Wywiad

Ewa Kasprzyk: "Spokój mojego partnera skończył się w dniu, w którym mnie poznał". Wywiad magazynu PANI

Ewa Kasprzyk: "Spokój mojego partnera skończył się w dniu, w którym mnie poznał". Wywiad magazynu PANI
Fot. Adam Pluciński

Trzy lata temu Ewa Kasprzyk postanowiła zmienić w swoim życiu wszystko. Dziś ma nowego partnera, nowy dom i wiele nowych ról do zagrania. Mówi: – Zawsze idę na całość. Nie da się być trochę w ciąży!

Beata Nowicka: Jak pani żyje?

EWA KASPRZYK: Uważam, że każdy musi mieć granice wyobraźni, która jest granicą jego możliwości. W związku z tym nie marzę, że będę gwiazdą Hollywood. Trzymam się ziemi w moich marzeniach, bo tylko z ziemi coś wyrasta. Nie mówię, że chcę zmienić swoje życie. Ja je zmieniam. Nie mam nieprzespanych nocy, bo czymś się martwię. To przedłuża życie. Wiem, że w nocy nie rozwiążę tego problemu, bo nie mam narzędzi. Co oczywiście nie znaczy, że jestem aż tak pragmatyczna, że świetnie odnalazłabym się w pozytywizmie.

Jestem szalona i nieprzewidywalna, przynajmniej tak mówi mój partner. Wydawało mu się, że dużo przeszedł i widział, bo żył intensywnie, a ja mu udowodniłam, że się myli. Jego spokój skończył się w dniu, w którym mnie poznał.

To musiał być piękny dzień...

Październikowy, bardzo słoneczny. Z kuzynką, która chciała kogoś poznać, pojechałyśmy do klubu. Ale nikogo w nim nie było. Po jakimś czasie przyszło kilku motocyklistów, leciała Dalida, piłyśmy vino blanco, umawiałyśmy się na wycieczkę motocyklową do Sopotu, moja Shakira już wskoczyła na choppera, bo bardzo jej się ta wizja podobała. Kiedy miałyśmy wychodzić, zjawił się Michał z kolegą. Przyszli z siłowni, byli w dresach. Michał od razu mnie rozpoznał i poszedł się przebrać, wrócił w koszuli. To zauważyłam. Zaczął opowiadać o Afryce. Od słowa do słowa zrobiło się bardzo późno.

 

Czym panią ujął?

Nie potrafię tego określić. Miło nam się rozmawiało. Była w tym chemia. Następnego dnia umówiliśmy się w kościele św. Jana u księdza Niedałtowskiego, duszpasterza artystów w Gdańsku. Poznaliśmy się mimo wszystko pod wpływem, co zawsze zniekształca rzeczywistość, dlatego byłam bardzo ciekawa tej niedzieli i tego spotkania w kościele w pełnym świetle.

I…?

Było dobrze... (śmiech) Potem spacer, łódka i trzeba było wracać do Warszawy. Po kilku dniach Michał przyjechał na mój monodram do teatru Kwadrat. Grałam Dalidę, która ciągle miała nowych kochanków i wiecznie była nieszczęśliwa. Jest tam fragment, kiedy Dalida opowiada, że zakochał się w niej młokos i zjawił w garderobie z tomikiem wierszy i pękiem róż. Miałam piękny kostium i rzeczywiście wyglądałam jak Dalida. Siedzę w garderobie po spektaklu, słyszę jak po korytarzu biegnie Wieśka, nasza garderobiana, i krzyczy: „Ewa, Ewa! Jakiś przystojny facet przyszedł do ciebie z wielkim bukietem kwiatów”. Kiedy Michał stanął w drzwiach, miałam déjà vu. Rzeczywistość dogoniła sztukę.

Symboliczne. Dalida zostawiła na stole kartkę: „Życie stało się dla mnie nie do zniesienia”, i popełniła samobójstwo. Pani bajka trwa już trzy lata. Co by pani powiedziała młodszym kobietom?

Cokolwiek bym powiedziała i tak zrobią, co będą chciały. Młodzi ludzie nie chcą słuchać naszych rad i słusznie, bo sami muszą tego doświadczyć i wyciągnąć własne wnioski. Natomiast kobietom w moim wieku powiedziałbym, żeby nie rozpamiętywały swojego życia w kontekście przeszłości. Ja próbowałam. To nie prowadzi do niczego dobrego, bo człowiek niczego nie zmieni. To już się stało. Nie cofnę błędów popełnionych w stosunku do dziecka, męża czy przyjaciół. Można przeprosić, można sobie wybaczyć. Tyle.

Żałuje pani czegoś?

Mam poczucie, że z racji zawodu nie dałam mojemu dziecku pełnej rodziny z obiadem, tylko że to wszystko było takie chaotyczne. Przeprowadzki, zmiany szkół, ja w podwójnej roli ojca i matki, bo ojciec ciągle był daleko na kontraktach, ale… to już się wydarzyło. Moja córka ma 36 lat i ciągle szuka swojego miejsca na ziemi.

Przegadałyście wszystkie problemy?

