Lato w stylu slow. Gdzie wypoczywa się najlepiej?
Fot. Grażyna Saniuk

Lato w stylu slow. Gdzie wypoczywa się najlepiej?

Idealne wakacje AD 2020? W małym pensjonacie, blisko lasu lub jeziora, z lokalną kuchnią. W takich miejscach nie tylko można czuć się bezpiecznie, ale też najlepiej wypocząć. Wie o nich wszystko Aleksandra Klonowska-Szałek, twórczyni portalu Slowhop.

Zawsze dużo wyjeżdżałam z rodziną. Za każdym razem traciliśmy mnóstwo czasu, żeby znaleźć fajne miejsce. W popularnych wyszukiwarkach hotelowych są tysiące adresów. Wszystkie opisane pozytywnie, więc trzeba przejrzeć masę opinii, by upewnić się, czy warto gdzieś pojechać. Nie przepadamy za hotelami, wolimy kameralne pensjonaty. Postanowiłam zrobić portal opisujący tylko takie miejsca, do których sama bym się wybrała. Położone z dala od miasta, z pięknymi wnętrzami, prowadzone przez pasjonatów.

Naturalna selekcja

Dziś na Slowhopie mamy kilkaset adresów. Na początku to ja namawiałam gospodarzy, żeby do nas dołączyli. Dziś sami się zgłaszają. Dokładnie sprawdzam każde miejsce, rozmawiam z właścicielami, szukam mankamentów. Jeśli ktoś w internecie pisze: „fajne, ale...”, zgłębiam problem i decyduję, czy to podstawa do dyskwalifikacji, np. cena jest zbyt wysoka w stosunku do jakości. Ale jeśli dom ma drewniany strop i słychać każdy krok, to nie przeszkoda. Trzeba tylko uprzedzić gości, bo to niektórym może popsuć wypoczynek. Sami opisujemy wszystkie domy. Używamy bezpośredniego języka, nie ma marketingowej ściemy. No i wywołujemy emocje. Opisujemy nie tylko dom i okolicę. Opowiadamy, kim są gospodarze, czym się zajmują, jakie mają zainteresowania. Człowiek czyta o nich i myśli: chcę jechać do tych ludzi, muszą być genialni! Ranczo Frontiera na Mazurach prowadzi Rusłan, podróżnik. Robi degustacje serów dla gości. Kiedy żona woła go do obrządku owiec, ludzie nie chcą go wypuścić. Takie zna historie! Dziś mówi się na to „storytelling”, a on ma po prostu wrodzony dar opowiadania.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez slowhop.com (@slowhop_com)

Gospodarz też człowiek

Dla gospodarzy ze Slowhopa ważne są relacje. Gość najpierw pisze wiadomość, przedstawia się, pyta o wolny termin. Obie strony poznają się już w korespondencji, potem przyjemniej jest na siebie czekać. Niektórzy wybierają miejsce właśnie ze względu na gospodarzy: bo są w podobnym wieku albo mają to samo hobby. Ostatnio znajoma wysłała rodziców do Mazurskiego Folwarku. Panie pogadały sobie o przetworach, panowie poszli na ryby. Możemy liczyć, że gospodarze poświęcą nam czas. Ale potrafią też wyczuć, kto ma ochotę na towarzystwo, a kto przyjechał poczytać książkę. W dzisiejszym świecie rządzi reguła: Nasz klient, nasz pan. Duże portale rezerwacyjne przyzwyczaiły ludzi do tego, że można odwołać przyjazd w ostatniej chwili. A właściciel małej agroturystyki często ma trzy pokoje i trzy miesiące, żeby zarobić na cały rok. Gdy gość się nie pojawi, to dla niego duża finansowa strata. Większym obciążeniem są również ewentualne zniszczenia. Nasz mazurski dom, który wynajmujemy na Slowhopie, jest miejscem przyjaznym zwierzętom. Kiedyś przyjechali goście z trzema psami. Wyszli z nimi na spacer po deszczu, a po powrocie wytarli zabłocone łapy wszystkimi ręcznikami, jakie znaleźli w domu.


