Justyna i Jakub Przygońscy: "Lubimy cieszyć się życiem i je smakować"
Jakub i Justyna Przygońscy
Fot. Filip Zwierzchowski/ DAS Agency

Justyna i Jakub Przygońscy: "Lubimy cieszyć się życiem i je smakować"

Justyna Przygońska zajmuje się modą. Jakub Przygoński jest kierowcą rajdowym. Ale nie jest wcale takie oczywiste, kto w tym związku trzyma kierownicę. 

Justyna Przygońska o Jakubie Przygońskim

Spotykałam Kubę na domówkach u Kai. On pełnił tam rolę starszego brata, który pilnował nas na imprezach. Koleżanka nie opowiadała mi o nim. Długo nie wiedziałam, że on ściga się w rajdach! Zresztą cała rodzina Przygońskich jest bardzo skromna i trzeba ich ciągnąć za język, żeby się czegoś dowiedzieć. Nasze drogi z Kają rozeszły się po liceum, studiowałyśmy na innych kierunkach: ja – historię sztuki, ona –biotechnologię. Tak naprawdę zaprzyjaźniłyśmy się później. Dzięki niej znów zobaczyłam Kubę. Przyprowadzała go w różne miejsca. Myślałam, że to przez przypadek, ale zauważyłam, że mu się podobam.

To, że był rajdowcem, w dodatku superprzystojnym facetem, nieco mnie odstraszało. On często bywał otoczony wianuszkiem kobiet, bo wiadomo, że wyścigi samochodowe działają jak afrodyzjak. Jednak dla mnie u mężczyzny liczą się przede wszystkim charakter i inteligencja. Dziś wiem, że Kuba te cechy ma, ale wtedy go nie znałam. Byłam w dobrym momencie mojego życia – dojrzała, szczęśliwa, nie poszukiwałam nowego związku.

Kiedyś, na jakiejś imprezie, w końcu porozmawialiśmy. Był inny, niż myślałam – skromny, delikatny. Zaczęliśmy się spotykać, a dwa tygodnie później zaprosił mnie na wakacje. Kupił bilety, a ja zdecydowałam się zaryzykować, choć wciąż były we mnie nuta niepewności i niedowierzanie. Dopiero podczas tych wakacji przekonałam się, jaki jest naprawdę. Pewnego dnia coś wpadło mi do oka, lekarz dał mi krople. Zapomniałam o nich, gdy wyruszaliśmy na wycieczkę, a oko bardzo łzawiło. Okazało się, że on je zabrał. Co chwilę sprawdzał, czy nie jest mi za gorąco lub za zimno. Jest bardzo opiekuńczy i zawsze mogę na niego liczyć. Zdobył tę wprawę jako starszy brat, bo oprócz Kai ma jeszcze jedną siostrę, Zosię, młodszą o 15 lat.

"To mężczyzna, który pyta i słucha, jest otwarty na świat"

Myślałam też, że przez dwa tygodnie będzie mówił tylko o motocyklach. Tymczasem to mężczyzna, który pyta i słucha, jest otwarty na świat. Interesują go ludzie, nauka, zjawiska astronomiczne, technologia. Z wakacji wróciliśmy oboje w sobie zakochani i od tamtej pory byliśmy nierozłączni. 

Kiedyś historie o rajdach musiałam od niego wydobywać niemal siłą, a przecież ma niezwykłe przeżycia. Tylko że on nie lubi się niczym chwalić, także tym, że jest odważny. Od początku wiedziałam, że bycie  z nim będzie wiązało się ze stresem. Choć moje myślenie o niebezpieczeństwie dzielę na dwie epoki. W tej pierwszej, do czasu jego wypadku, żyłam w przeświadczeniu, że nic mu się nie stanie. Po tamtym pechowym rajdzie zaczęłam się o niego bać. Przez dwa miesiące leżał w gorsecie. Musiał się uczyć chodzić. Obserwowałam jego determinację i morderczą rehabilitację. Kiedy usłyszałam, że pół roku po wypadku znów jedzie na Rajd Dakar, byłam przerażona. To był dla mnie trudny czas. Nie wyobrażałam sobie, jak przejedzie na motorze 10 tys. kilometrów. Jednak dokonał tego. Czekałam na niego na mecie w Buenos Aires. Gdy mnie zobaczył, powiedział, że to jego ostatni raz na motorze i że przesiada się w samochód. Byłam szczęśliwa, bo wiedziałam, że to dojrzała decyzja. Przed wyjazdami na rajdy zawsze pakuję mu jakieś talizmany, a na rękawiczce maluję mały znak. Choć ciągle wyjeżdża, ufam mu i nie jestem zazdrosna. Codzienność rajdowa nie wygląda tak jak na filmach o kierowcach wyścigowych: kobiety, szampan, dolce vita. To ciężka praca, a potem samotność w hotelu. Kuba ogląda seriale, chce się odstresować, oczyścić głowę. Bardzo za sobą tęsknimy i codziennie rozmawiamy przez telefon czy na Skypie, relacjonuję mu cały dzień naszej córeczki. Jest fantastycznym tatą. Jeszcze zanim się urodziła, widziałam, jak na spotkaniach ze znajomymi organizuje dzieciom zabawy. One go uwielbiają. Gdy jest w domu, to on kąpie Ninę, czyta jej książeczki, wstaje do niej w nocy, przewija ją.

