Wygodne fasony, które dobrze znoszą tempo miasta, dużo bieli i błysku, ale też przewrotne dodatki.
Nowojorskie ulice zdominowały proste białe sukienki do kostek. Modele na cienkich ramiączkach, z gorsetową górą albo głębszym dekoltem łączono ze skórzanymi sandałami lub czółenkami na małym obcasie. Dodatki były oszczędne, najlepiej w czerni: ciemne okulary, klasyczna torebka, ewentualnie cienki pasek w talii.
Drugą, równie mocną grupę stanowiły długie, lekkie sukienki, które poruszały się przy każdym kroku – z falbanami, marszczeniami. Pojawiały się zarówno w jasnych, piaskowych odcieniach, jak i w nasyconej czerwieni czy różu, często z delikatnym printem. Ikony stylu łączyły je z płaskimi sandałami, zamszowymi kozakami lub cienkimi paskami na obcasie, a całość uzupełniały koszykami, shopperkami i wyrazistą biżuterią.
Widoczne były też maxi, na których dużo się działo: od fotograficznych nadruków po intensywne kwiaty i paisley. Krój zazwyczaj prosty lub lekko rozkloszowany, dzięki czemu cała uwaga skupiała się na rysunku.
Błysk pracował na pełen etat – od rana do wieczora. Cekinowe spódnice, kamizelki i żakiety z powodzeniem zastępowały klasyczne modele. Żeby całość nie była zbyt teatralna, reszta stylizacji pozostawała stonowana.
Nowy Jork kocha denim od stóp do głów. Na ulicach najczęściej było widać komplety w głębokim indygo czy klasycznym błękicie. Do tego skórzane loafersy, baleriny albo chodaki.
Sweter często służył jako kolorystyczny akcent – zawiązany w talii lub narzucony na ramiona. Doskonale ożywiał stylizację. Przy okazji to bardzo praktyczny sposób na klimatyzację w biurach i taksówkach oraz na chłodniejszy wieczór.
Dłuższe szorty, sięgające do kolan lub nieco niżej, to jedna z ulubionych baz nowojorskich stylizacji. Pojawiały się w duecie z klapkami, sandałami na obcasie, a nawet kowbojkami. Taka długość z powodzeniem sprawdzi się też w biurze o mniej formalnym dress code.
Nie zabrakło też harem pants – luźne spodnie o zwężanej u dołu nogawce pojawiały się w wersjach od złota po mleczną biel Cloud Dancer. Dzięki miękkim tkaninom i szlachetnej kolorystyce wyglądały nowocześnie i dodawały sylwetce lekkości, mimo bardzo wyrazistego fasonu.
Rozkloszowane spódnice do połowy łydki były kolejnym powtarzającym się motywem. Połączone z T-shirtem, koszulą albo cienkim swetrem tworzyły zestawy, które dobrze wyglądały zarówno do czółenek, jak sandałów. Do biura i na co dzień.
Bieliźniane topy z satyny lub wiskozy wykończone koronką wyszły z sypialni na ulicę. Fashionistki nosiły je pod marynarką lub trenczem, do spodni z szeroką nogawką, dżinsów czy garniturowych spódnic.
Krata pojawiła się na garniturach, spódnicach, spodniach i oversize’owych marynarkach. Dominowały neutralne kolory (szarości, beże, czerń), które łatwo połączyć z bielą, denimem i czernią.
Delikatne „łączki” ustąpiły miejsca przestrzennym aplikacjom. Kwiaty 3D zdobiły wieczorowe kreacje, płaszcze, spódnice. Pojawiały się w różnych skalach – od małych rozet na ramiączkach po duże, miękkie płatki przy dekolcie.
Na ulicach Nowego Jorku widać było także frędzle i pióra. Występowały w dziennych i wieczorowych kompletach – od żakietów i topów po długie spódnice.
Szerokie paski oplatają płaszcze, sukienki, dżinsy i długie spódnice. Widać zarówno skórzane, gładkie modele, jak i te z dużą klamrą w stylu western. W połączeniu z prostą bazą potrafią całkowicie zmienić charakter stylizacji.
Chusty wróciły jako praktyczne nakrycie głowy. Mogą być w wersji jednokolorowej, jak i we wzory – paski, grochy, motywy roślinne.
Na koniec obuwie, które pojawiało się niemal wszędzie. Japonki – skórzane, z szerszym paskiem, na płaskiej podeszwie lub niewielkim obcasie kitten – łączone są z garniturami, długimi spódnicami, sukienkami i bermudami.