Relacje

Czy praca to dobre miejsce, żeby poznać partnera? Psycholog wskazuje korzyści i ryzyka

Czy praca to dobre miejsce, żeby poznać partnera? Psycholog wskazuje korzyści i ryzyka
Kadr z serialu Mad man
Fot. Materiały prasowe.

Psychologowie mówią, że związki, które zaczęły się w pracy, mają solidny fundament: podobne wartości, podobne cele życiowe, wspólne tematy do rozmów. W pracy mamy okazję do poznania się nawzajem w stresie, zmęczeniu i działaniu. Jak to jednak wygląda w praktyce? Sprawdzamy.

Picuś w spodenkach w kratę. Prymusik, co wszystko wie. Tak o nim pomyślałam. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, raczej slow burn romance – śmieje się Agata. Od lat pracuje w niewielkiej agencji badań społecznych. Jej mały zaprzyjaźniony zespół nie przyjął dobrze nowego pracownika, Marcina: – Podśmiewałyśmy się z niego, a on się czerwienił. Marcin się zna na modzie, niech on się wypowie. Marcin na pewno wie i nam wytłumaczy. A co na to nasz superekspert? Tak mu docinałam. Ale zaczęłam też zauważać i cenić to, że nieźle radził sobie ze szpilami, które mu wbijałyśmy. Często po prostu naprawdę znał odpowiedź. Odpuściłyśmy mu, kiedy zobaczyłyśmy, że umie sobie radzić z trudnymi osobami podczas badań fokusowych – obłaskawiał krzykaczy, sfrustrowanych uczestników, którzy potrafią zdominować grupę i emocjonalnie ją zdezorganizować. Kiedy spadł pierwszy śnieg, wybraliśmy się całym zespołem na biegówki i pijąc herbatę z jego termosu, po raz pierwszy pomyślałam, że go lubię. A potem zmarł mój tato. Stałam przy kserokopiarce i płakałam, a Marcin po prostu podszedł i mnie objął.

Czy praca to dobre miejsce, żeby poznać partnera?

Portal praca.pl podaje, że co czwarta z nas poznaje życiowego partnera w miejscu pracy. Aż 40 proc. Polaków ma za sobą biurowy romans. Czy te gigantyczne liczby są prawdziwe? Może tak, skoro w pracy spędzamy jedną trzecią życia? Badania z wielu krajów pokazują, że związki, które zaczęły się w pracy, często cechuje dobre dopasowanie. Nie dlatego, że biuro jest kuźnią miłości, tylko dlatego, że łączy ludzi o podobnych wartościach, celach życiowych i sposobach działania. Jakby ktoś już na wejściu zrobił wstępną selekcję.

– Jeśli ktoś zastanawia się, czy praca to właściwe miejsce, by poznać partnera, to powiem tak: jest jednym z najlepszych, żeby zobaczyć człowieka w realnym życiu. Nie jest dobrym pomysłem, by traktować biuro jak portal randkowy, ale naturalność, z jaką wchodzimy tam w interakcje, to korzyść – mówi psycholożka Julitta Dębska, badaczka specjalizująca się w psychologii relacji. – W aplikacjach randkowych widzimy starannie przygotowaną wersję: zdjęcia po 15 podejściach, bio w słońcu i filtrze. W codziennej pracy dzieje się coś, o co trudno na randce. Widzimy prawdziwe „tu i teraz”. Oglądamy się nawzajem w stresie, w konfliktowych sytuacjach, podczas walki o projekt i przy rutynowych czynnościach. Śmiejemy się z tych samych absurdów firmowej rzeczywistości, opowiadamy sobie o życiu w biurowej kuchni – poznajemy się bez fajerwerków. To sprawia, że możemy się zaprzyjaźnić.

Jeśli spotykamy się codziennie, dodatkowo na naszą korzyść działa efekt czystej ekspozycji (zasada odkryta przez psychologa Roberta Zajonca): im częściej widzimy daną osobę, tym bardziej się z nią oswajamy i tym bardziej zaczyna się nam podobać – dodaje Dębska.

Agata i Marcin zostali kumplami. On dał jej oparcie w chwili żałoby, kilka razy wybrali się do teatru: – Stopniowo stało się jasne, że chcemy ze sobą być. Ja wiedziałam od chwili, kiedy wziął urlop i nie mogłam się doczekać jego powrotu. Zrozumiałam, że mi go brakuje, że stał się dla mnie ważny.

Czy związek szef-podwładna ma szansę?