Na Slowhopie uważamy, że gospodarze i goście są tak samo ważni. Przyzwoitość i dobre wychowanie nie przestają obowiązywać tylko dlatego, że płacimy.

Jedziemy do domu, o który ktoś dba, dopieszcza każdy centymetr, podaje na stół to, co ma najlepsze. Bądźmy wobec siebie w porządku.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez slowhop.com (@slowhop_com)

Gościnność zero waste

„Znalazłam czarodziejskie szmatki do mycia okien!” – napisał ktoś ostatnio w grupie na Facebooku. Gospodarze ze Slowhopa znają się i wspierają: wymieniają doświadczeniami, pomysłami. Ostatnio radzimy sobie, jak prowadzić pensjonat przyjazny naturze zgodnie z trendem „hospitality zero waste” (z ang. gościnność bez marnotrawstwa). Znam takich, co wkładają rękawiczki i samodzielnie segregują śmieci po gościach. Większość gospodarzy zrezygnowała już z jednorazowych buteleczek z kosmetykami, bo to mnóstwo plastiku.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez slowhop.com (@slowhop_com)

Turystyka doświadczeń

Kiedyś człowiek cieszył się z all inclusive w Egipcie albo objazdówki po Włoszech. Nowy typ podróżnika szuka wyjątkowych wrażeń i przeżyć. Jesteśmy obecni w mediach społecznościowych, więc chcemy pochwalić się innym, że widzieliśmy lub robiliśmy coś niezwykłego. U Danki z Kolonii Mazurskiej Mierki można zjeść obiad ugotowany na polu, w Kawkowie na Warmii ulepić talerz na warsztatach z ceramiki. Zaczynamy dostrzegać piękno wokół nas. Patrzymy na świat kadrami. Szukamy urokliwych, inspirujących miejsc do sfotografowania. Prawie każdy dom na Slowhopie ma takie. W Siedlisku Sobibór jest niesamowite okno, w Górskim Azylu balia z widokiem na Jezioro Czorsztyńskie, w Łubinowych Wzgórzach altana z zasłonami. Kiedy wieje wiatr, wygląda zjawiskowo. Wszyscy robią sobie zdjęcia! My mamy niebieskie drzwi, za którymi jest... jezioro. Każdy, kto przechodzi obok, zatrzymuje się i wyjmuje telefon. To takie „instafriendly zones”. (śmiech) Zabawne, ale pokazuje, że ważna jest dla nas „ładność” miejsca.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez slowhop.com (@slowhop_com)

Dom z daleka od domu

To też dziś mocny trend. Wiele osób podróżuje służbowo, pokoje hotelowe kojarzą nam się z pracą. Do tego wszystkie wyglądają podobnie, mają chłodny wystrój. Dlatego coraz częściej wolny czas chcemy spędzać we wnętrzach, w których równie dobrze moglibyśmy mieszkać.

Wybieramy miejsca ciepłe, przytulne, gdzie są koce, poduszki, wygodne fotele, koniecznie książki, można posiedzieć na werandzie, pobujać się w hamaku. Natury, autentyczności i ducha slow szukamy nie tylko we wnętrzach, ale też w jedzeniu.

Gospodarze często sami pieką chleb, hodują zwierzęta i robią sery albo mają własny warzywnik czy staw z rybami. Goście mogą zjeść przygotowany na miejscu posiłek ze świeżych produktów, samodzielnie ubić masło ze śmietany. W ogrodzie naszego domu jest opalany drewnem piec na chleb i pizzę. Aromatyczne zioła zrywamy prosto z grządki. Nie ma zasięgu, nie działa internet, a mimo to nasze dzieci uwielbiają tu być. Zachowują się wtedy tak normalnie jak... dzieci. Rozmawiają z nami, grzebią w ziemi, czytają książki. Inny świat.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również