Rozwój

Najprostszy sposób na wyciszenie układu nerwowego. Wystarczy kilka minut

Najprostszy sposób na wyciszenie układu nerwowego. Wystarczy kilka minut
Fot. Getty Images

Ten prosty rytuał stał się jednym z najgłośniejszych trendów wellness ostatnich miesięcy. W mediach społecznościowych funkcjonuje pod nazwą floor time i polega na czymś zaskakująco zwyczajnym – leżeniu na podłodze.

Nie kosztuje ani złotówki, nie wymaga specjalnego sprzętu, a według tysięcy osób w mediach społecznościowych potrafi uspokoić skuteczniej niż kolejna filiżanka melisy. Brzmi banalnie? Być może. Ale właśnie ta prostota sprawia, że psychologowie i fizjoterapeuci przyglądają się zjawisku z dużym zainteresowaniem. Bo choć Internet przedstawia floor time jako nowość, sam trend nie jest odkryciem, stoi za nim kilka dobrze poznanych mechanizmów. Czy naprawdę kilka minut spędzonych na twardej powierzchni może pomóc wyciszyć układ nerwowy?

Dlaczego właśnie podłoga?

To pytanie pojawia się najczęściej. Skoro chodzi o relaks, dlaczego nie położyć się na wygodnej kanapie albo łóżku? Odpowiedź kryje się w fizjologii. Twarda, stabilna powierzchnia dostarcza układowi nerwowemu bardzo wyraźnych informacji o położeniu ciała. Czujemy ciężar pleców, barków, miednicy i nóg. Mięśnie stopniowo przestają kompensować napięcie potrzebne do utrzymania pozycji, barki opadają, a oddech naturalnie się pogłębia.

Psychologowie opisują ten mechanizm jako grounding, czyli ugruntowanie. To technika wykorzystywana m.in. w pracy z osobami doświadczającymi silnego stresu czy przeciążenia emocjonalnego. Chodzi o świadomy powrót do chwili obecnej poprzez kontakt z ciałem i otoczeniem. Podłoga nie ma magicznych właściwości. Jest po prostu stabilnym punktem odniesienia, który pomaga organizmowi odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

 

Ważny jest oddech

Pozycja leżąca sprzyja rozluźnieniu mięśni, a swobodniejsza praca przepony ułatwia głębszy, spokojniejszy oddech. To z kolei aktywuje przywspółczulny układ nerwowy – część autonomicznego układu nerwowego odpowiedzialną za regenerację, trawienie i odpoczynek.

Badania wskazują, że świadomy oddech przeponowy oraz techniki relaksacyjne pomagają obniżyć poziom napięcia, zmniejszyć odczuwanie stresu i poprawić samopoczucie. Podobnie działają praktyki uważności oraz techniki ugruntowania, które kierują uwagę z natłoku myśli z powrotem na sygnały płynące z ciała i otoczenia.

Warto jednak pamiętać, że nie ma dowodów na to, że samo leżenie na podłodze ma wyjątkowe właściwości terapeutyczne. Korzyści wynikają raczej z połączenia kilku elementów: ograniczenia bodźców, świadomego oddechu, rozluźnienia mięśni i chwilowego zatrzymania, które pozwala organizmowi przejść z trybu mobilizacji do regeneracji.

  • Głęboki oddech przeponowy aktywuje przywspółczulny układ nerwowy, odpowiedzialny za regenerację i wyciszenie organizmu.
  • Techniki grounding (ugruntowania) są stosowane w psychologii do regulacji napięcia i przeciążenia emocjonalnego.
  • Krótkie przerwy od bodźców i świadoma relaksacja pomagają obniżać poziom odczuwanego stresu oraz poprawiają koncentrację.
  • Samo floor time nie zostało jeszcze szeroko przebadane, ale mechanizmy, na których się opiera, są dobrze opisane w literaturze naukowej.

Mikroodpoczynek między kolejnymi zadaniami

Największą zaletą floor time jest jego dostępność. Nie trzeba niczego planować ani kupować. Wystarczy wygospodarować kilka minut pomiędzy spotkaniami, po powrocie z pracy albo wtedy, gdy czujemy, że poziom napięcia zaczyna niebezpiecznie rosnąć.

Coraz więcej psychologów zwraca uwagę, że właśnie takie krótkie przerwy nazywane mikroodpoczynkiem mogą skutecznie ograniczać skutki przewlekłego stresu. Nie rozwiązują problemów, ale pomagają organizmowi nie pozostawać przez cały dzień w stanie alarmowym.

Paradoksalnie jednak, dla wielu osób największym wyzwaniem okazuje się... nicnierobienie, nawet przez krótką chwilę. Kilka minut w ciszy, bez telefonu i bez kolejnych bodźców, bywa trudniejsze niż intensywny trening. To pokazuje, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do ciągłego działania.

 

Jak praktykować floor time?

Nie istnieje jeden właściwy sposób. Najprostsza wersja wygląda tak: kładziemy się na plecach na macie lub dywanie. Ręce układamy swobodnie wzdłuż ciała, nogi lekko rozsunięte. W przypadku dyskomfortu w odcinku lędźwiowym, można ugiąć kolana lub podłożyć pod nie poduszkę.

Odkładamy telefon. Wyłączamy radio. Zamykamy oczy albo wybieramy jakiś punkt, na który kierujemy wzrok (idealnie, gdyby była to ściana zieleni lub chociaż rośliny domowe – dowiedziono, że zieleń ma właściwości uspokajające). Przez pięć–dziesięć minut obserwujemy swój oddech i zwracamy uwagę na miejsca, w których ciało styka się z podłożem. Nie próbujemy na siłę zatrzymać myśli. Wystarczy, że co jakiś czas będziemy wracać uwagą do oddechu, który z każdą chwilą staje się spokojniejszy.

Trend, który przypomina, co naprawdę ważne

Świat wellness nieustannie kreuje nowe rytuały, które mają poprawić samopoczucie, zwiększyć produktywność albo pomóc osiągnąć wewnętrzną równowagę. Czy floor time jest trendem, za którym warto podążyć?

Nie wymaga inwestowania w drogie akcesoria czy suplementy ani opanowania skomplikowanych technik. Nie dokłada też kolejnego punktu do listy rzeczy, które „powinnyśmy” robić dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Przeciwnie – zachęca do świadomego zatrzymania i przypomina, że odpoczynek nie musi być produktywny, by był wartościowy.

Być może właśnie dlatego ten niepozorny rytuał zyskuje taką popularność. W świecie, który nieustannie zachęca do działania, największym luksusem okazuje się kilka minut, podczas których nie trzeba niczego osiągać. Czasem wystarczy po prostu położyć się na podłodze.