Są bardziej odbite u nasady, miękkie, lśniące i lepiej się układają.
Mam długie, cienkie włosy, nigdy niefarbowane. Z jednej strony są dość łatwe w stylizacji, dobrze się prostują i kręcą, z drugiej - są problematyczne. Plączą się, puszą przy wilgoci i szybko tracą objętość.
Przez lata przetestowałam naprawdę sporo produktów. Szampony, maski, odżywki, sera na końcówki. Wiele z nich na początku zachwyca. Po pierwszym czy drugim użyciu włosy są błyszczące i miękkie, ale po kilku tygodniach efekt przestaje być już tak dobry.
Wiem też, jak dużo zależy od samego sposobu mycia i pielęgnacji. Ochrona przed słońcem, odpowiednia temperatura wody czy delikatne obchodzenie się z mokrymi włosami mają znaczenie. U mnie sporą zmianę przyniosło dwukrotne nakładanie szamponu i pozostawianie drugiej porcji na skórze głowy przez chwilę przed spłukaniem. Nadal jednak nawet najlepsze nawyki niewiele dają, jeśli kosmetyk zwyczajnie nie pasuje do włosów.
Dziś mam już kilka produktów, do których regularnie wracam. Poniżej siedem, które sprawdziły się najlepiej.
Moje włosy wyjątkowo polubiły serię Nutritive od Kérastase, szczególnie szampon Bain Satin i odżywkę Lait Vital. Świetny duet. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, z kolei odżywka bardzo ułatwia rozczesywanie, co ma dla mnie ogromne znaczenie. Po wysuszeniu włosy są gładkie, błyszczące, miękkie i ładnie odbite u nasady. W składzie obu kosmetyków znajdują się między innymi proteiny roślinne, niacynamid i gliceryna.
Cała seria pachnie ylang-ylang, fasolką tonka i drzewem sandałowym. Zapach jest piękny i zostaje na włosach jeszcze długo po wysuszeniu.
Stosuję 1–2 razy w tygodniu. Ma płynną konsystencję i bardzo wygodny aplikator, dzięki któremu można nakładać go bezpośrednio na skórę głowy. Po użyciu jest naprawdę dobrze oczyszczona, a włosy wyraźnie bardziej odbite u nasady. Lubię też przyjemne uczucie chłodzenia, które daje olejek z mięty pieprzowej. Formuła zawiera również aloes, pantenol i kompleks glicyretynowy.
Temu mleczku poświęciłam już osobny artykuł i nadal podtrzymuję, że jest jednym z najlepszych kosmetyków bez spłukiwania, jakie miałam. OI All In One Milk ogranicza puszenie, zmiękcza włosy i chroni je podczas stylizacji na gorąco. W formule znajduje się olej Roucou, prowitamina B5 i kompleks aminowy.
Spryskuję nim wilgotne włosy po myciu. Wystarczy kilka rozpyleń. Łatwiej się rozczesują, są wyraźnie gładsze, mniej się plączą w ciągu dnia. I jeszcze jedno - pięknie pachnie.
Ulubiona od dłuższego czasu Choć przeznaczona jest do włosów farbowanych, u mnie sprawdza się świetnie. Została opracowana tak, aby ograniczać osadzanie się cząsteczek metali we włóknach włosów. Jest treściwa, więc wystarczy naprawdę niewiele. Po użyciu są intensywnie nawilżone i gładkie. Używam jej co kilka myć, na zmianę z maską Elseve.
Sięgam po nią głównie dla połysku. Wystarczy niewielka ilość produktu i chwila na włosach (czasami nakładam zamiast odżywki), aby widać było różnicę. Zawiera 12-procentowy kompleks nabłyszczający z kwasami, między innymi glikolowym, mlekowym i winowym, oraz gliceryną. Dodatkowy punkt za piękny, świeży zapach, który długo się utrzymuje.
Ma konsystencję lekkiego kremu. Rozcieram odrobinę w dłoniach i nakładam na same końce. Ładnie je scala i ogranicza puszenie, ale co najważniejsze, nie skleja włosów ani nie zostawia tłustej warstwy. Bardzo wydajny produkt.