O wypaleniu zawodowym. Rozmawiamy z prof. Christiną Maslach, psychologiem, żoną profesora Phillipa Zimbardo
Fot. iStock

O wypaleniu zawodowym. Rozmawiamy z prof. Christiną Maslach, psychologiem, żoną profesora Phillipa Zimbardo

Zaczyna się od problemów ze snem, zmęczenia, poczucia beznadziei. Wypalenie zawodowe przychodzi kilka miesięcy później. Jakie są jego objawy? Czy na wypalenie zawodowe można dostać L4? Rozmawiamy z prof. Christiną Maslach, psychologiem, wybitną specjalistką w tym temacie, żoną profesora Phillipa Zimbardo.

Moje koleżanki dużo narzekają na pracę. Czy to może być wypalenie zawodowe?

Może. To, o czym pani mówi, uczucie przeciążenia obowiązkami, zmęczenia fizycznego, to jeden z trzech elementów, koniecznych do zdiagnozowania syndromu wypalenia zawodowego. Jednak nie jedyny.

Każdy z nas jest czasem wykończony pracą. Problem zaczyna się, gdy osiągamy taki stan, że nie potrafimy się już zregenerować.

I wtedy pojawia się drugi z objawów: zobojętnienie, a nawet wrogie nastawienie do otoczenia. Takie podejście: zrobić, zaliczyć, zapomnieć. Uczniowie? To nie moja sprawa. Pacjenci? Niech się odczepią. Trzecim, ostatnim elementem, jest zaniżona samoocena. Wcześniej irytowała nas praca, złościli ludzie. Na ostatnim etapie zaczynam myśleć, że i ja jestem do niczego. Nie sprawdzam się w tym zawodzie, chyba zrobiłam błąd, że go wybrałam. I to jest już tak naprawdę wypalenie zawodowe, często łączące się z depresją, zaburzeniami lękowymi.

To brzmi poważnie. Rozumiem, że trzeba pracować w wyjątkowo trudnych warunkach, żeby dojść do takiego stanu?

Wcale nie! To nie chodzi o żadne ogromne obciążenia, mobbing. To są kłopoty, a raczej kłopociki dnia codziennego. To jest powolny proces. Jak z kolorową bluzką, która traci barwy przy każdym praniu i w rezultacie staje się szara.

Czy są pewne grupy zawodowe, profesje, bardziej narażone na to ryzyko?

CM: Tak. Najczęściej chodzi o tzw. zawody służebne, o tych, którzy pracują w kontakcie z drugim człowiekiem. Personel medyczny, pracowników socjalnych, nauczycieli… Najprościej jest oczywiście powiedzieć: to twoja wina. Bo ty się nie nadajesz, jesteś słaba, szukaj innego zajęcia. Nie jest zadaniem szefów, by nasze miejsca pracy były rajem na ziemi, ale przełożeni nie powinni też wypalać ludzi, jakby byli świeczkami, i zastępować ich nowymi.

Czyli to wina szefów?

To druga z pułapek, w którą łatwo wpaść. Tymczasem tu chodzi o pewien system, środowisko pracy, a nie jedną osobę. Czasem warto jest też spojrzeć na siebie, zamiast narzekać. Mówisz o swojej szefowej „Ta kobieta jest największym koszmarem mojego życia”? A co ty robisz? Naprawdę jesteś niewinna, nie bywasz wobec niej złośliwa? Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: ludzie wpływają na siebie nawzajem.

Skąd możemy wiedzieć, czy to, co czujemy, to tylko zmęczenie, czy już wypalenie?

Stwierdziliśmy z moimi współpracownikami, że można wyróżnić sześć głównych przyczyn wypalenia. Po pierwsze, obciążenie pracą. Jeśli masz zbyt wiele obowiązków, z niczym nie zdążasz na czas, wymagania szefów są absurdalne – pojawia się wyczerpanie. Po drugie, kontrola. Czy masz wpływ na to, co robisz, co się dzieje w twojej firmie? Czy jest dla ciebie jasne, kto podejmuje kluczowe decyzje i co do kogo należy? Po trzecie, wynagrodzenie. I nie chodzi tu tylko o pensję. Także o system nagród za wyjątkowe osiągnięcia, szanse na awans, bonusy pozapłacowe: telefon, samochód służbowy, opiekę medyczną. Jest coś jeszcze ważniejszego: społeczne uznanie. Pytałam kiedyś nauczycieli, lekarzy, co to dla nich znaczy: dobry dzień? Okazało się, że to taki, po którym… nikt nie przychodzi się poskarżyć. To straszne!

Może trzeba prosić ludzi, żeby nas chwalili?

Akurat w tym przypadku ma pani rację: możemy sami zadbać o te pozytywne informacje zwrotne, żeby do nas napływały. I troszczyć się też o to, żeby… mówić innym ludziom, gdy dobrze wykonują swoją pracę.

Wróćmy do przyczyn wypalenia…

Po czwarte, wspólnota i współpraca. Jesteśmy istotami społecznymi, grupa jest dla nas ważna. Na przykład nauczyciele, lekarze, którzy mają szczęście pracować w fajnych miejscach, często mówią: „No, nie zarabiam wiele, ale my tutaj jesteśmy jak wielka rodzina, świetnie się ze sobą czujemy”. To jest kwestia szacunku, uprzejmości, dobrego traktowania siebie nawzajem. Kolejny, piąty czynnik, także związany jest z szacunkiem i relacjami społecznymi. Sprawiedliwość. Czy jesteśmy traktowani fair? Czy zasady, reguły rządzące firmą, są logiczne, zrozumiałem czy wiemy, dlaczego szef udzielił nam reprymendy? Jeśli tak – przykre słowa tak bardzo nie bolą. Nie pojawiają się znikąd, jak grom z jasnego nieba.

A ostatni czynnik?

Po szóste, wartości. Czyli to, co tak naprawdę nadaje życiu sens. To, co robimy, nie może pozostawać w konflikcie z naszą hierarchią wartości. Jasne, nie każdy z nas od 8 do 16 zajmuje się zbawianiem świata. Większość po prostu zarabia na życie. Ale powiem tak: jeśli sposób, w jaki zarabiasz na życie, sprawia, że każdego ranka masz coraz większy problem, by spojrzeć w lustro – to choćby w tych pozostałych pięciu obszarach było wszystko wspaniale, jesteś i tak bardzo narażona na wypalenie zawodowe.

 

Choć WHO oficjalnie wpisała syndrom wypalenia zawodowego na listę chorób i problemów zdrowotnych, w tej chwili nie ma możliwości uzyskania L4 z tego powodu. Będzie to możliwe w 2022 roku. Można natomiast dostać zwolnienie np. z powodu współistniejącej z wypaleniem depresji.

 

 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 02/2012
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również