Twój Styl
Jedz mniej mięsa, pomożesz Ziemi
Fot. istock

Jedz mniej mięsa, pomożesz Ziemi

Nasze wyobrażenia o krowach spokojnie pasących się na zielonych łąkach nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Dzisiaj krowy żyją krótko, nie jedzą trawy tylko soję oraz kukurydzę i przez większość życia oglądają industrialne wnętrza przemysłowych obór. Produkcja mięsa stała najbardziej szkodliwą dla środowiska gałęzią współczesnego rolnictwa.

Dlaczego? Wszystko przez ogromne powierzchnie potrzebne do uprawy roślin na paszę, emisję gazów cieplarnianych, zużycie wody i stosowanie leków, nawozów sztucznych oraz pestycydów. - Mięso jest dzięki dopłatom do pól i pastwisk dość tanie, ale ta cena nie uwzględnia kosztów, które wszyscy ponosimy. Produkcja mięsa i nabiału emituje tyle gazów cieplarnianych, co transport na całej planecie - mówi Krzysztof Cibor z organizacji ekologicznej Greenpeace. Szczególnie wysoki koszt związany jest z produkcją wołowiny. Uzyskanie 1 kg wymaga ponad 14 tys. litrów wody, ponad 6 kg paszy i wiąże się z emisją gazów cieplarnianych na poziomie porównywalnym do trzygodzinnej jazdy samochodem i pozostawieniu włączonych wszystkich świateł w domu.

Przemysłowa hodowla zwierząt uniemożliwia używanie ich odchodów jako nawozu, bo są zbyt toksyczne. Zwierzętom, aby przetrwały w tak dużych skupiskach i niesprzyjających warunkach, aplikuje się antybiotyki, hormony i środki owadobójcze. - Miliony ton zanieczyszczeń trafia w ten sposób do rzek, mórz i niszczy w nich życie. Bałtyk jest dobrym przykładem. Jakiś czas temu przejmowaliśmy się awarią oczyszczalni ścieków w Warszawie, a tymczasem te zanieczyszczenia, które trafiły wtedy do morza, to zaledwie ułamek tego, co ląduje w nim cały czas. Bałtyk staje się morzem wymierającym. Na przykład w Holandii z troski o stan morza rząd zachęca rolników do zmniejszenia hodowli zwierząt - mówi Krzysztof Cibor.

Produkcja mięsa jest także energetycznie nieopłacalna. Z mięsa pozyskujemy zaledwie 18 proc. spożywanych codziennie kalorii oraz 37 proc. białka (dane University of Oxford. Tymczasem do jego wyprodukowania używamy 80 proc. wszystkich terenów rolnych dostępnych na naszej planecie (71 proc. w UE). Nie warzywa ani ziarna na chleb, ale uprawa paszy dla zwierząt zajmuje niemal wszystkie dostępne tereny uprawne na ziemi. - Jeśli chcemy, żeby nasza planeta przetrwała, musimy zacząć myśleć o zmianie sposobów produkcji i naszej konsumpcji - mówi Krzysztof Cibor.

Mniej mięsa więcej roślin

Tymczasem średnie roczne spożycie mięsa w Polsce wynosi 80 kg na osobę. To o wiele za dużo – i dla naszego zdrowia, i dla planety. - Mięso, szczególnie czerwone, jest wprawdzie źródłem pełnowartościowego białka, żelaza, cynku, witamin B, głównie B12, jednak nie musimy go jeść codziennie. W ostatnim czasie ukazały się liczne badania wskazujące, iż duże spożycie mięsa czerwonego, szczególnie przetworzonego, zwiększa ryzyko rozwoju choroby niedokrwiennej serca, niewydolności serca, udaru mózgu, nowotworów, cukrzycy typu 2, a także zwiększa ryzyko zgonu - tłumaczy Magdalena Siuba-Strzelińska, dietetyczka i zastępczyni kierownika Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej, które uruchomiło możliwość skorzystania z bezpłatnych porad dietetycznych online.

I dodaje, że w 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) opublikowała raport, w którym zakwalifikowała mięso czerwone do grupy 2A, w której znajdują się czynniki prawdopodobnie rakotwórcze dla człowieka i z pewnością rakotwórcze dla zwierząt laboratoryjnych, a mięso przetworzone do grupy 1, w której znajdują się czynniki, co do których istnieją przekonujące dowody, że są rakotwórcze dla człowieka. - Z tego powodu spożywanie mięsa 3-4 razy w tygodniu, a w tym czerwonego 1-2 razy w tygodniu jest wystarczające. W pozostałe dni należy spożywać inne produkty będące źródłem pełnowartościowego białka, czyli nasiona roślin strączkowych, ryby lub jaja - tłumaczy dietetyczka.

Współczesna nauka uznaje dietę roślinną za dobrą dla naszego zdrowia.

- Właściwie zbilansowana, czyli dostarczająca niezbędnych składników odżywczych, jest jak najbardziej zdrowa. Dieta wegetariańska, w której wyklucza się mięso, jest łatwiejsza do stosowania, niż wegańska, w której wyklucza się wszystkie produkty odzwierzęce i w której należy stosować suplementację witaminą B12. W wielu pracach naukowych podkreśla się korzystne dla zdrowia właściwości diet roślinnych - zmniejszenie ryzyka zachorowania na choroby układu sercowo-naczyniowego, cukrzycę typu 2 czy nowotwory - tłumaczy Magdalena Siuba-Strzelińska.

Elastyczność zamiast ekoterroru

Wprawdzie przejście na weganizm skutkuje ograniczeniem emisji dwutlenku węgla o ok. 1,5 tony rocznie, czyli o połowę więcej niż gdyby zwykły samochodu zamienić na auto z napędem hybrydowym, ale oczekiwanie, że wszyscy ludzie na świecie staną się nagle weganami byłoby naiwnością. - Nie musimy wszyscy zostać natychmiast weganami. Już ograniczenie spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych o połowę poprawiłoby sytuację środowiska. W różnych miejscach na świecie ludzie jedzą go po prostu zbyt dużo. W Ameryce czy Europie - 5-6 razy więcej niż zaleca współczesna medycyna. Za zdrową ilość uznaje się dzisiaj 300 g tygodniowo - przekonuje Krzysztof Cibor.

Magdalena Siuba-Strzelińska: - Dietą, która w tym roku zajęła 3. miejsce w rankingu publikowanym co roku na platformie internetowej U.S. News & World Report, zaraz po diecie DASH i śródziemnomorskiej znalazła się dieta fleksitariańska czyli „elastyczny wegetarianizm” - mówi dietetyczka. I dodaje, że jak wynika z badań, osoby stosujące elastyczny wegetarianizm mają niższą masę ciała w porównaniu do osób jedzących mięso na co dzień, a także częściej wykazują zachowania prozdrowotne i częściej podejmują aktywność fizyczną.

Możliwe, że już niedługo osoby, które lubią jeść mięso, a jednocześnie przejmują się jego wpływem na stan środowiska i zdrowie, będą mogły to robić bez stresu. Naukowcy cały czas pracują nad stworzeniem alternatywnego źródła białka, podobnego w smaku do mięsa. Pojawiają się też próby wytwarzania mięsa in vitro. 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również