Katarzyna Zielińska mówi nam, od kogo usłyszała najlepszą poradę w show biznesie: Zabolało. Ale potem wielokrotnie im za tę uwagę dziękowałam.
Fot. akpa

Katarzyna Zielińska mówi nam, od kogo usłyszała najlepszą poradę w show biznesie: Zabolało. Ale potem wielokrotnie im za tę uwagę dziękowałam.

Mama, żona, aktorka... optymistka. Katarzyna Zielińska, bohaterka najnowszego wydania miesięcznika "Świat kobiety" uważa, że pozytywne nastawienie to klucz do szczęśliwego życia. Zapisuje dobre chwile, rozmawia z... roślinami. Tak czerpie dobrą energię.

„Każdego dnia staram się znajdować i zapamiętywać pozytywne momenty. Często zapisuję je w kalendarzu” – napisałaś w jednym ze swoich postów. Gruby jest Twój dziennik szczęśliwości?

Trudne pytanie (śmiech). Bo dobre chwile zapisuję nie tylko w kalendarzu, ale także na różnych kartkach, które potem przyklejam do lodówki lub do lustra. Zapisuję je w telefonie, na iPadzie, w którym mam również katalog zdjęć momentów szczęścia. Lubię potem, gdy przychodzi gorszy nastrój i wszystko wydaje się bez sensu, poczytać, pooglądać i docenić to, co los mi dał. Żeby nie przeoczyć fajnych chwil, żeby nie przysłoniły mi ich problemy. Bo przecież każdego dnia spotyka nas znacznie więcej dobrego niż złego. Tylko mózg, aby nas chronić, koncentruje się na zagrożeniach. I czasem to, co piękne, dobre mija niezauważone czy niedocenione. A szkoda, bo to daje nam siły.

Co na przykład zapisujesz?

Dzisiaj byłam w teatrze na próbie i w przerwie oglądałam zdjęcia z wakacji. Pomyślałam: „Mam cudownego męża. Jest moją miłością, radością, wsparciem”. Muszę to zapisać, żeby zawsze pamiętać (śmiech). A ostatnio na lodówce powiesiłam wyznanie mojego 3-letniego Alesia, który powiedział: „Jesteśmy rodziną”. Jakie to mocne! – pomyślałam z czułością i zapisałam na kartce. Tych rodzinnych haseł jest zresztą ostatnio dużo w naszym życiu.

Kiedy nauczyłaś się dostrzegać drobne dobre rzeczy, które Ci się przytrafiają?

Od dziecka byłam optymistyczna. W takiej rodzinie się wychowałam. Kiedy nad czymś za długo rozpaczałam, tata mówił: „Psy szczekają, karawana idzie dalej”. Do dziś sobie to powtarzam. Tata w ogóle jest życiowym optymistą. Takie usposobienie miała też ciocia Zośka, ze strony mamy – siostra mojej babci. Gdybyś mnie zapytała, ile ciocia Zosia miała lat, mogłabym odpowiedzieć 80, ale również 15. Do końca życia jak młoda, radosna dziewczyna, potrafiła siedzieć do rana z młodymi i rozmawiać na ważne i nieważne tematy. Może to radość życia, a może kremy, które sama robiła, sprawiały, że ciocia miała gładką twarz. Ciocia, wykształcona farmaceutka, szczodrze zresztą rozdawała swoje kosmetyki wszystkim kobietom w rodzinie. Szkoda, że nie przetrwał przepis na ten cudowny krem na młodość i uśmiech (śmiech). Do dziś pamiętam jego fiołkowy kolor i delikatny zapach. 

Z Twoich wpisów na Instagramie można wywnioskować, że kłopoty Cię omijają, a Twoje życie jest nieprzerwanym pasmem szczęścia.

To oczywiście nie jest prawda, miewam też kłopoty i gorsze dni – jak każdy. Ale problemy staram się rozwiązywać, a nie o nich opowiadać. Gdy spada mi coś nagle na głowę, muszę się trochę nad sobą poużalać, ale kiedy punkt „użalanie się nad sobą” mam już odhaczony, zabieram się do roboty. Tata zawsze mi powtarzał, żeby się za bardzo nie lubować w przykrych zdarzeniach, tylko sobie z nimi radzić.

I nigdy nie byłaś w rozpaczy: nic mnie dobrego nie czeka, wszystko jest do d…?

Nie zawsze byłam zadowolona ze swego życia. Ale tata mówił, że mamy jedno życie, nie będzie drugiej szansy, więc trzeba uczynić je najlepszym i najpiękniejszym. I że nic się samo nie zrobi. Kiedy przyjechałam do Warszawy, byłam zalęknioną dziewczyną z kompleksami i uwierz mi, świat wcale nie wydawał mi się taki piękny.

Co sprawiło, że zawalczyłaś o siebie?

Kiedyś Ilona Łepkowska i Tadeusz Lampka powiedzieli mi podczas zdjęć próbnych, że powinnam coś ze sobą zrobić. „Pani Kasiu, jest pani za dużo i jest pani za kolorowa” – usłyszałam. Zabolało. Ale potem wielokrotnie im za tę uwagę dziękowałam. Bo wzięłam się za siebie. I jeśli dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem, to w dużej mierze im to zawdzięczam. Bo nie powiedzieli mi tego, żeby zrobić mi przykrość, ale żeby pomóc.

Cała rozmowa z Katarzyną Zielińską w najnowszym numerze Świata KobietyW sprzedaży od 5 lutego!

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również