Wywiad

Anna Dereszowska o trzecim dziecku, patchworkowej rodzinie i przeprowadzce na Mazury: "Już wiem, że domu nie buduje się z cegieł"

Anna Dereszowska o trzecim dziecku, patchworkowej rodzinie i przeprowadzce na Mazury: "Już wiem, że domu nie buduje się z cegieł"
Sierpniowy Twój STYL z Anną Dereszowską na okładce dostępny jest w dwóch formatach: klasycznym i mini.
Fot. Twój STYL

Dla Anny Dereszowskiej to czas najważniejszych decyzji. Jaki ma być nowy dom, jak urządzić życie po narodzinach trzeciego dziecka, jak podzielić czas między rodzinę i pracę? Aktorka jest gotowa do trudnych wyborów. Dojrzała, jak nigdy dotąd życzliwa wobec własnych potrzeb.

Fragmenty wywiadu Twojego STYLu.

Meblowanie domu zaczynasz od...

Anna Dereszowska: Stołu! W domu, który teraz budujemy na Mazurach, będziemy mieli stół z historią. Znalazł go przyjaciel z Mazur, pasjonat odzyskiwania starego drewna. 

 Kasia Bosacka, z którą rozmawialiśmy niedawno, powiedziała, że najprzyjemniejsze rzeczy dzieją się przy stole.

Stół oznacza wspólnotę. Lubię, kiedy odwiedzają nas ludzie.

Im jestem starsza, tym bardziej doceniam, jakie to ważne mieć kogoś, kto cię rozumie, zna twoją historię, wie skąd się biorą u ciebie troski, niepokoje i radości.

Moja patchworkowa rodzina rozpierzchła się po świecie. Brat mieszka w Belgii, tata i macoszka pod Bielskiem, przyrodnia siostra i pierwsza macoszka w Bieszczadach, druga siostra w Krakowie. Miejscem spotkań było dotąd Jaworze, dom taty i Gabrysi, jego trzeciej żony. Dom na Mazurach też będzie miejscem dla całej rodziny.

Mówi się, że to miejsca wybierają ludzi, a nie odwrotnie. Myślisz, że w życiu są nam pisane konkretne miejsca na mapie?

Moja historia to potwierdza. Szukaliśmy na Mazurach siedliska dla nas. Działka, którą znalazł Daniel, wydawała się za duża. Ale kiedy się tam znalazłam, wróciły wspomnienia związane z mamą - umarła, gdy miałam dziewięć lat.

Dopóki żyła, każdego roku wakacje spędzaliśmy w mazurskich Siemianach. Mam w pamięci scenę: jedziemy wiejską drogą, mama prosi tatę: zatrzymajmy się tutaj! Wchodzimy do lasu, mama szepcze do mojego brata: patrz, tam jest maślak! Potem do mnie, żeby było sprawiedliwie: Myszka, tam! Uzbieraliśmy cały koszyk... Kiedy przyjechaliśmy z Danielem do Ławek, był maj, za wcześnie na grzyby. A ja otwieram drzwi samochodu, wystawiam nogę, a pod stopą – maślak! Uznałam, że to znak.

Tworzycie dom otwarty, a co z ochroną świata prywatnego, potrzebą osobności?

Jako czterdziestolatka kontaktuję się lepiej z moimi potrzebami. Już wiem, że nie są mniej ważne niż oczekiwania i potrzeby innych, w tym moich dzieci. Przestałam obowiązkowo odwozić córkę do szkoły albo na trening siatkówki w weekendowe poranki. Umiem powiedzieć: „musisz pojechać sama, nie dam rady.” Zwłaszcza teraz. Spodziewam się trzeciego dziecka. 

Planujesz długi urlop macierzyński?

Zakładam, że będą to dwa, trzy miesiące. Przy poprzednich dzieciach wracałam na plan po sześciu tygodniach, bardzo szybko. Ale temperament nie pozwoli mi na totalne oddanie się życiu rodzinnemu. 

