Nikt nie lubi czuć zawodu. Większość z nas ma starannie opracowane strategie, które pozwalają go uniknąć. A szkoda, bo nieraz rozczarowanie chroni przed nieuzasadnioną nadzieją i iluzjami, które przeszkadzają żyć. Czasem warto je przyjąć z otwartymi ramionami – mówi Sylwia Sitkowska, psycholożka i psychoterapeutka.
W rankingu trudnych emocji zdaniem badaczy rozczarowanie jest na trzecim miejscu po złości i lęku. Niektórzy twierdzą, że żyjemy w erze rozczarowania – wiemy, że klimat nie będzie już taki sam, nie czeka nas wymarzony świat bez wojen, a emerytura nie będzie wysoka itd. W reality shows i na imprezach sportowych kamerzyści dbają, byśmy mogli z bliska zobaczyć zawód widoczny na twarzach „przegranych”. „The winner takes it all”, jak w piosence grupy ABBA. Wygrywający zgarnia całą pulę, przegrany zostaje z niczym. Jako psycholog uważam, że… rozczarowanie bywa nagrodą samą w sobie.
Nie jesteśmy tego świadomi i niechętnie konfrontujemy się z rozczarowaniem we własnym życiu. Ale powiedzenie „Rozczarowałeś mnie” nie jest wcale konfrontacją, to raczej zrzucenie odpowiedzialności na kogoś innego – to on zawiódł, ja jestem OK i nie muszę o tym dłużej myśleć. Najtrudniejsza w rozczarowaniu jest świadomość utraty kontroli. Tym też rozczarowanie różni się od żalu. W jednym i drugim uczuciu oczekiwania rozmijają się z efektami, ale w żalu wiemy, że to my zawiniliśmy i wyciągając wnioski, możemy uniknąć powtórki w przyszłości. W rozczarowaniu tak nie jest.
Michael Hviid Jacobsen w książce Dark emotions (z ang. Mroczne emocje) dzieli rozczarowania na dwa rodzaje: ORD (od angielskich słów outcome-related disappointment), czyli rozczarowanie wynikiem, i PRD (person-related disappointment), czyli rozczarowanie osobą. To pierwsze zdaniem Jacobsena częściej popycha nas do działania, przy drugim stosujemy inną strategię: odcięcia i wycofania, ewentualnie – złości. Przykład? Znajoma zbiera pieniądze na leczenie męża. Wpłacasz, a potem dowiadujesz się, że kilka miesięcy po zbiórce ta osoba wykupiła wycieczkę do egzotycznych krajów. Jesteś rozczarowana i zła, wykasowujesz numer telefonu znajomej i przyrzekasz, że więcej się z nią nie skontaktujesz. Bardzo cię rozczarowała.
Odcięcie i wycofanie po rozczarowaniu to nie są strategie sprzyjające rozwojowi. Jeśli się odcinasz, przechodzisz nad tym, co się stało, do porządku dziennego. Jak kibice, którzy śpiewają: „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. I faktycznie, nic się nie dzieje, na następnym meczu zawodnicy i kibice odtwarzają ten scenariusz w niezmienionej formie. Natomiast złość wynikająca z rozczarowania pozwala nam stać się aktorem, a nie jedynie obserwatorem zdarzeń. Złość może być pozytywna, bo da nam siłę, by coś zmienić na lepsze, ale… tylko wtedy, gdy staniemy ze swoim rozczarowaniem oko w oko, a nie zrzucimy go na kogoś innego. Bo to nie „znajoma cię rozczarowała”, tylko ty rozczarowałaś się. A dlaczego? Może w tym przypadku za uczuciem zawodu stało przekonanie, że ktoś, kto zbiera na leczenie, jest biedny. Tymczasem można zbierać na leczenie, bo nie chce się obniżać komfortu życia. Fascynujące jest zjawisko hejtu wobec sportowców po przegranej. To typowa złość po rozczarowaniu, która jest rozładowywana w niewłaściwy sposób. Może warto zadać pytanie, dlaczego wygrana tenisistki czy piłkarzy była dla nas tak ważna. Sprawa może mieć drugie dno. Może ostatnio przegrałaś rywalizację o awans, ale nie rozliczyłaś się z własnymi myślami i emocjami, dlatego teraz łakniesz zwycięstwa za wszelką cenę i cudza klęska wzbudza w tobie wściekłość, której korzenie sięgają osobistej straty.