Myślę, że taka decydująca rozmowa czeka nas na łożu śmierci. Oczywiście, moim łożu. (śmiech) Jeszcze nie ten moment...

Ciekawe, co pani usłyszała na drogę w dorosłość?

Ojciec powiedział: „Staraj się nie być przeciętna, staraj się mieć swoją pasję i własne konto. Nawet jak wyjdziesz za mąż”. I tego trzymam się całe życie.

O tym, ile mam lat, czytam w gazetach. Oni to ciągle bardzo podkreślają. Ale co mnie to obchodzi?! Czasami trzeba okazać numer PESEL, ale na co dzień nie ma on żadnego znaczenia. Mogę pani wyliczyć osoby, które są o połowę młodsze ode mnie, a mają mentalność emeryta. Może któregoś dnia ja też polegnę na tym swoim optymizmie? Przyszłość pokaże. Wiele razy wydawało mi, że już widzę napis „the end”...

…a potem okazywało się, że jeszcze nie teraz.

Był taki czas, że zebrały się nade mną czarne chmury, ale nie epatowałam tym. Miałam trzy operacje, jedna po drugiej. Po „Tańcu z gwiazdami” zaczęła mi drętwieć noga, zrobiłam rezonans, okazało się, że mam jakiegoś guza, ale żaden lekarz nie potrafił postawić diagnozy. W końcu trafiłam do genialnego profesora Czubaka. Przyszłam do niego w szpilkach. Myślałam, że mnie opieprzy, ale był zachwycony. Powiedział: „Kobieta zawsze powinna chodzić w szpilkach, bo to jest dobre ustawienie bioder”. Zrobił mi pierwszą operację, do dzisiaj kontynuujemy znajomość. Przy trzeciej operacji pod nóż poszło biodro, nie wiedziałam, że to taki krwawy zabieg. Jeśli więc coś mam sztucznego, to biodro, nie zęby. (śmiech)

À propos sztuczności przyznam, że kilku pani koleżanek po fachu… nie poznałam na żywo.

Ja też niektórych koleżanek już nie poznaję. Wiele kobiet ma maski. Zamiast normalnej mimiki tylko jedno wielkie zdziwienie. Chcą, niech sobie robią… Sama korzystam z zabiegów anty-aging, żeby mieć jakieś rezerwy, ale staram się to robić z głową. Żyjemy w czasach dyktatury młodości, a w Polsce wciąż nie ma ról dla dojrzałych kobiet. Kiedy Vega zaproponował mi rolę Szydło w „Polityce”, pochlebił mi, bo odważył się mnie obsadzić wbrew mojemu wizerunkowi. Nie lubię, jak patrzy się na mnie przez schematy i z góry zakłada, że pewnych ról nie zagram. Często powtarzam, że aktor jest nieszczęśliwy z dwóch powodów: albo ma za dużo pracy, albo jej nie ma. Więc nie narzekam, przyjmuję, co mi proponują, ale nie są to role na miarę „Bellissimy”. Marzy mi się pełnokrwista bohaterka. Chciałabym dotknąć czegoś głębszego.

Myśli pani o przyszłości czy liczy się tu i teraz?

Liczy się też przypadek. W życiu nie da się wszystkiego zaplanować. Realizowanie planu i odhaczanie punktu za punktem to nie dla mnie. Gdy coś mnie zainspiruje, muszę to osiągnąć. Wtedy jest wielka satysfakcja - zdobyć coś niemożliwego. Nie mówię o rzeczach materialnych, bo w tej dziedzinie jestem raczej na etapie wyzerowywania niż dobierania. Przy przeprowadzce zobaczyłam, ile rzeczy zgromadziłam, i spojrzałam na to z obrzydzeniem. W najbliższym czasie raczej niczego nie kupię. A wracając do przyszłości, mój zawód wciąż pozwala mi żyć na huśtawce, a w życiu – jak wiadomo- najgorsza jest nuda. Ile to potrwa? Nie wiem. Kiedy byłam ostatnio w Kenii, widziałam Niemkę, która bujała się w hamaku. Miała chyba ze 100 lat. Pomyślałam, że mogłabym się tak bujać, jak już nie będę mogła chodzić.

Boi się pani czegoś?

Tylko Putina. On i jego naród są nieobliczalni. Przez nich żyjemy na wulkanie.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu PANI.

OKLADKA

Ewa Kasprzyk - aktorka. Urodziła się w Stargardzie Szczecińskim. Do szkoły aktorskiej zdawała... cztery razy. PWST w Krakowie skończyła w 1983 roku i dołączyła do gdańskiego teatru Wybrzeże, gdzie spędziła kolejne 16 lat. W 2000 roku przeniosła się do Warszawy i związała z teatrem Kwadrat. Zagrała w kilkudziesięciu filmach, serialach i sztukach teatralnych. Za genialną rolę egzaltowanej, niezrównoważonej gwiazdy zafascynowanej Violettą Villas w filmie „Bellissima” dostała na festiwalu filmowym w Gdyni nagrodę dla najlepszej aktorki. Mama piosenkarki Małgorzaty Bernatowicz. Od trzech lat w związku z Michałem Kozerskim.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również