A to się nie kłóci z twoją koncepcją zaszycia się w głuszy?

Ale ja nie zamierzam się zaszywać! Napisali gdzieś, że „rzucam pracę i przeprowadzam się na Mazury”. Nie. Maks idzie do zerówki, rozważaliśmy podstawówkę w Rynie, ale pomysł jest utopijny. Lenka ma w Warszawie szkołę, klub sportowy, no i tatę, z którym potrzebuje kontaktu. My – zobowiązania zawodowe. Ale nasze plany rozwijają się.

Gdy zobaczyliśmy potencjał działki na Mazurach, powstała myśl, by prócz domu stworzyć miejsce dla gości. Firma spod Bochni buduje dla nas domki na wynajem, przyjaciel scenograf podjął się aranżacji atrakcji.

Będą balie w lesie, tyrolki na drzewach, namioty glampingowe. Oczywiście nie wszystko od razu, inwestycja wymaga ogromnych (jak na nasze możliwości) pieniędzy i czasu. 

Wspólne budowanie domu to próba dla związku. Jak przez nią przechodzicie?

Czasami iskrzy! Wyobraź sobie: trzeba pilnować budowy, ja w ciąży, dwoje dzieci i pracy po uszy! A Daniel to racjonalista i czasem słyszę: „Kochana, prosiłem o coś, a ty tego nie zrobiłaś”. Hormony mi szaleją, więc łzy natychmiast nabiegają do oczu i ruszam do walki: „Jak jesteś taki mądry, sam zawieź dziecko do lekarza, zrób zakupy!”. Mam ogromnie wspierającego i czułego tatę.

Czasem brakuje mi jego bezwarunkowej akceptacji i wyrozumiałości u Daniela. Tata powtarza: „Myszeczko, dasz radę, jesteś inteligentna, zaradna, piękna”. Jak słyszysz takie rzeczy – lecisz wysoko.

Szukasz cech ojca w mężczyźnie, z którym dzielisz życie?

To nieuniknione! Choć szanuję jego inność, akceptuję, że nie zawsze możemy się porozumieć. Był czas, gdy odsunęliśmy się od siebie. Maksio miał dwa lata. Liczyły się tylko sprawy do załatwienia. Gnaliśmy, każde w swoim kierunku. Wtedy Daniel wymyślił, że polecimy we dwoje do Nowego Jorku. Wróciliśmy zbudowani, znowu zakochani. Dziś? Wiemy, że złe emocje miną, bo przechodzimy przez to nie pierwszy raz. Kryzysy warto przeczekać.

Przemawia przez ciebie spokój. To oznaka dojrzałości?

Chyba tak. W wieku 40 lat mam przyjemne poczucie, że nieźle radzę sobie w życiu. W pracy mam doświadczenie, jestem fajną mamą, odważnie inwestuję, a przy tym ubezpieczyłam się, nie drżę, że dzieci będą musiały spłacać moje kredyty. Dom, który budujemy, to solidny fundament, ale z czasem przekonałam się, że domu nie tworzy się z cegieł.

Pamiętasz wiersz Staffa: „Budowałem na skale/ I zwaliło się./ Teraz budując zacznę/ Od dymu z komina”?

Tak! Buduje się z marzeń i wartości. Mam wokół bliskich, na których mogę polegać. Nie szkodzi, że nie wszyscy jesteśmy spokrewnieni. Dzięki nim mam odwagę tworzyć nowy dom. Gdy zabraliśmy się do pracy na Mazurach, okazało się, że źle postawiono komin. Musieliśmy wyburzyć i zrobić na nowo. Można więc powiedzieć, że naprawdę zaczęliśmy od dymu z komina. Wierzę, że to dobry początek.

zamow do domuts8

Cały wywiad przeczytasz w sierpniowym wydaniu magazynu Twój STYL.

 

 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 08/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również