"Kuba nigdy nie dąży do sprzeczki, wszystko łagodzi"

Podziwiam go za cierpliwość. Chyba raz w życiu słyszałam jego podniesiony głos. Nigdy nie dąży do sprzeczki, wszystko łagodzi. Czasem z przekorą myślę, że mógłby się raz ze mną pokłócić. Ja jestem impulsywna, on to mistrz zen. Mam na to swoją teorię – w trakcie zawodów są tzw. dojazdówki, liczące nieraz setki kilometrów odcinki, które trzeba przejechać w spokojnym tempie, bez ścigania się. W tym czasie Kuba wszystko układa sobie w głowie, stąd ta jego równowaga i spokój.

Konsultujemy ze sobą wszystko. Mąż bardzo wspierał mnie w założeniu firmy. Motywował, przekonywał, że dam radę. Teraz pytam go zawsze o zdanie, nawet co do wyboru materiałów na nową kolekcję. On z kolei radzi się mnie w sprawach PR, mediów społecznościowych. Nie lubi zakupów, zgłasza mi zapotrzebowanie, a ja dbam o jego garderobę. Oprócz ubrań sportowych potrzebuje koszul, eleganckich spodni. Zabawne jest to, że Kuba – jeżdżąc z nami po mieście czy po Polsce – jest najwolniejszym kierowcą, jakiego znam. Prowadzi bezpiecznie, trzyma się przepisów. Ja się złoszczę, pospieszam go, a on sobie nic z tego nie robi. Ale przynajmniej mnie nie poucza. Oboje lubimy góry. Zakopane i Kasprowy Wierch to nasze ukochane miejsca. W tym roku zabraliśmy tam całą rodzinę na Wielkanoc. Lubimy też razem biegać. Jesienią wystartowaliśmy w Biegu Niepodległości na 10 kilometrów. Mamy teraz fajny czas, oby trwał.

Justyna Przygońska – z wykształcenia historyk sztuki. Pracowała w Desie i w CSW w Zamku Ujazdowskim. Współwłaścicielka firmy odzieżowej  The Odder Side. 

Jakub Przygoński o Justynie Przygońskiej

Ścigam się od zawsze, a Justyna przyjęła i zaakceptowała moją pasję. Inaczej by to nie zadziałało. Na motocyklu jeżdżę od 13. roku życia. Już wtedy zacząłem uczestniczyć w zawodach, a rajdy i podróże stały się nieodłączną częścią mojego życia. Ona nigdy nie próbowała tego zmienić ani wpływać na moje decyzje związane ze sportem. Choć wiadomo, że wiąże się to z dużym ryzykiem. Denerwuje się, ale mnie wspiera. Rozumie, że gdy jestem na Dakarze, nie mogę myśleć o tym, żeby jechać bezpiecznie. Muszę być najszybszy, więc jedno z drugim się wyklucza. Mam jednak wpływ na to, jak się dobrze przygotować do zawodów, a na rajdzie być maksymalnie skoncentrowany. Tylko solidny trening minimalizuje ryzyko.

Cztery lata temu, podczas rajdu w Abu Zabi, miałem wypadek – złamałem kręgosłup. Justyna z moją mamą wsiadły w samolot i przyleciały jeszcze tego samego dnia. Moja dziewczyna spała przy mnie na małej leżance i pomagała mi we wszystkim. Arabscy lekarze myśleli, że to moja siostra, więc nie wyprowadzaliśmy ich z błędu. Byłem bezradny, nie mogłem się poruszać, ale z nią czułem się bezpiecznie. Ona jest bardzo bezpośrednia i empatyczna. Przez ten czas, oprócz opieki, organizowała mój transport do Polski. Trzeba było załatwić przejazd na lotnisko, a także miejsce leżące w samolocie. Ale udało się jej, bo to świetna organizatorka.