Prof. Luis F. Martinez i Marcel Zeelenberg przeprowadzili eksperyment, w którym narażali badanych na uczucie żalu lub rozczarowania, by sprawdzić, jakie będą ich decyzje w grze o charakterze ekonomicznym (rodzaj monopolu). Jak się okazało, poczucie żalu sprawiało, że gracze niechętnie podejmowali ryzyko. Poczucie rozczarowania – przeciwnie, czyniło z graczy ryzykantów.
Ta prawidłowość może mieć przełożenie na twoje życie. Może jesteśmy tak złaknieni odzyskania kontroli po rozczarowaniu, które nas spotkało, że chcemy zrobić cokolwiek, byle znów poczuć się panami sytuacji. A to może oznaczać panikę i potencjalnie nietrafione decyzje. Jaki z tego morał? Dobrze jest przetrawić rozczarowanie, nie działać pod jego wpływem. Nie odcinać się, ale dać sobie czas na refleksję. Kto ryzykuje, czasem zyskuje, ale czasem traci i… naraża się na kolejne rozczarowania.
Zawód bywa bolesny w dosłownym znaczeniu. Co roku w Paryżu około 20 pacjentów trafia do szpitala z powodu… rozczarowania. Nosi ono nazwę syndromu paryskiego i najczęściej dotyka Japończyków, którym nie spełniły się oczekiwania co do wizyty w stolicy Francji. Opisał to profesor Hiroaki Ota pracujący w paryskim szpitalu. Objawem jest uczucie niepokoju, poczucie odrealnienia, a nawet halucynacje, drżenie mięśni, wymioty, szybki puls. Jakie leczenie zaleciłby pacjentom prof. Ota? Wsiąść do samolotu i nigdy więcej nie odwiedzać Paryża. Ta rada może się przydać szczególnie tym, którzy idealizują Paryż i nie są w stanie potem odnaleźć się w tym realnym, hałaśliwym, zatłoczonym i często niebezpiecznym mieście. Nie dla każdego Paryż wart jest mszy. I jest wiele rozczarowań, których możesz sobie oszczędzić.
Nie musisz urealniać Paryża i konfrontować idealistycznej wizji z rzeczywistością. Tego rozczarowania warto sobie oszczędzić. Jednak niektórzy ludzie starają się nie zauważać rozczarowania, zamaskować je i nadal tkwić w iluzji. Filozof Lauren Berlant w książce Cruel optimism (z ang. Okrutny optymizm) dowodzi, że nad rozczarowanie i rozsądną ocenę sytuacji często przedkładamy nieuzasadniony optymizm i złudne nadzieje. Trzymamy się ich mocno, bo tak długo, jak to robimy, nie musimy radzić sobie ze stratą. Przeżyć jej i przeboleć. Na taką iluzję nabierają się ci, którzy czekają aż przemocowy partner się zmieni, alkoholik przestanie pić. Problem dotyczy też naukowców, którzy wciąż upierają się, że można utrzymać ocieplenie klimatu na poziomie +1,5 stopnia Celsjusza, podczas gdy realne jest jedynie +2,5 stopnia. Warto się wkurzyć na fali rozczarowania i… coś zrobić. Z ociepleniem, alkoholikiem, który pije i przyrzeka, że przestanie, szefem, który kolejny raz odmawia awansu i podwyżki. Czasem lepsze jest złe wyjście z sytuacji teraz niż złudna nadzieja.
Lubię słowo „rozczarowanie”. Brzmi podobnie jak „odczarowanie”. Zdjęcie złego czaru, który zatruwał życie. „Rozczarowanie to miejsce, w którym zaczyna się mądrość”, napisał Robert Kiyosaki, amerykański inwestor, autor książek motywacyjnych. To dobry czar. Mądrość, płynąca z poczucia zawodu może sprawić, że na przyszłość zawodów będzie mniej.