Mikroplastik. Zagrożenie, którego nie widać.
Fot. iStock

Mikroplastik. Zagrożenie, którego nie widać.

Obliczono, że do tej pory wyprodukowaliśmy ok. 8,5 miliarda ton plastiku. Co minutę do oceanów wpada ciężarówka syntetycznych odpadów. Są wśród nich znane nam z drastycznych zdjęć torebki, sznurki, słomki, niedopałki papierosów, które nie raz już znajdowano w żołądkach zwierząt. Ale duża część odpadów to plastikowe drobiny, które trudno dostrzec gołym okiem.To tzw. mikroplastiki. Wszechobecne. 

 

Można je znaleźć w wodzie, którą pijemy i w powietrzu, którym oddychamy. W glebie i produktach żywnościowych. Mikroplastiki to są cząstki tworzyw sztucznych – m.in. polietylenu, polipropylenu, polistyrenu, poliamidu, poliesteru czy akrylu – o rozmiarze od 1 µm do 5 mm. Powstają głównie w procesach rozpadu tworzyw sztucznych. Butelki, torebki, plastikowe sztućce nie ulegają biodegradacji, lecz z upływem czasu rozpadają się na mniejsze cząstki. Sprzyja temu działanie promieni UV, tlenu i wysokich temperatur (to dlatego cząsteczki tworzyw sztucznych znaleźć można czasem m.in. w wodzie butelkowanej – migruje do niej z opakowań przechowywanych w nieodpowiednich warunkach). Jak obliczyli naukowcy, najwięcej syntetycznych drobin trafia do środowiska ze ścieranych na drogach opon samochodowych. Drugie miejsce zajmuje tzw. pellet, czyli granulki plastiku używane do produkcji wyrobów z tworzywa. Trzecie – mikrocząstki pochodzące z prania syntetycznych tkanin. Aż 80 proc. zanieczyszczeń znajdujących się w wodach pochodzi z lądu. Między innymi dlatego, że syntetyczne drobiny są tak małe, że urządzenia w oczyszczalniach ścieków nie są w stanie ich wyłapać. I tak trafiają więc do rzek i mórz. Według naukowców z Politechniki Gdańskiej rocznie do Bałtyku wpływa 40 ton mikroplastiku. Znaleziono go w ciałach wszystkich organizmów morskich. Może więc, pałaszując flądrę w nadbałtyckiej smażalni, zjadasz przy okazji… resztki swojego peelingu do ciała? 

Z kosmetyczki do oceanu

Mikroplastiki, czyli m.in. granulki z polietylenu lub poliestru popularne były zwłaszcza w peelingach i złuszczających żelach pod prysznic. Polubiłyśmy je, bo w odróżnieniu od naturalnych drobin złuszczających, np. pestek owoców, były delikatniejsze, mniej szorstkie. Ale mikroplastiki wykorzystywane są także do produkcji past do zębów, kremów i balsamów do ciała, podkładów, pudrów, szminek… Pełnią  rolę zagęstników, substancji ułatwiających poślizg lub np. zapewniających cerze matowy wygląd. 

Unia Europejska zaleciła wycofanie mikroplastików do 2020 roku, ale większość firm kosmetycznych zaczęła robić to już wcześniej. Nie produkuje się już peelingów z plastikowymi kuleczkami, branża wraca do składników naturalnych. Trudniej jest jednak zastąpić poliakrylany, służące jako zagęstniki, albo polimery metakrylanowe, dzięki którym kosmetyki mają działanie matujące. A klientki owszem, chcą dbać o środowisko. Chętnie sięgają po kosmetyki, które mają naturalny skład. Ale pod warunkiem, że są tak samo skuteczne i wygodnie w użyciu jak te z syntetycznymi składnikami. 

Wiele firm z branży beauty dołącza do międzynarodowej kampanii Beat the Microbead, propagującej wyeliminowanie mikroplastików. Ich listę znajdziesz na stronie beatthemicrobead.org. Sprawdź, czy jest na niej twoja ulubiona marka!

Jak mikroplastiki wpływają  na zdrowie? 

Badania trwają, a naukowcy nie udzielili jeszcze jednoznacznej odpowiedzi. Wiosną tego roku WHO zaprosiła do prac nad oceną szkodliwości plastikowych drobin specjalistów z różnych branż. Toksykolodzy, chemicy, mikrobiolodzy analizują, jakie zagrożenie może nieść kontakt z cząstkami mikroplastiku pochodzącymi ze środowiska.

Według niemieckich badaczy co tydzień z jedzeniem, piciem i wdychanym powietrzem, do naszego organizmu może trafiać ok. 20 g mikroplastiku. Uważa się jednak, że drobiny o rozmiarach co najmniej 150 mikrometrów prawdopodobnie nie są absorbowane przez organizm  – jeśli je połkniemy, zostają wydalone. Nie wiadomo jednak jeszcze, co dzieje się z mniejszymi cząstkami, które trafiają do płuc i układu trawiennego. Podejrzewa się, że mogą kumulować się w różnych organach, zakłócać ich pracę, wywoływać reakcje alergiczne. Co gorsza, zagrożeniem mogą być nie tylko same cząsteczki plastiku, lecz uwalnianie przez nie chemikalia (m.in. tzw plastyfikatory, czyli m.in. ftalany używane w procesie produkcji opakowań z tworzyw sztucznych). Do plastikowych cząstek łatwo mogą przylegać też toksyny – węglowodory aromatyczne i pestycydy – a także chorobotwórcze mikroorganizmy: bakterie, wirusy, które w ten sposób przedostają się do organizmu... 

Możesz pomóc. Wybieraj to, co naturalne

Troska o środowisko jest jednocześnie troską o nasze zdrowie. Warto o tym pamiętać, dokonując codziennych wyborów. Im mniej tworzyw sztucznych będziemy używać, tym mniej odpadów wygenerujemy. Proste. A jednak niełatwe do zrealizowania. Ponieważ sztuczne tworzywa są wszędzie. W kuchni, w łazience, w garderobie. A przemysł wciąż dostarcza ich więcej. Obliczono, że tylko w Europie produkuje się prawie 60 mln. ton plastiku rocznie. A ten, gdy już trafi do środowiska, zostanie tam prawdopodobnie na kilkaset lat. Jakie mamy wyjście? Pamiętajmy, że popyt rodzi podaż. Dokonujmy świadomych zakupów, wybierajmy produkty naturalne. Segregujmy śmieci, żeby ponownie wykorzystywać tworzywa, które już trafiły do obiegu. Już w momencie kupowania produktu pomyślmy, jakie będą jego dalsze losy. Zmiany wymagają czasu, ale wspólnymi siłami da się je przeprowadzić. Choćby po to, żeby ze spokojem pałaszować świeżą flądrę w knajpce przy plaży.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również