"Zdobywanie jej zajęło mi kilka miesięcy. Nie było łatwo"

Zanim zostaliśmy parą, nasze drogi gdzieś się tam krzyżowały. Widywałem ją, bo chodziła do liceum z Kają, moją o cztery lata młodszą siostrą. Zwracała uwagę urodą. Podobały mi się jej piękne długie włosy, zawsze związane w kucyk. Ale wtedy nic się nie wydarzyło. Po latach spotkaliśmy się jako dojrzali ludzie, z bagażem po innych związkach. Kiedyś Kaja wzięła mnie na imprezę, na której była Justyna. Znów mnie zauroczyła. Chyba z kilka miesięcy zajęło mi jej zdobywanie. Nie było łatwo. Robiłem podchody, wysyłałem wiadomości, w końcu uległa i zgodziła się na randkę. Gdy już zaczęliśmy się spotykać, od razu zaiskrzyło. Szybko zdecydowaliśmy się zamieszkać razem i okazało się, że bardzo do siebie pasujemy.

Ona jest energiczna,  a ja spokojny, to dobra mieszanka. W podejmowaniu decyzji ja ją stopuję, a ona mnie pospiesza. Z Justyną jesteśmy zgranym teamem – omawiamy wszystkie tematy, nie unikamy tych trudnych.

Po dwóch latach bycia razem wzięliśmy ślub. Ludzie teraz nie chcą wiązać się na zawsze, a my uważamy, że ta decyzja jest ważna i potrzebna. Mamy duże rodziny, liczne grono przyjaciół i chcieliśmy dla nas oraz dla nich zorganizować ślub i wesele. Wszystko przygotowywaliśmy sami. Wymyśliliśmy koncepcję i krok po kroku ją realizowaliśmy. To było wyjątkowe wydarzenie.

W domu dzielimy się obowiązkami. Naszym problemem jest brak czasu, kto go akurat ma, ten sprząta albo gotuje, chociaż śniadanie zazwyczaj szykuje Justyna.  Właściwie nigdy się nie kłócimy. Trochę więcej spięć pojawiło się, odkąd na świat przyszła Nina. Jest pogodnym dzieckiem, ale wiadomo, że czasem płacze, a to zawsze generuje stres. Staram się być konsekwentny, a Justyna jest miękka, łagodna, więc czasem dochodzi do jakiejś wymiany zdań. Marzyliśmy o dziecku, ale na początku oboje byliśmy w szoku. Wszystko było dla nas nowe. Kiedy córeczka miała ponad miesiąc, musiałem wyjechać na Dakar. To było trudne. Dziś Nina ma rok i cztery miesiące, jest bardzo ruchliwa i energiczna, o czym mogłem się niedawno przekonać, bo zostałem z nią na tydzień sam – żona pojechała do Los Angeles robić sesję zdjęciową do swojej marki odzieżowej. Ani razu nie zdążyłem zjeść nic ciepłego. Gdy nakarmiłem Ninkę, to już trzeba było organizować jej kolejne atrakcje. W domu pomaga nam niania – pani Ewa, przychodzi na kilka godzin dziennie, bo oboje pracujemy.

Justyna po ukończeniu historii sztuki pracowała w Desie, potem w Centrum Sztuki Współczesnej. W tych instytucjach dużo się nauczyła, ale brakowało jej nowych wyzwań. Od dawna interesowała się modą, była asystentką stylistki, potem zajmowała się PR w jednej z firm odzieżowych. Myślała o własnej marce i w końcu zrealizowała to marzenie z przyjaciółką. Z Brygidą stworzyły The Odder Side, w której zajmują się wszystkim – od projektu, wyboru materiałów po sprzedaż. Bardzo podobają mi się ubrania, które tworzą, są bardzo kobiece, a zarazem na luzie.

"Lubimy cieszyć się życiem i je smakować"

Mamy podobny gust, lubimy te same książki, filmy, seriale. Mieszkamy w kamienicy z lat 30. XX w., bo cenimy rzeczy z duszą. Ja kocham stare samochody, a ona interesuje się wystrojem wnętrz i wyszukuje meble vintage. Inwestujemy w sztukę, obrazy – dzięki żonie zaczynam już rozpoznawać artystów. Podczas podróży, które oboje kochamy, często zwiedzamy muzea. Justyna wkłada dużo pracy w przygotowanie wyjazdów. Wybiera ciekawe kraje, szuka interesujących miejsc, znanych restauracji. Lubimy cieszyć się życiem i je smakować. Szkoda tylko, że wciąż mamy tak mało czasu. Gdy Ninka zaśnie, staramy się usiąść, porozmawiać o nas, choć nieraz padamy ze zmęczenia. W codziennym biegu łatwo się zagubić, dlatego zwracamy uwagę na to, żeby zatrzymać się i być tylko dla siebie.

Jakub Przygoński – kierowca rajdowy, członek Orlen Teamu, absolwent Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej, magister zarządzania SGH. Wielokrotny mistrz rajdów enduro, dziewięć razy brał udział w Rajdzie Dakar – na początku na motocyklu, potem w samochodzie rajdowym.  

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 05/2018
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również