O Gustawie Holoubku opowiada Zofia Turowska. Jakim człowiekiem był wielki aktor prywatnie?
Fot. AKPA

O Gustawie Holoubku opowiada Zofia Turowska. Jakim człowiekiem był wielki aktor prywatnie?

Gustaw Holoubek, jeden z największych polskich powojennych aktorów. Pamiętają Państwo jego rolę w „Pętli” Hasa, „Lawie” Konwickiego? Jeśli nie, koniecznie nadróbcie zaległości. A jakim był człowiekiem? Zabawnym, zdystansowanym. Snującym przez całe życie niezliczoną liczbę anegdot i facecji. Zakochanym w życiu. Właśnie ukazała się piękna książka „Gustaw. Opowieść o Holoubku” Zofii Turowskiej.

Mówi pani „nie był amantem”, ale miał na koncie trzy małżeństwa. Zawsze zakochiwał się w młodszych kobietach, coraz młodszych…

Urok Holoubka polegał na tym, że w ogóle nie musiał uwodzić, on był. Miał w sobie stałość. Kiedy interesował się na poważnie jakąś kobietą, to można było mieć pewność, że to poważna znajomość. Że będzie można się na nim oprzeć, że nie zrobi krzywdy, nie zawiedzie. Zuzanna Łapicka powiedziała kiedyś o Gustawie: „On nie romansuje, on się oświadcza i żeni”. W swoich miłościach był długodystansowcem. Z ostatnią żoną Magdą Zawadzką żył ponad 35 lat.

A poprzednie małżeństwa? Pierwszy związek rozpada się, gdy Gustaw Holoubek postanawia przeprowadzić się wraz z żoną Danutą Kwiatkowską i ich córką Ewą do Warszawy.

Tak, pierwsze małżeństwo rozpada się po 13 latach. Jako małżeństwo przeszli twardą szkołę życia. Oboje chorowali na gruźlicę. W ostatnich miesiącach w Katowicach Holoubek grał już bardzo osłabiony. Miał ciągły stan podgorączkowy, ledwo powłóczył nogami. W końcu lekarze zalecili przerwanie pracy i skierowali go wraz z żoną do sanatorium w Zakopanem. Córka musiała być osobno, w prewentorium, by nie zaraziła się od rodziców. W różnych sanatoriach, często rozdzieleni, spędzili dwa lata. Gustaw dużo czytał, polegiwał na tarasie. Dla niego pobyt w Zakopanem był rodzajem katharsis. Kiedy zostali wyleczeni odkrytą w tym czasie streptomycyną, Holoubek, zwolniony już wtedy z funkcji kierownika artystycznego śląskiego teatru, postanowił, że już tam nie wrócą. Był już zupełnie na innym etapie życia. Przenoszą się do Warszawy. On w warszawskich teatrach odnalazł się błyskawicznie, ona osamotniona, przytłoczona stolicą zapadła na nostalgiczną chorobę. Zrezygnowała z zawodu, zajęła się wychowaniem córki Ewy. Szkoda, bo była niezwykle piękną i zdolną aktorką tragiczną. Potem w życiu Gustawa przyszedł czas na kolejną miłość. Wiąże się z przepiękną Mają Wachowiak (naprawdę miała na imię Maria, ale wszystkich prosiła, by zwracano się do niej Maja – red.). To młoda aktorka, panienka z dobrego, zamożnego domu na Saskiej Kępie. Poznają się na planie „Pożegnań” Wojciecha Jerzego Hasa. Wachowiak tak bardzo chce dobrze wypaść przed Holoubkiem, że wcześniej ogląda „Pętlę” z jego udziałem. Była w nim szaleńczo zakochana. Po jakimś czasie zawiązuje się romans. W przerwie zdjęć do „Spotkania w bajce” biorą ślub cywilny. A po paru miesiącach kościelny, o którym mówi cała Warszawa. Wesele odbywa się w pałacu w Jabłonnie. Jak opowiadał Staś Dygat, przyjaciel Gustawa, wszystko przebiegało z niesamowitym zadęciem, a młodzi państwo Holoubkowie złośliwie nazywani byli „Hrabiostwem Wachowiakowstwem”. Wesele jest tak wystawne i głośne, że zostaje opisane w „Miazdze” przez Jerzego Andrzejewskiego. Oczywiście nazwiska zostają zmienione, ale łatwo doszukać się autentycznych postaci z życia publicznego. Kilka lat uchodzą za parę idealną. Wachowiak pragnie grać i robić karierę u boku męża, jednocześnie wymagając, by on nieustannie podwyższał ich życiowy standard. Z domu wyniosła potrzebę wygody i luksusów. A Gustawowi zdarza się pożyczać pieniądze od Dygata na taksówkę, a nawet na autobus i papierosy. Po kilku latach podejmują decyzję o separacji. Holoubek skomentuje koniec małżeństwa z Mają Wachowiak jak zwykle bardzo elegancko: „Najpierw zaniedbałem Maję, a dopiero potem poznałem Magdę. To nie było coś za coś”.

Wróćmy do aktorstwa. Na przełomie lat 50. i 60. Holoubek wiąże się zawodowo z Wojciechem Jerzym Hasem. To w jego filmach gra znaczące role. W „Pętli, „Rękopisie znalezionym w Saragossie”, „Pożegnaniach”. To była bardzo ważna zawodowa relacja.

Niewątpliwie. Wkrótce przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Has jest zachwycony Holoubkiem. Jego poczuciem humoru, niezwykłą błyskotliwością. Wszyscy są pod wrażeniem, że Holoubek w tym kostiumie szanowanego, statecznego intelektualisty potrafił zaskoczyć np. opowiadaniem najbardziej sprośnych dowcipów, uroczych facecji, które snuł z pokerowym wyrazem twarzy, rozbawiając wszystkich do łez. Towarzysko rozkwitał, brylował i kradł – jak to się dziś mówi – show na przyjęciach i spotkaniach. Film go szybko dostrzegł i pokochał. Lata 60. były dla niego niezwykle aktywne. Jerzy Hoffman odkrył jego komediowy talent w „Gangsterach i filantropach”, zobaczył w nim „kowboja” z Ziem Odzyskanych w „Prawie i pięści”. Niedawno ktoś w rozmowie ze mną wyraził żal, że Holoubek na miarę swojego talentu nie został w pełni wykorzystany w polskim filmie. A ja powiem: daj mi, Boże, mieć chociaż cztery takie role w filmie, jakie miał Holoubek w Hasowskim „Rękopisie znalezionym w Saragossie” i „Pętli” czy w „Salcie” i „Lawie” u Tadeusza Konwickiego. To są role, które przeszły do historii polskiego filmu i będą z nami na zawsze.

Całą rozmowę przeczytasz w czerwcowym numerze Pani. Już w sprzedaży!

PANI teaser0621

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 06/2021
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również