Relacje

„Ja w twoim wieku…”, czyli jak pogodzić racje starszych i młodszych? Terapeutka o odwiecznej walce międzypokoleniowej

„Ja w twoim wieku…”, czyli jak pogodzić racje starszych i młodszych? Terapeutka o odwiecznej walce międzypokoleniowej
Fot. GettyImages

„Ja w twoim wieku...” – te słowa wypowiedziane (zazwyczaj autorytatywnie) przez starszą osobę działają na młodszą jak zapalnik. Jak zakończyć odwieczną walkę pokoleń i uzdrowić relacje rodzinne, mówi psychoterapeutka Marlena Ewa Kazoń.

Gdy w rozmowie osób z dwóch pokoleń padają słowa "Ja w twoim wieku...", często zmieniają jej tor z przyjaznej na waleczny. Młodsza nagle przestaje mówić o sobie, zaczyna się bronić. Bo zdanie, które wypowiada starsza, rzadko jest tylko sugestią czy wspomnieniem – częściej komunikatem: „Twoje przeżycie jest mniej ważne niż moje”. Albo jeszcze boleśniej: „Nie masz prawa czuć tego, co czujesz”.

W terapii ten (powtarzający się) motyw wygląda tak:

  • Młodsza osoba nie pragnie na siłę wygrać dyskusji – po prostu chce być dostrzeżona, nawet doceniona przez starszą (ważną dla niej) osobę. Zależy jej również na tym, by decydować o sobie i podejmować własne decyzje. 
  • Starsza osoba często wcale nie chce zranić — broni tylko swojej historii: sensu własnych poświęceń i przekonań, które pomagały jej przetrwać. Bo jeśli ktoś przez lata żył w trybie „zacisnę zęby i przejdę”, widok kogoś, kto mówi „nie daję rady”, potrafi wywołać w nim nie współczucie a panikę. Ta panika bywa przebrana za pogardę. Albo za moralizowanie.

Walka pokoleniowa na przykładzie moich pacjentów (imiona zmienione)

Przypadek Katarzyny, 29-latki
Gdy Kasia opowiada o mamie, ma w oczach mieszaninę miłości i bezsilności. Mówi: „Ja ją kocham, ale po każdym spotkaniu czuję, że jestem gorsza”. Jej mama ma 56 lat i powtarza: „Ja w twoim wieku miałam dziecko, pracę, dom, nie było czasu na fanaberie.” Dla mamy to jest opowieść o sile – dla Kasi to uderzenie w miejsce, które już boli. Bo Kasia nie walczy o to, by mama przyznała jej rację. Tylko o to, by nie wstydzić się smutku. Gdy pytam, jak czuje się w trakcie tych „ataków”, nie odpowiada "jest mi przykro”, tylko „ja się wtedy kurczę. Znów jestem dzieckiem. Mam ochotę przeprosić, że żyję inaczej”.

I to jest sedno terapeutyczne: słysząc „ja w twoim wieku”, tracimy pewność siebie, czujemy się oceniani, a nie kochani. Aktywuje się w nas lęk, że jeśli nie spełnimy czyjejś miary, stracimy miłość. 

Kiedy przyjrzymy się mamie Kasi, zauważymy, że wcale nie jest „zimna” z natury. Jest po prostu napięta, i to od lat. Dźwiga swoje doświadczenia jak ciężką walizkę. W tej walizce jest zmęczenie, samotność, ale też żal, że nikt jej wtedy nie spytał: „A ty jak się czujesz?”. Starsze osoby często nie nauczyły się mówić językiem emocji, bo w świecie, w którym dorastały, emocje nie dawały bezpieczeństwa. Dawało je „bycie twardym”. Dlatego gdy mówi córce: „Ja w twoim wieku…”, pod jej poradą kryje się niewypowiedziane: „Nie umiem ci pomóc, więc próbuję cię popchnąć do działania, dać siłę, którą znam”. Tylko że to pchanie nie daje ukojenia. Pchanie oddala.

Wskazówka psychoterapeutki:
Kasia powinna w końcu powiedzieć: „Mamo, gdy porównujesz moje życie do swojego, czuję wstyd i zamykam się na ciebie. Potrzebuję, abyś najpierw mnie wysłuchała i powiedziała: „Rozumiem, że Ci jest trudno”. Potem możesz opowiedzieć mi o sobie, chętnie wysłucham twojej historii". To zdanie jest jak próba zbudowania mostu. Nie komunikuje drugiej stronie: „Jesteś zła”, tylko „To, co mówisz mnie rani", ale też zapewnia: „Nie oddalam się - chcę, żebyśmy były bliżej”. 


