Jak rozpocząć przygodę z offroadem i nauczyć się jazdy samochodem w terenie?
Fot. 123RF

Jak rozpocząć przygodę z offroadem i nauczyć się jazdy samochodem w terenie?

Stare przysłowie mówi „Tym dalej masz po traktor, im bardziej myślisz, że twój samochód jest terenowy”. Od zapamiętania tej żartobliwej sentencji zacznijcie przygodę z jazdą w terenie...

SUV czy terenówka?

Tych pierwszych jest więcej, ale offroadery – terenówki – są zdecydowanie dzielniejsze. Skąd różnica? Z podejścia konstrukcyjnego. Samochody SUV (skrót tłumaczy się jako Sport Utility Vehicle, czyli – w wolnym tłumaczeniu – auta sportowo-użytkowe) mają karoserie tzw. samonośne, gdy kabiny terenówek stanowią oddzielną całość mocowaną do stalowych ram wytrzymujących znacznie większe obciążenia (na nich jest silnik i to do ramy mocuje się podwozie).
SUV-y mają napęd na wszystkie koła, ale zwykle sterowany elektronicznie i bez reduktora. W terenówkach napęd da się rozłączyć (mamy więc na co dzień auto z napędem na tył, a w terenie dołączamy przednią oś-4x4). Do tego w ich skrzyniach rozdzielczych jest reduktor – urządzenie przydatne w piasku, błocie czy generalnie z daleka do bitych dróg. Jak działa? Najprościej napisać, że zmienia przełożenia skrzyni biegów. Samochód przestaje jechać szybko, ale dzięki reduktorowi ma „większą siłę” na kołach. Najbardziej skomplikowane terenówki mają też tzw. blokady. Świadomie je pominiemy, bo to nie jest tekst dla zawodowców lecz początkujących.

Jak to działa?

Zaczynamy od instrukcji obsługi. Szukamy rozdziału „napęd na wszystkie koła” i dokładnie go studiujemy. Doświadczony kierowca poradzi sobie z różnymi samochodami, ale my nie jesteśmy doświadczeni i wiedzieć wszystkiego nie musimy. Auto warto jednak poznać zanim zjedziecie z asfaltu. Zasada brzmi banalnie, ale jej nie ignorujcie. Trzeba wiedzieć, że w niektórych modelach możemy włączać tryby terenowe (np. Range Rover ma ich kilka, od jazdy w śniegu po tzw. crawl – poruszanie się przez skały), gdzie indziej trzeba dołączyć napęd i reduktor (elektrycznie lub za pomocą ręcznej dźwigni. Reduktor zaś (i to również w innych modelach) da się uruchomić wyłącznie na tzw. luzie. Instrukcja jest oczywista, bo jak inaczej się tego dowiedzieć?

Czego unikać?

Paradoksalnie – dużych przeszkód. Zdobywanie świata offroadu zaczynamy od małych przygód – pokonania drogi polnej z głębokimi koleinami, jazdy po szutrze, mokrej łąki. Podarujcie sobie przeprawy przez rzeczne brody, głębokie błoto lub piach. Naprawdę trzeba mieć wtedy trochę doświadczenia, a nabiera się go powoli – jak w życiu. Unikamy jazdy na azymut, czyli punkt wskazany palcem na horyzoncie (po drodze może nas wiele spotkać), raczej nie opuszczamy drogi i – NAJLEPIEJ ZAWSZE – w towarzystwie. Drugie auto to pomoc, czyli szansa na powrót do domu.

Ekwipunek

Absolutne minimum to łopata, lina holownicza i koło zapasowe. Warto mieć je w bagażniku i tę uwagę należy traktować śmiertelnie poważnie. W wielu SUV-ach go nie znajdziecie, bo producent oszczędza na masie, wyrzucając właśnie koło zapasowe i zastępując je tzw. zestawem naprawczym (uszczelniacz przebitej opony, kompresor do uzupełnienia ciśnienia). W terenie koło – tak wiem, cięższe i zabiera miejsce  – jest zwyczajnie lepsze.
Zwróćcie uwagę na opony. Wiadomo, że zwykle jeździmy na takich „na normalną drogę”, ze zwyczajnym bieżnikiem. Jeśli jednak chcemy spróbować szczęścia poza asfaltem, inwestycja w odpowiednie ogumienie (nie skupiając się teraz czy będzie mniej, czy bardziej terenowe) jest konieczna. 
Nie bawcie się w wyciągarki. To drogi sprzęt i też wymaga oddzielnego szkolenia. Przyda się za to zapas wody i jedzenia, a także dobre latarki, coś do rozpalenia ognia oraz apteczka. Daleko od szosy wszystko może się zdarzyć i trzeba się na to przygotować. Z tego powodu dbamy o sprawne komórki (plus przewód z ładowarką zasilaną z gniazda zapalniczki), dodatkowy kanister/kanistry z paliwem (stacji benzynowych na szlaku raczej nie ma), mapy lub aplikację do nawigowania.

Poproś doświadczonego

Nie ma się co wstydzić początków. Każdy kiedyś zaczął, a to oznacza, że warto poszukać wśród znajomych offroadowców i do nich dołączyć. Importerzy samochodów bardzo często organizują zloty (np. Jeep czy Mitsubishi), dbając o wyznaczenie tras odpowiedniej trudności i ogólne bezpieczeństwo. Taki zlot na początek na pewno jest do rozważenia.  W towarzystwie nauka offroadu jest znacznie przyjemniejsza i bezpieczniejsza. 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również