Adam Bodnar prywatnie: o żonie, rodzinie, wierze i szczęściu. Wywiad PANI
Adam Bodnar
Fot. East News

Adam Bodnar prywatnie: o żonie, rodzinie, wierze i szczęściu. Wywiad PANI

Od ponad pięciu lat służy ludziom, słucha ich i broni. Profesor Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich. Nasz Rzecznik.

Wierzy Pan w Boga?

Mniej więcej na studiach przestałem. Jednak w codziennym życiu staram się myśleć w kategoriach czynienia dobra, pomagania innym ludziom. Nie jestem też antyklerykalny, choć widzę dużo wad w funkcjonowaniu Kościoła. Pomagałem ofiarom pedofilii i zajmowałem się wieloma trudnymi tematami, które wiążą się z obecnością Kościoła w życiu publicznym. Ale jest dla mnie bardzo ważne, że środowisko światłych katolików postrzega mnie jako osobę, z którą można prowadzić dialog. Od Klubu Inteligencji Katolickiej dostałem nagrodę Pontifici. Raz na jakiś czas mam kontakt z księdzem Bonieckim. Teraz „Więź” postanowiła dodać moją książkę „Obywatel PL”, wywiad rzekę, do prenumeraty. Uważam, że skoro jesteśmy państwem, które jest w większości zamieszkane przez osoby wyznania rzymsko--katolickiego, to nie tędy droga, aby walczyć z wierzącymi. Jestem tylko pewien, że trzeba oddzielić państwo od Kościoła. Teraz Kościół stał się zakładnikiem PiS-u z powodu nierozliczania przestępstw z przeszłości. Z drugiej strony mamy do czynienia z powstawaniem pod skrzydłami Kościoła grup radykalnych. To jest szalenie niebezpieczne, bo rujnuje dyskurs o prawach człowieka w Polsce. Przykładem jest Konwencja Stambulska o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i kampania zmierzająca do jej wypowiedzenia. Ona się toczy, ponieważ te środowiska traktują tę konwencję tak samo jak pojęcie gender, jako swoisty totem ideowy, przeciwko któremu trzeba protestować.

Adam Bodnar z żoną
Uroczystości z okazji 85. urodzin księdza Adama Bonieckiego. Na zdjęciu Adam Boniecki (z prawej) oraz Adam Bodnar z żoną. 
East NEWS

Dlaczego dla Pana to jest oczywiste, że trzeba bronić praw osób LGBT+?

Główny powód, dla którego bronię tych praw, jest taki, że to, czy te osoby są osobami transpłciowymi, biseksualnymi czy homoseksualnymi, nie jest kwestią ich wyboru. Musimy to zaakceptować jako społeczeństwo. Ja nie widzę w tym większej ideologii, tylko konieczność zapewnienia każdej z tych osób przestrzeni, w której będą czuły się bezpieczne, kochane, będą mogły normalnie funkcjonować, rozwijać się, nie wstydzić się tego, kim są. Jeżeli jest tyle uprzedzeń, to tym bardziej trzeba o ich prawa walczyć. Drugi powód jest związany z narracją polskiej prawicy, która uważa, że te osoby zagrażają polskiej rodzinie. Jestem najlepszym przykładem, że to kompletne nieporozumienie. Mam szczęśliwą rodzinę i to, czy ona jest szczęśliwa, zależy tylko ode mnie. Jeśli ktoś po sąsiedzku będzie mieszkał w związku osób tej samej płci czy różnej płci, to mogę tylko się cieszyć, że mamy spełnionych obywateli, którzy chcą w kraju zostać, pracować i rozwijać nasze państwo. Jeżeli już zajmowałbym się polską rodziną, to raczej tym, w jakich kryzysach współczesna rodzina się znajduje z różnych powodów, emigracji, nowych technologii, rozluźniania więzi. Też przez to przechodziłem i wiem, na czym to polega.

Jak Pan sobie psychicznie dawał radę z atakami na własną rodzinę?

Najważniejsze jest to, że mam absolutne poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Moja żona daje mi codziennie dużo zaufania, ciepła i dzięki niej mogę naprawdę różne rzeczy przetrwać. Jest to ważne, bo czasami praca RPO to istny rollercoaster wrażeń, emocji i stresu. Pamiętam, że pierwszy raz umówiliśmy się na randkę 10 czerwca 2014 roku. Tego dnia miałem debatę na temat praw osób LGBT w warszawskiej kawiarni Milo. Siedziałem obok znanego tancerza Michała Piróga, było bardzo interesująco, ale wiedziałem, że muszę w pewnym momencie urwać się z tej debaty na spotkanie z przyszłą żoną. Od tej pory się nie rozstajemy. Drugą rzeczą, która daje mi siłę, jest wsparcie przyjaciół. Przy biurze RPO mam Radę Społeczną, która bardzo mnie wzmacnia. Jest w niej między innymi Anna Jakubowska, słynna „Paulinka” z powstania warszawskiego, Marian Turski, Halina Bortnowska, którzy w takich sytuacjach mówią, żebym się nie przejmował, bo są większe problemy w życiu. Ataki na mnie trzeba traktować jako pewien koszt wykonywania zawodu. Nie śmiałbym nawet swoich traum przedstawiać takim autorytetom. Poza tym w Polsce najbardziej pokrzywdzeni są sędziowie i aktywiści. Jak się ma czuć taki Bart Staszewski, działacz LGBT, na którego trwa regularna nagonka prawicy? Jak mają się czuć Joanna Grabarczyk, koordynatorka HejtStopu, czy Magda Adamowicz? Co przeżywa sędzia Igor Tuleya, który został odsunięty od orzekania i nie może wykonywać pracy, którą kocha? Jestem też czasami ofiarą hejtu i to nie jest miłe, ale trzeba zachować proporcje.

Całą rozmowę przeczytasz w majowym numerze Pani. Już w sprzedaży!

PANI teaser521

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 05/2021
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również