Przypadek Marka, 43-latka
Marek przychodzi na terapię z synem. Mówi: „Dla niego liczy się tylko telefon. Ja w jego wieku pracowałem, pomagałem rodzicom. Miałem dyscyplinę!”. Syn milczy, bo już doskonale wie, jak to spotkanie się skończy: ojciec wyleje na niego złość, a on będzie czuł się winny. Kiedy proszę syna, aby powiedział, co słyszy w słowach ojca, mówi cicho: „Że jestem słaby. Że go rozczarowuję”, a wtedy ojciec reaguje oburzeniem: „Przecież ja chcę cię zmotywować!”. Słowo „motywacja” bywa w terapii zasłoną. Bo pod nim często kryje się czułe: „Boję się o Ciebie”. Tylko że Marek - w wielu swojego syna - nie nauczył się mówić o strachu. Nauczył się, że musi działać.

Gdy Marek na chwilę przestaje walczyć o rację, mówi: „Nie wiem, jak go wspierać. Boję się, że mu życie ucieknie”. I to już nie jest działający ojciec przeciwko synowi. To czuły ojciec, który stoi na krawędzi bezradności. Syn też ma swoją prawdę, której Marek wcześniej nie słyszał: „Tato, ty robiłeś błędy, o których wszyscy zapominali. A moje mogą zostać na zawsze. W sieci. W klasie. W oczach ludzi”. Dla syna telefon nie jest tylko rozrywką, ale też schronem, jedynym miejscem, gdzie nikt go nie ocenia. Gdy dociera to do Marka, następuje przełom: zaczynają rozmawiać o tym, co obaj czują. I to jest prawdziwa zmiana w relacjach: przejście od „wytrzymaj” do „powiedz mi, co cię boli”.

Przypadek Oli i Bartka, pary 30-latków 
Teściowie, patrząc na ich życie, ciągle zasypują ich komentarzami: „Kiedyś to się nie rozmawiało o emocjach”. „Kiedyś kobieta nie robiła problemu z (i tutaj przykład)”. „Kiedyś mężczyzna nie zajmował się domem i dziećmi”. Ola po takich słowach czuje wściekłość, bo słyszy w nich przekaz: „Wasze wybory są gorsze od naszych”, Bartek z kolei milknie, bo w nim budzi się lojalność wobec swoich rodziców. W tym przypadku konflikt pokoleniowy nie sprowadza się tylko do walki o to, co jest „lepsze”, ale i do tego, kto ma prawo ustalać zasady w domu.

Wskazówka psychoterapeutki:
Ola i Bartek uczą się nie wchodzić w debatę o tym, że "kiedyś było inaczej". Starają się odpowiadać teściom spokojnie, ale stanowczo: „Szanujemy wasze doświadczenia, ale wolimy własne rozwiązania. I one nie podlegają ocenie”. To podejście do problemu buduje w parze poczucie bezpieczeństwa: „Jesteśmy po jednej stronie”. Starsze pokolenie często przyjmowało na swoje barki trudne emocje, nie licząc się z ceną. Młodsze już częściej mówi: „Ja nie chcę płacić zdrowiem psychicznym za spokój w rodzinie”. Brzmi jak bunt? A często jest to próba uzdrowienia międzypokoleniowych relacji.

Dwa pokolenia, dwie tragedie przetrwania

W relacji międzypokoleniowej nie ma ani lepszych, ani gorszych. Po prostu nauczyliśmy się różnych strategii przetrwania. Starsi często przetrwali dzięki sile, milczeniu, działaniu, „nierozklejaniu się”. Młodsi częściej już próbują przetrwać dzięki nazywaniu, rozumieniu, proszeniu, szukaniu wsparcia. Teraz te strategie się zderzają. Starszy patrzy na młodszego i myśli: „On nie ma kręgosłupa”, młodszy patrzy na starszego i myśli: „On nie ma serca”. A prawda jest taka, że… ten twardziel próbuje ochronić serce, a wrażliwiec ratuje kręgosłup.

Uzdrawiające rozmowy zaczynają się od zdań:  

  • Nie chcę się z tobą licytować na cierpienie. Chcę, żebyś mnie zobaczył.
  • Twoja historia jest ważna. Ale moja też jest prawdziwa.
  • Chcę cię rozumieć, ale potrzebuję, żebyś najpierw ty spróbował zrozumieć mnie.

Jeśli więc kolejny raz usłyszymy „Ja w twoim wieku…”, weźmy głęboki oddech. I po prostu zdobądźmy się na odwagę, by odpowiedzieć stanowczo, ale ciepło i przyjaźnie: „Zanim mi opowiesz o swoją historię, proszę, wysłuchaj mnie. Bo to jest moje życie, i moje odczucia”. Ostatecznie nie chodzi przecież o to, czyje doświadczenia życiowe były cięższe, tylko czy potrafimy wzajemnie się słuchać. I powiedzieć sobie magiczne słowa, które naprawdę nas uleczą: „Opowiedz mi swoją historię. Chcę Cię usłyszeć”.