczona albo poirytowana. Potrafię wyczuć te emocje mimo profesjonalizmu żony. My się po prostu świetnie znamy. Uwielbiam subtelną grę, dokładnie taką jak u Zuzi. Nie spotkałem drugiej takiej aktorki: z tego typu spokojem oraz brakiem nachalności. 

Poza tym, że ją kocham, to także ją lubię. Nawet kiedy przydarzają się nam trudne momenty, to łatwiej znosić je z kimś, kogo się po prostu lubi.

Zuzka jest bardzo ufna. Nie ma takiego myślenia, że ktoś może ją oszukać czy skrzywdzić. To urocze i bardzo mnie w niej ujmuje. Napisała ostatnio scenariusz serialu. Mam nadzieję, że uda nam się go zrealizować. Szukamy dobrego inwestora, bo potrzebne są już znacznie większe fundusze.

Gdyby nie Zuza i dzieci, nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem. Rodzina stała się dla mnie fundamentem. Najważniejsze, że wracam do domu i mam tam coś ważniejszego niż wszystko inne. O moich rolach czy piosenkach kiedyś pewnie nikt nie będzie pamiętał. Wolę, by wnuczęta wspominały mnie jako fajnego dziadka niż dobrego aktora. A co ja daję Zuzi? Myślę, że to samo, co ona mnie: poczucie bezpieczeństwa i stałość. Wokół nas jest tyle zmiennych, że trzeba mieć coś stałego. Rodzina daje mi siłę i nieśmiertelność. 

Wspieramy się, co jest szalenie istotne, w zwykłym życiu. Codzienność mamy taką jak każdy: małe dzieci, zakupy, rachunki… Tutaj ciężko o fajerwerki. Wcześniej miewałem problemy z byciem obowiązkowym, ale od kiedy mam rodzinę i razem z Łukaszem Borowieckim założyliśmy własną wytwórnię, i zatrudniamy ludzi, stałem się znacznie bardziej odpowiedzialny. Wiem, że muszę zapewnić byt bliskim oraz być w porządku wobec tych, którzy ze mną współpracują. W wydanie płyty musiałem zainwestować nasze prywatne pieniądze. Mogłem je utopić. A Zuzka od początku mocno mnie wspierała. Nie miała problemu z tym, że jeździmy starym autem, bo mąż spełnia muzyczne marzenia.  

Paweł Domagała o narodzinach drugiego dziecka

Czasem wracam pamięcią do grudnia ubiegłego roku. Akurat dowiedzieliśmy się z Zuzą, że będziemy mieli drugie dziecko… Pomyślałem, że chciałbym napisać numer o tym, jak mi teraz w życiu dobrze. I tak powstało bluesowe „Weź nie pytaj”. Nie wstydzę się wyznawać miłości w piosenkach. Czego miałbym się wstydzić? W tekstach piszę o tym, co u mnie słychać. Jeśli więc ktoś chce się czegoś o mnie dowiedzieć, niech posłucha moich piosenek, bo w nich potrafię się mocno odsłonić. Dostaję wiele wiadomości od osób, które mają podobne związki. Piszą do mnie nawet małżeństwa z kilkudziesięcioletnim stażem, które identyfikują się z tym numerem. Dowiedziałem się, że młode pary wybierają go jako pierwszy taniec na weselu. W życiu bym tego nie wymyślił. (śmiech)

Paweł Domagała – aktor, wokalista, autor tekstów i kompozytor. Absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie. Współpracuje z warszawskimi teatrami – Dramatycznym i Kwadratem. Znany z seriali „Ratownicy” czy „O mnie się nie martw” i filmów, m.in.: „Wkręceni” Piotra Wereśniaka, „Planeta singli” Mitji Okorna i „Serce nie sługa” Filipa Zylbera.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również