Wywiad

Maciej Maleńczuk: Święty nie jest, ale wolny tak

Maciej Maleńczuk: Święty nie jest, ale wolny tak
Maciej Maleńczuk to skandalista, ale również człowiek dbający się swoją wolność.
Fot. Grażyna Makara/Sesja dla TS 09/2022

Maciej Maleńczuk znany jest jako skandalista, outsider, zadziorny idol rockowej sceny. Ale Maciej Maleńczuk to też odwaga mówienia trudnej prawdy i szczerość bez znieczulenia. Również wobec siebie. Grzechów się nie wypiera, za niewyparzoną gębę lubi siebie, życie kocha, przygód wciąż mu nie brakuje. Tylko hipokryzji nie toleruje. Święty nie jest, ale wolny tak. 

 

Maciej Maleńczuk pierwszy raz za nieugiętość zapłacił wysoką cenę, mając 19 lat. Trafił do więzienia za odmowę służby wojskowej. W celi został muzykiem. Na wolność wyszedł z jasnym planem na życie. Nie było łatwo, przez lata można mu było wrzucić monetę do czapki, gdy grał na krakowskich ulicach. Matka wstydziła się przed sąsiadami, że syn żebrze, i rozpaczała, że „skończy na ulicy jak narkoman”. Na tej ulicy zobaczył najpiękniejsze nogi świata i się ożenił. Choć daleko mu do świętości, deklaruje, że mężem swojej kobiety będzie do końca życia. Mają trzy córki, które rozpieszcza ponad miarę. Jest panem po sześćdziesiątce. Ze sceną nie skończył – pracuje nad kolejną płytą, ale z rockandrollowym trybem życia tak. Jednych bulwersuje, innych porusza tekstami piosenek, którymi komentuje świat. Niedawno trzeci raz reaktywował zespół Homo Twist. „To zawsze był świetny projekt artystyczny i kiepski finansowo. Ale dla mnie Homo Twist jest jak stygmaty dla św. Teresy – nie były jej potrzebne, ale były upragnione” – mówi Maleńczuk.

Twój STYL: Na koncertach do piosenek dołączasz komentarze na temat tego, co wokół. Ostre i odważne. Nie boisz się, że ktoś wpływowy, bez dystansu do siebie, oburzy się i będziesz miał kłopoty? Jest parę takich osób z Krakowa.

Maciej Maleńczuk: Jakbym miał się martwić, że coś się komuś nie spodoba, musiałbym nic nie mówić. Kiedyś we Wrocławiu równo leciałem po naszej władzy. Widowni się podobało. Gdy jednak miałem zagrać kolejny koncert, organizator zastrzegł w kontrakcie: śpiewam, ale nie mówię. Na to zgodzić się nie mogłem. Nikt nie będzie kneblował mi ust! Stanęło na tym, że na plakacie napisali: „Dozwolone od 18 lat”, że niby chodziło o przekleństwa. Co to za rock and roll, w którym mielibyśmy podlizywać się władzy!

TS: Pamiętasz sytuacje, w których mogłeś coś ugrać, gdybyś poszedł na kompromis, a powiedziałeś „nie”?

MM: Robiłem kiedyś audycję dla Radia Zet. Do tego trzeba było nagrać trailer reklamowy. Wymyśliłem, że zaśpiewam coś z repertuaru Modern Talking, przebrany za ich frontmana Thomasa Andersa, a potem włożę własne ciuchy i powiem: „Takich rzeczy w programie na pewno nie będzie”. Przychodzimy na plan, robią ze mnie idiotę, mam natapirowane włosy i biały garnitur z cekinami, świetnie się bawimy. „Dobra, to teraz wskakuję w swoje ciuchy i robimy drugą część” – mówię. „Jaką drugą część?” – pyta reżyser. „Chyba nie myślicie, że wystąpię jak kretyn i to będzie koniec?” – zrobiłem dym, obróciłem się i wyszedłem. I było, że „Maleńczuk nieprzewidywalny”. Drugi raz moje wyjście mogło być bardziej kosztowne, bo na szali leżało grubo ponad pół miliona. Robiłem reklamę dla banku: przebieram się na plan, wszystko na bogato, nagle przyjeżdża pani z tego banku i mówi, żebym pokazał dowód osobisty! Już wcześniej czułem się niekomfortowo, bo udział w reklamie był obciachem, a tu jeszcze mam się wylegitymować. „Chyba pani widzi, kim jestem” – mówię. „No tak, ale my tu mamy, proszę pana, procedury” – ona na to. Nawet dłużej nie słuchałem. Wstałem i wyszedłem, pokazując, gdzie mam ich procedury. W głowie już się nawet pożegnałem z kasą. Siedzę w hotelu gotowy do odjazdu, a tu puka do mnie sam właściciel agencji reklamowej. Porzucił ważny turniej golfowy, żeby mnie przekonać do powrotu na plan.

TS: To odwaga, brawura czy może jednak… brak rozsądku?

MM: Czasem myślę, że posuwam się za daleko. Nie znoszę krętactwa, ale zdaję sobie sprawę, że moja bezkompromisowość to prosta droga do wykluczenia. Z hipokryzją mam jednak kłopot. Raz zaprosili mnie do telewizji do programu o moralności. Nie wiem, dlaczego akurat mnie. Powiedziałem, że dla mnie podwójna moralność to nauczanie o życiu w czystości przez księdza z mojej wioski, który ma trójkę dzieci, każde z inną. Co się działo, gdy na tę wieś wróciłem! Wszyscy to oglądali i mieli pretensję, że zdradziłem ich tajemnicę. Ksiądz się na mnie obraził.

Cały wywiad można przeczytać w najnowszym, wrześniowym wydaniu Twojego STYLu.

TS 09/2022

 

 

 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również