Miłość jest umową. Dlaczego relacja to coś więcej niż związek dwóch dusz
Fot. iStock

Miłość jest umową. Dlaczego relacja to coś więcej niż związek dwóch dusz

Tak, brzmi to mało romantycznie, ale miłość to nie tylko metafizyczny związek dwóch dusz. Ty i on umawiacie się: jacy jesteście wobec siebie nawzajem, czym się zajmujecie w domu, poza nim. A co, jeśli komuś się zmieni? Umowę trzeba renegocjować – mówi Alicja Krata, mediator, założycielka Szkoły Miłości.

Na co umawiają się ludzie, którzy wchodzą w związek?

Alicja Krata: Umawiają się na wiele rzeczy, ale większości nie są świadomi. Najczęściej automatycznie powielają wzorce rodzinne. Powiedzmy, że kobieta pochodzi z domu, w którym to mężczyzna zarabiał. Być może ona uważa, że to naturalne i że mąż będzie utrzymywał ją i dzieci. A jego rodzice zarabiali oboje. Te narzucone role nie zawsze są dla nas satysfakcjonujące. Wchodząc w nie bezrefleksyjnie, bywamy nieszczęśliwi. Ale często nie mamy odwagi ani motywacji, żeby wypracować nową umowę i wtedy zaczynamy mieć do drugiej osoby pretensje: „Bo ty jesteś taki… to przez ciebie!”, albo próbujemy znaleźć to, czego nam brakuje, w relacjach z innymi ludźmi. Pracowałam kiedyś z parą: oboje pochodzili z rodzin, w których ojcowie byli nieobecni, wracali późno. Umówili się, że ona urodzi dziecko, on zarabia. Pracował na półtora etatu, przychodził do domu zmęczony. A ona oczekiwała adoracji. Czuła się odrzucona. Wdała się w romans. Dopiero, gdy trafili do mediatora, zaczęli się zastanawiać, czego tak naprawdę chcą od związku. Żona stwierdziła: „Wolałabym, żebyś ze mną rozmawiał, chodził do kina, teatru, na spacery”. Mąż na to: „W takim wypadku muszę zrezygnować z dodatkowej pracy”. Dogadali się. Ona otworzyła własną działalność, dokłada się do budżetu, on ma dla niej więcej czasu i czułości. Szkoda, że tak późno zaczęli o tym mówić.

Bywa, że umawiamy się na coś na początku, a potem przychodzi życie i wszystko zmienia. Potrzebujemy nowej umowy. Co wtedy?

Przede wszystkim trzeba dostrzec te zmiany. Nazwać je, wspólnie zastanowić się: czego ja teraz potrzebuję? A ty? Najgorzej, kiedy jedna strona przyjmuje: „ja się rozwijam, ty stoisz w miejscu”, Od tego tylko krok do pretensji, obwiniania – partner wycofuje się, zaczyna uciekać z relacji. Warto jest dostrzec, co on do tej pory zrobił dla związku, dla nas. Docenić to. Powiedzieć: „Ty przez kilkadziesiąt lat zarabiałeś na dom. Dzięki temu mogłam skończyć szkołę, zdobyć doświadczenie, znaleźć dobrą pracę. Ty straciłeś swoją, teraz ja dam tobie przestrzeń i czas, żebyś mógł się rozwijać, znaleźć swoje miejsce”. Zawsze zachęcam pary, by usiadły, porozmawiały. Co się zmieniło w naszym życiu? Jakie są w związku z tym nasze indywidualne potrzeby? A te wspólne? A co z dziećmi, co dla nich będzie najlepsze? Czego ja oczekuję od ciebie, a ty ode mnie? Na co się godzimy? I spisać to.

Jak kontrakt? Naprawdę na piśmie?

Tak, bo to do czegoś obliguje, poza tym pamięć jest zawodna. Każdy taki kontrakt partnerski o rok, dwa lata warto wyjąć z dna szuflady, wspólnie przejrzeć. Zastanowić się: co udało nam się zrealizować? Co nie wyszło i dlaczego? Co nam służy? Co chcemy zmienić, dodać, ująć? Jakie mamy cele jako para, jako rodzice, przyjaciele, kochankowie, partnerzy? Żeby być na bieżąco.

Czasem obie strony chcą czegoś innego. Na przykład: on chce dziecka, a ona nie. Tu nie ma chyba mowy o wspólnych celach?

Niekoniecznie. Przyszło do mnie kilka lat temu małżeństwo dokładnie z takim problemem. Mieli syna. Ona straciła drugą ciążę w szóstym miesiącu. Przeżyła traumę i nie chciała tego drugi raz przechodzić. Zaczęliśmy pracę. Rozmawialiśmy o wartościach. Co kryło się za jego pragnieniem posiadania drugiego dziecka? Chciał „rozpowszechnić swój materiał genetyczny”? Chciał, by syn nie dorastał jako jedynak? Marzył o dużej rodzinie? Przy dwóch ostatnich odpowiedziach możliwe są przecież inne rozwiązania. Na przykład adopcja. I faktycznie, na to właśnie się zdecydowali. Trzeba dotrzeć do najgłębszej motywacji, odkryć, co stoi za konkretną potrzebą, pragnienie realizacji jakiej wartości? Może się okazać, jak w przypadku tego małżeństwa, że na poziomie wartości istnieje zgodność. I tylko mamy inne pomysły na to, jak wcielić nasze cele w życie. Ale tutaj jest już duże pole do negocjacji, wypracowania kontraktu.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 02/2015
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również