"Czy ta miłość już się wypaliła?" – kiedy w związku znika emocjonalny rollercoaster, zaczynamy panikować. Dlaczego tak trudno nam znieść ciszę i spokój? I zrozumieć, że dojrzałe, stabilne relacje zamiast nudy przynoszą nam upragnioną wolność? – wyjaśnia psychoterapeutka Marlena Ewa Kazoń.
Wiele osób zgłasza się na psychoterapię z przekonaniem, że ich związek „stracił iskrę”. Mówią: „Jest spokojnie, ale czegoś mi brakuje”, „Nie kłócimy się, ale jest nudno”, „Nie czuję już takich emocji jak kiedyś”. Kiedy jednak zaczynamy przyglądać się historii ich życia, często odkrywamy coś bardzo ważnego. Problemem nie jest deficyt wrażeń, tylko fakt, że ci ludzie nie potrafią odnaleźć się w spokoju, który jest dla nich zupełnie obcym stanem – zauważa psychoterapeutka Marlena Ewa Kazoń.
Jeżeli dorastaliśmy w domu pełnym napięcia, nieprzewidywalności, krytyki, przemocy emocjonalnej lub ciągłego oczekiwania na to, co "zaraz się wydarzy", nasz układ nerwowy nauczył się funkcjonować w stanie ciągłej gotowości. Chaos stał się w końcu czymś znajomym. A to, co dobrze znamy, bardzo łatwo pomylić z poczuciem bezpieczeństwa. Dlatego później możemy nieświadomie wybierać partnerów, którzy wywołują w nas silne emocje. Raz są blisko, raz daleko. Raz okazują czułość, a za chwilę wycofują się lub odrzucają. Taka relacja jest wyczerpująca, ale jednocześnie daje poczucie, że „coś się dzieje”. Organizm interpretuje napięcie jako oznakę zaangażowania. Tymczasem dojrzała miłość wygląda zupełnie inaczej. Nie krzyczy. Nie zmusza do walki o uwagę. Nie budzi codziennie lęku, czy druga osoba odejdzie. Nie wymaga udowadniania swojej wartości. Dojrzała miłość daje przestrzeń, w której można odpocząć.
I właśnie tutaj wiele osób doświadcza wewnętrznego konfliktu. Kiedy trafiają na partnera stabilnego, przewidywalnego i emocjonalnie dostępnego, pojawia się myśl: „To chyba nie jest to... Nic wielkiego nie czuję.” Czy rzeczywiście nic nie czujesz? A może pierwszy raz od wielu lat nie czujesz napięcia? To ogromna różnica.
W psychoterapii często nie uczymy ludzi, jak znaleźć idealnego partnera. Znacznie częściej pomagamy im nauczyć się rozpoznawać zdrową relację – wyjaśnia specjalistka. – Bo jeśli całe życie znało się tylko chaos, spokój może wydawać się pustką. Jeśli znało się tylko niepewność, przewidywalność może wydawać się nudą.
Dlatego warto zmienić kierunek patrzenia:
Zamiast szukać kolejnej historii pełnej dramatów, zacznijmy obserwować ludzi, którzy budują spokojne, trwałe i pełne szacunku relacje. Zwróćmy uwagę, jak się słuchają, jak rozwiązują konflikty, jak okazują sobie czułość na co dzień. Jak dbają o granice, jednocześnie pozostając blisko siebie. To są wzorce, które warto naśladować.
Psychoterapia nie polega jedynie na analizowaniu problemów, polega również na budowaniu nowych doświadczeń. Nasz mózg uczy się nie tylko poprzez przeżywanie, ale także poprzez obserwację. Im częściej otaczamy się ludźmi, którzy potrafią kochać dojrzale, tym łatwiej zaczynamy wierzyć, że taka relacja jest możliwa również dla nas. Największym krokiem nie jest wcale znalezienie kogoś bardziej ekscytującego, tylko nauczenie swojego układu nerwowego, że bezpieczeństwo nie oznacza nudy, a spokój nie jest brakiem miłości. Czasami właśnie wtedy, gdy przestajemy żyć od kryzysu do kryzysu, po raz pierwszy zaczynamy naprawdę doświadczać bliskości. Bo zdrowa relacja nie sprawia, że każdego dnia serce bije szybciej ze strachu. Przeciwnie: ona sprawia, że w obecności drugiej osoby serce może wreszcie bić spokojnie. Bo niepewność nie jest dowodem głębi uczucia, a silne emocje nie zawsze są oznaką bliskości.
Warto też rozejrzeć się wokół siebie i zadać sobie pytanie: kogo naśladuję w swoim myśleniu o miłości? Czy moimi wzorcami są relacje pełne dramatów i nieustannych zwrotów akcji, czy raczej ludzie, którzy po latach nadal patrzą na siebie z czułością, rozmawiają z szacunkiem i zbudowali bezpieczny dom? To właśnie oni pokazują, że stabilny związek nie jest oznaką nudy, lecz dojrzałości. Że prawdziwa bliskość rodzi się tam, gdzie nie trzeba walczyć o uwagę, udowadniać swojej wartości ani żyć w ciągłym napięciu. Miłość nie staje się mniej istotna, kiedy jest spokojna. Przeciwnie – dopiero wtedy ma szansę naprawdę wzrastać. Może więc nie potrzebujemy więcej emocji, tylko odwagi, by zostać w miejscu, które jest ciche, dobre i bezpieczne? Bo właśnie tam zaczyna się miłość, która nie tylko rozpala serce, ale także je koi.