Żony depresji. Jak towarzyszyć partnerowi w chorobie?
Fot. David Prado/ Stocksy United

Żony depresji. Jak towarzyszyć partnerowi w chorobie?

Cierpi na nią więcej kobiet niż mężczyzn. Ale ta choroba ma także „męską twarz”. Jak towarzyszyć człowiekowi, który odpływa w strefę rozpaczy i zniechęcenia? Jak go nie stracić? Porozmawiajmy o tym. Jeśli twój partner zmaga się z depresją, opisz nam swoje doświadczenia. Warto się nimi dzielić, to może pomóc innym.

DOROTA z Gdańska, żona Daniela

Lato 2019.

Naciąga na siebie koc, odwraca się do ściany. Szósta wieczorem. Powiedział, że jest zmęczony. A mieli jechać po dywan do salonu. Trudno. Wobec tego ona pójdzie na spacer z psem. Zostawia obok łóżka kubek z malinową herbatą. - Zaciągnij zasłony – prosi Daniel. Dwie godziny później herbata pozostaje nietknięta, on leży w tej samej pozycji. - Co mu jest? - pyta Bartosz, ich syn, kiedy ojciec odmawia przyjścia na kolację. - Pewnie coś w pracy – domyśla się Dorota. Zasypia przytulona do pleców męża nieprzebranych w piżamę, Daniel nie miał siły. Nazajutrz idzie do pracy nieumyty, naciąga byle jaki sweter. Wieczorem kładzie się spać wcześnie, trzy razy prosi, żeby Bartosz sprawdził, czy drzwi wejściowe są zamknięte na oba zamki. „To pewnie wiosenne przesilenie” - pociesza Dorotę matka. „Co ci jest kochanie?” - ona pyta męża. Słyszy, że nic. Bierze prysznic, wsuwa się do łóżka w obłoczku jego ulubionych perfum. Daniel nie reaguje. Także, gdy ona kładzie mu rękę na udzie. Nic. Ściana. Dorota jest zła, potem smutna. I przestraszona.

Jesień 2019.

„Pewnie jakaś chandra, może to kwestia wieku?” - siostra głaszcze ją po dłoni. Dwa tygodnie chandry? I skąd to zmęczenie, skoro Danie przestał biegać i chodzić na basen? - Dorota nie rozumie. Opuścił go poranny entuzjazm, który ona tak lubi. „No maleńka, trochę popracujemy, a wieczorem wypad do kina?” Nie, już nie. Nigdzie nie byli od miesiąca. „Dora, mów śmiało, coś się u was dzieje? Daniel trochę nawala w pracy, podciągam za niego parę spraw, żeby szef się nie pokapował...” - dzwoni Radek, przyjaciel. Ona musi coś wymyślić, szybko. Daniel leczy zęby, bierze silne leki, to pewnie od tego – nic lepszego nie przyszło jej do głowy. „Musisz mi powiedzieć, co jest grane” - wieczorem dotyka jego policzka. Oczy Daniela są puste. Dorota dzwoni do matki: „Może to przeze mnie? A może on kogoś ma?” Niemożliwe, nie zaniedbywałby się tak – twierdzi matka. „Coś w firmie?” - Dorota próbuje dopytać, przytula się od tyłu, gdy mąż stoi przy oknie. „Ta firma mnie coraz bardziej przeraża, chyba nie nadaję się na menadżera. Do dupy z tym wszystkim” - Daniel macha ręką. Rano oświadcza, że idzie do lekarza po zwolnienie. Musi odpocząć, doczekać do urlopu. Prosi, żeby Dorota powiedziała człowiekowi, który kosi trawę za oknem, że jemu głowa od tego pęka. Pęka tak, że Daniel ma ochotę przestać żyć.

Diagnoza.

