PANI

"Wiem już, co gram i kogo gram". Maria Dębska rozmawia z Igą Nyc w nowej PANI

Fot. Zuza Krajewska

Kiedyś często rezygnowała z siebie. Na rzecz innych ludzi czy pracy. Zbyt długo robiła dobrą minę do złej gry. Ale Maria Dębska już wie, że ona sama też jest ważna. I stara się myśleć o sobie z coraz większą czułością.

Maria Dębska: "Dopiero teraz jest mi dobrze samej ze sobą"

PANI: Za kilka dni kończysz 35 lat. Kiedy przestałaś myśleć o sobie „dziewczyna”, a zaczęłaś „kobieta”?

MARIA DĘBSKA: Kiedyś wydawało mi się, że trzydziestoparolatkowie to poważni ludzie, którzy mają wszystko w życiu poukładane. A ja wciąż wielu spraw nie kontroluję, tylu rzeczy nie wiem, bywam zagubiona… Dlatego choć czuję się kobietą, wciąż myślę o sobie „dziewczyna”. Ale to jest myślenie przepełnione czułością. Daję sobie przestrzeń na robienie głupstw, podejmowanie ryzyka, na słabość, pomyłki. Przed trzydziestką tego nie umiałam. Wtedy nie wybaczałam sobie błędów. Dopiero niedawno spuściłam z tonu i wyluzowałam. A może to jest właśnie pierwsza oznaka dojrzałości?

Czyli upływ czasu ci służy?

Czuję, że 35 lat to już nie tak mało i za każdym razem proszę fryzjera, żeby wyrwał mi trzy siwe włosy, które uporczywie odrastają, ale nie cofnęłabym się nawet o rok. Dopiero teraz jest mi dobrze samej ze sobą.

Mamy tendencję do romantyzowania młodości, ale ona bywa trudna.

Dla mnie to był ciężki czas. Byłam wobec siebie bardzo surowa. Bezlitośnie oceniałam swój wygląd, zachowanie, pracę, wszystko. Talent? Na pewno go nie mam. Kiedy coś mi się udawało, uważałam, że to pewnie przypadek. Deprecjonowałam samą siebie. I próbowałam udowodnić, że jestem OK, ale sama w to nie wierzyłam. Dużo czasu zajęło mi, żeby się w końcu od siebie samej trochę odp***ić. To wciąż jest proces, ale zmierzam w dobrym kierunku. Meryl Streep powiedziała, że jak była młodsza, to wchodząc do pokoju, zastanawiała się, czy ludzie ją lubią, a teraz zastanawia się, czy to ona lubi ich. Coraz częściej tak mam.

A umiesz mówić o sobie dobrze?

Potrafię przyznać, że jestem z siebie dumna, ale wciąż nie umiem się nad tym pochylić. Zamiast celebrować sukces, pytam: „Dobra, co dalej?”. Może to pozostałość z czasów szkoły muzycznej, do której uczęszczałam kilkanaście lat. Tam się nie chwaliło, tylko analizowało i rozkładało na czynniki pierwsze, co można poprawić. Obowiązywała filozofia, że szkoda czasu na mówienie o tym, co dobrze wyszło.

Maria Dębska
fot. Zuza krajewska

 

Maria Dębska: "Nie chcę już nigdy więcej uciekać przed problemami w pracę"

Czemu zrobiłaś sobie przerwę?

Dużo pracowałam, wchodziłam z jednego projektu w drugi, dawałam z siebie wszystko i w pewnym momencie, po zdjęciach do filmu „Przez ścianę”, poczułam, że wydatek emocjonalny w tej roli był tak duży, że muszę znów nazbierać, żeby mieć co dać w kolejnym projekcie. Pracuję na emocjach i w każdej roli staram się zanurzyć na sto procent, nie lubię chodzić ścieżkami, które dobrze znam. Wolę pracować w lekkim dyskomforcie, szukając nowych rzeczy. Musiałam naładować akumulatory. Pooglądać, poczytać, inspirować się. Latałam w tym czasie dużo do Londynu, bo podpisałam kontakt z tamtejszą agencją, i to było odświeżające. Otworzyło się kilka nowych i nieznanych drzwi, a ja miałam na to czas i gotowość.

Teraz widać efekty twojej ciężkiej pracy. We wrześniu premierę ma film „Lalka”, na jesieni serial „Pionek”, czyli kontynuacja „Ślebody”, a pod koniec roku w kinach zapewne pojawi się „Za ścianą”. Potrafisz o sobie powiedzieć: jestem dobrą aktorką?

Wciąż mam syndrom oszustki i boję się, że kiedyś odkryją, że to nie talent, tylko szczęście. (śmiech) Ale mam już spore doświadczenie i wiem, że jestem w stanie udźwignąć bardzo duże, wymagające projekty. Nie ma już we mnie dzikiego pędu, żeby pracować więcej i więcej tylko po to, żeby zasłużyć na uznanie.

A zdarza ci się w pracy zatracić?

Balans między życiem zawodowym a prywatnym jest niezbędny i żeby mieć czas dla moich bliskich, jestem w stanie zrezygnować z wielu rzeczy. Relacje zawsze były dla mnie priorytetem. Często pracowałam szaleńczo właśnie wtedy, gdy byłam nieszczęśliwa, gdy w pracy czułam się bezpieczniej niż w domu. Łatwiej mi było żyć emocjami postaci niż własnymi. Maggie Smith powiedziała kiedyś: „Wolę być na scenie, bo wtedy przynajmniej wiem, co i kogo gram”. Ale nie chcę już nigdy więcej uciekać przed problemami w pracę.

A teraz jesteś w dobrym miejscu?

Od niedawna jestem w takim, w którym sama ze sobą zawsze chciałam być. Czuję się spokojna i szczęśliwa. To duże słowo, ale nie boję się go użyć. Mam wokół siebie wspaniałych przyjaciół, mam ważne i bliskie osoby. Wciąż wielu rzeczy się boję, ale pracuję nad sobą. I wiem już, co gram i kogo gram.

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu PANI.

Kim jest Maria Dębska?

Maria Dębska - Rocznik 1991. Aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. Ukończyła pierwszy rok na Wydziale Fortepianu Akademii Muzycznej w Łodzi, jest też absolwentką PWSFTviT w Łodzi. Córka reżyserki Kingi Dębskiej, u której zagrała m.in. w filmie „Zabawa, zabawa” – postać zmagającej się z uzależnieniem Magdy przyniosła jej wyróżnienie na festiwalu OFF Camera. Z kolei za rolę Kaliny Jędrusik w „Bo we mnie jest seks” otrzymała nagrodę w Gdyni. Ma na koncie również role w popularnych serialach, m.in. „Kiedy ślub?”, „Tylko jedno spojrzenie” i „Śleboda”.
Wkrótce będzie można ją zobaczyć w serialu „Pionek”, kontynuacji „Ślebody”, oraz filmach „Lalka” Macieja Kawalskiego i „Przez ścianę” Macieja Sobieszczańskiego.

 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 07/2026