– Miałam taką myśl, że randki, na które umawiałam się w sieci, przypominają proces rekrutacji. Tylko nie wiesz, na jakie stanowisko. Możesz zostać plastrem na czyjeś zbolałe serce albo igraszką na zakończenie wieczoru – opowiada Olga. – I vice versa. Wpisujesz kryteria, niby możesz zawęzić krąg poszukiwań, ale na randkę przychodzi ktoś, kogo nie znasz. Nie rozumie twoich dowcipów i wkurza się z powodów, których nie rozumiesz.

Olga skończyła psychologię, specjalizuje się w szkoleniach z komunikacji w zespołach. Tomka poznała właśnie podczas rozmowy rekrutacyjnej, ale tej na serio, w międzynarodowej korporacji. Siedział naprzeciw niej, obok rekrutera: – W CV, w rubryce zainteresowania, napisałam: kino lat 90. Tomek rozpoczął spotkanie cytatem z filmu „Big Lebowski”, a ja odpowiedziałam w tej samej konwencji. Później często żartował, że tylko dzięki temu dostałam pracę. Okazało się, że to on ma być moim szefem. Cieszyło ją to, bo był życzliwy i dowcipny. Potrafił robić kawę podwładnym, gdy mieli trudne zadania. Czytał nastrój z twarzy rozmówcy, umiał rozładować ciężką atmosferę. Podobał się jej.

Julitta Dębska mówi, że pary, które poznają się w pracy, mają wspólny język: – Moje klientki opowiadają: „On mnie po prostu rozumiał, miał te same stresy w projektach”. W pracy obserwujemy ludzi w momentach, w których nie mają czasu przygotowywać się do interakcji: – Widzimy krótkie spięcia, długie oddechy i zawalone terminy. Jeśli ktoś potrafi być życzliwy, kiedy jest niewyspany, jeśli umie przyznać: „Zrobiłem błąd, naprawię to”, jeżeli umie prosić o pomoc – czujemy, że to są cechy ważne w związku. Moje klientki mówią: „Widziałam, jak traktował stażystki, i myślałam: „Chcę, żeby kiedyś tak traktowano mnie i nasze dziecko”. Albo odwrotnie: „Widziałam, jaki był zimny wobec innych pracowników, i to mnie zatrzymało”. Praca odsłania więcej, niż myślimy – opowiada psycholożka.

Tomasz imponował Oldze. – Miał wiedzę i spokój w stresie. Szybko podejmował decyzje, uczyłam się od niego. Moje nowe koleżanki mówiły, że mam u niego fory i że jest do wzięcia, bo rozstał się z żoną. Nie komentowałam. Pojechaliśmy we dwoje rozwiązać problem w filii naszej firmy w Toruniu. To był ciężki dzień, z kryzysem. Wieczorem zaprosił mnie na kawę. Sygnały alarmowe rozdzwoniły mi się w głowie, ale zostałam na koniak.

Wiele razy zastanawiała się, dlaczego poszła na całość. Przecież wiadomo, że to najbardziej ryzykowny związek – przełożony i podwładna. Skandal i konflikt interesów: – Wtedy, w Toruniu, podczas negocjacji Tomasz uratował mi tyłek. Zjadły mnie nerwy. A on spokojnie wyprowadził nas z impasu, a potem oddał mi stery. Może dlatego weszłam w ten romans? To Tomek zadecydował: będziemy undercover. Bo trzeba się ukrywać ze względu na nią. Bo ją to chroni. Ale i tak czasem milkły rozmowy, gdy wchodziła do pokoju. Jednak nikt o nic nie pytał, a ona nie mówiła. – Spotykaliśmy się nocą w hotelu jak sekretni kochankowie. Na początku miało to swój urok. Ale w pracy nie było nawet muśnięcia dłonią. Rzadko się widywaliśmy. Tomek ciągle wyjeżdżał, nie zawsze ze mną. Czy chciała odejść? Nie, lubiła pracę i dużo się uczyła. Wierzyła, że jakoś się ułoży. Ale za dużo było tej tęsknoty i udawania. Ile można tak wytrzymać? Olga dała radę przez trzy lata.

Życie w tajemnicy to ogromne obciążenie i emocjonalny rollercoaster – komentuje Julitta Dębska.