- Pierwsze uczucie? Bezradność. Bo nie wiem, co mu właściwie jest i nie potrafię pomóc – mówi Dorota. Ładna czterdziestolatka, radca prawny. Gdy zachowanie męża nie dawało się już tłumaczyć kryzysem formy, zadzwoniła do koleżanki psycholożki. - Powiedziała, że to może być depresja... - Dorota rozkłada ręce. Z chorobą męża mierzy się od roku lat. Opowiada: - Na wizytę u specjalisty zgodził się po tym, jak dostałam szału, bo kolejny raz powiedział, że wolałby umrzeć niż żyć w takim świecie. Jakim?! Tak ci z nami źle?! -  rzuciłam się na niego z pięściami. To go trochę otrzeźwiło. Już rozumiał, że jest chory, to inteligentny facet. Psychiatra był miły. Najpierw rozmawiał z Danielem, potem ze mną. Tak, to depresja, mogą wydarzyć się rzeczy, z którymi dotąd nie miałam do czynienia – powiedział poważnie. Miał rację. Kilka miesięcy temu Daniel zaległ w łóżku na siedemnaście dni. Przeleżał naszą rocznicę ślubu. Otworzyłam wino i naszła mnie myśl: to ja jestem winna, coś zaniedbałam. Może za długo siedzę w pracy, za słabo gotuję, źle wyglądam? Odreagowywałam na Bartoszu, wściekałam się – bo za długo siedzi w necie, bo nie posprzątał pokoju. W poczuciu winy zamykałam się w łazience i kompulsywnie jadłam nutellę. A Daniel był jak ze szkła. Próbowałam powiedzieć, że się pogubiłam, a on w kółko powtarzał: „Przestań”. Przyjaciółka tłumaczyła: nie reaguje, bo nie rozumie, co przeżywasz. Ale dlaczego nie rozumie? Zawsze rozumiał. Najpierw byłam rozżalona. Trzęsły mi się ręce, menadżerka mojej kancelarii, spytała, czy nie chcę kilku dni urlopu. A więc jeszcze to – zachowanie Daniela odbija się na mojej pracy! Wróciłam do domu i wysyczałam mu to w twarz. Zaszyłam się w kącie garderoby i gryzłam pięść. Przecież powinnam mu współczuć! Nie umiem. Powinnam wziąć się w garść. Nie umiem. Nie umiem być żoną chorego na depresję – uzmysłowiłam sobie.

Dziś.

„Weź lekarstwo”, „Nie, nikt nie puka, jesteś bezpieczny”, „Umyć ci włosy?”. Tak mówi do niego od kilku miesięcy. Nie uprawiają seksu, nie żartują. Nic nie jest jak kiedyś. Choć BYWA, jak kiedyś. Czuły gest, pomoc w ułożeniu rzeczy na pawlaczu, kilka dni w dobrym humorze – to przypomina jej o dawnym Danielu. Ale na razie jest inny niż mężczyzna, którego kochała. Lękliwy, a nigdy się nie bał. Zmęczony, a biegał maratony. Rozsypany, a to on stawiał ją do pionu, gdy miała problemy z pracą, albo zły sen. Musiała się przyzwyczaić, że teraz on jest trochę jak dziecko. Daniel ma długie zwolnienie, już nie zarabia, jak kiedyś, gdy dostawał premie za wystrzałowe pomysły. Dorota musi dorabiać, jest wyczerpana. - Ale widzę, że leki działają, Daniel powoli wychodzi z cienia. Jednak boję się myśleć o przyszłości, przestałam mieć plany i marzenia. W tym sensie czuję się poszkodowana – mówi. Stara się na spokojnie „uczyć” depresji. Już wie, że Daniel ma zaburzoną biochemię w mózgu, niewykluczone, że od ciągłego stresu, który teraz „podkręciła” izolacja w trakcie epidemii. Ale równie dobrze przyczyna może być inna. Depresja jest jest jak zła czarownica, które nie powie, skąd przychodzi. Jednak Dorota będzie walczyć. - Pamiętam pewien dzień w Tatrach, kilkanaście lat temu. Poszliśmy z Danielem na Orlą Perć. Bałam się przechodzić stromą granią, wtedy on stanął za mną, przeprowadził po wąziutkiej półce. Chciałabym, żeby teraz on czuł się tak bezpiecznie, jak ja w tamtym momencie. Nie dlatego, że chcę się odpłacić. Dlatego, że go kocham.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również