Targ staroci, małe muzeum albo wesołe miasteczko. Whimsy dating pokazuje, że dobra randka nie musi zaczynać się od poważnej rozmowy przy stoliku.
Słowo „whimsy” można najprościej tłumaczyć jako lekkość, fantazję, drobną przyjemność albo coś uroczo nieoczywistego. W kontekście randkowania nie chodzi jednak o ucieczkę od poważnych tematów. To raczej sposób na pierwsze spotkania, które nie przypominają egzaminu.
Zamiast kolejnej kolacji przy stoliku, przy którym łatwo wejść w tryb pytań i odpowiedzi, pojawiają się mniej oczywiste pomysły: spacer po nieznanej dzielnicy, targ staroci, wizyta w małym muzeum, do którego zwykle nikt nie zagląda albo kawiarnia znaleziona przypadkiem. Nie musi być spektakularnie. Ma być swobodnie.
O tym, że taka potrzeba rośnie, pisał Hinge. Według aplikacji liczba profili z hasłem „whimsy” wzrosła globalnie o 75 proc. w ciągu sześciu miesięcy. To dobrze pokazuje zmęczenie randkowaniem, które coraz częściej przypomina selekcję, a nie poznawanie drugiej osoby.
Whimsy dating odsuwa na bok potrzebę natychmiastowego oceniania. Zamiast sprawdzać drugą osobę z listą w głowie, pozwala zobaczyć, jak zachowuje się w zwykłej, mniej napiętej sytuacji. Drobne sytuacje potrafią powiedzieć dużo: czy ktoś ma poczucie humoru, czy umie odpuścić, czy jest ciekawy świata, czy potrafi słuchać.
W tym podejściu dobrze sprawdzają się także pasje, które wcześniej mogły wydawać się zbyt małe, by wpisywać je do profilu. Ktoś zbiera stare pocztówki, ktoś zna najlepsze piekarnie w okolicy, ktoś chodzi na potańcówki. Takie szczegóły bywają lepszym początkiem rozmowy niż idealnie brzmiący opis siebie.
Whimsy dating nie obiecuje, że każda randka będzie udana. Zmienia jednak jej punkt startu. Zostawia więcej miejsca na spontaniczność, śmiech i zwykłą ciekawość. A to często mówi więcej niż najlepsza odpowiedź przygotowana wcześniej.