– Samo ukrywanie ważnej części życia zużywa mnóstwo energii psychicznej, utrzymuje nas w stanie napięcia. Z perspektywy przepisów prawa relacje uczuciowe w miejscu pracy nie są zabronione, ale gdy w grę wchodzi związek szef–podwładna, pojawiają się domysły, komentarze zza pleców, awans czy podwyżka zaczynają być interpretowane przez pryzmat relacji, nie pracy. Szybko czujemy ciężar różnicy pozycji i obawę: jak to wygląda z boku? Czy mój sukces będzie traktowany poważnie? Jedna z klientek powiedziała mi kiedyś: „Przestałam czuć się kompetentna, bo cokolwiek robiłam, miałam wrażenie, że ludzie myślą, że to dzięki niemu”. Niestety, profesjonalizm kobiet wciąż bywa podważany w podobnych sytuacjach.

Czy taki związek może przetrwać? Zdaniem psycholożki mógłby, gdyby partnerzy omówili ryzyko i postarali się o modyfikację układu zawodowego: – W wielu firmach zmiana bezpośredniego przełożonego jest możliwa. Sytuacja uległaby natychmiastowej poprawie. Olga i Tomasz nie dostrzegli tej możliwości. Po trzech latach ona powiedziała „mam dość” i złożyła wymówienie. Ale ich związek przetrwał. Tomek również odszedł z firmy i założył własną agencję konsultingową. Dziś prowadzą ją razem i są małżeństwem.

 

Czy da się rozdzielić pracę od emocji?

Agata i Marcin nie ukrywali się: – Nie obwieszczaliśmy, że jesteśmy parą, ale nie ukryjesz spojrzeń. Jedna z koleżanek przydybała mnie w łazience i spytała, czy jesteśmy razem. Kiedy potwierdziłam, zawołała: „Wiedziałam, coś się nad wami unosiło jak różowa chmurka”. Staliśmy się firmową atrakcją, wszyscy nam kibicowali. Zamieszkaliśmy razem, wszystko robiliśmy razem. Byłam szczęśliwa. Trudności pojawiły się stopniowo i Agata mówi, że się ich nie spodziewała: – Nasze „razem” zaczęło mnie przytłaczać. Nie miałam odskoczni, tego poczucia, że praca to mój świat, bo ten świat był wspólny. Praca stała się przedłużeniem związku, a związek przedłużeniem pracy.

– Jak profesjonalnie pracować nad projektem, jeśli pokłóciliście się właśnie jako para? Rozdzielenie pracy od emocji to jest pierwsze wyzwanie i wiele par nie może sobie z tym poradzić – komentuje Julitta Dębska. – Drugie wyzwanie to radzenie sobie z otoczeniem: nie jest dobrze, jeśli nasz związek staje się „gorącym tematem” w firmie. Nawet gdy staramy się nie podsycać zainteresowania, rozmawiają o nas, domyślają się, często błędnie, snują scenariusze raz o ślubie, a raz o ochłodzeniu uczuć i rozstaniu. Potrzebna jest odporność i wspólna strategia nakierowana na tworzenie przestrzeni prywatnej. A to oznacza zwykle, że jedno z dwojga opuszcza firmę. Agata zdecydowała się zmienić pracę, kiedy po biurze zaczęły krążyć nieprawdziwe plotki, że jest w ciąży. – Nie chodziło tylko o te pogłoski, choć one przelały czarę. Liczba minusów zaczęła mnie przerastać. Marzyłam, żeby mieć własnych znajomych, którzy nie będą wiecznie omawiać mojego związku. Chcieliśmy wziąć wspólny kredyt na mieszkanie, co przy jednym źródle dochodu jest ryzykowne. Chciałam mówić Marcinowi: „pa, do zobaczenia wieczorem”, i trochę się za nim stęsknić.

Każdemu z nas dobrze robi, jeśli mamy kawałek życia niezależny od partnera. Jeśli jest to praca zawodowa – tym lepiej, bo ona daje nam, kobietom, poczucie sprawczości i bezpieczeństwa – podkreśla Julitta Dębska.

Psycholożka dodaje, że choć nie myślimy o tym na starcie relacji, w każdą wpisane jest ryzyko zerwania. Wspólna praca czyni je bardzo obciążającym doświadczeniem. – Miałam klientki, które wyjątkowo długo przechodziły przez żałobę związaną z rozstaniem, ponieważ każdego dnia na korytarzu spotykały byłego. Nie miały możliwości zdystansowania się, a to utrudnia radzenie sobie po rozejściu. Do tego dochodzą pytania ze strony współpracowników, które wciąż otwierają temat na nowo. Warto to wziąć pod uwagę – radzi psycholożka. Nawet jeśli uznamy miejsce pracy za jedno z lepszych miejsc, gdzie dorośli ludzie mogą nawiązać szczere, przyjacielskie relacje, to następne rozdziały związku lepiej pisać daleko od biurowych korytarzy.

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 01/2026