Jak oczyścić umysł i dzień po dniu czuć się ze sobą coraz lepiej? Oto wiosenny detoks... psychologiczny!
Fot. istock

Jak oczyścić umysł i dzień po dniu czuć się ze sobą coraz lepiej? Oto wiosenny detoks... psychologiczny!

Wiosna idzie, a ja czuję się kompletnie bez energii. Mam wrażenie, że trudno mi się myśli, mam problemy z koncentracją, czuję się przybita. Ciało i umysł to naczynia połączone, ale często o tym zapominamy. Skupiamy się na dietach oczyszczających, odnowie biologicznej. A co z psychiką? Jak oczyścić głowę, by zrobić w niej miejsce na nadzieję i plany na przyszłość. Żeby znów się chciało chcieć?

Rozmaite detoksy robią od kilku lat furorę. Stosujemy je, by pozbyć się toksyn z organizmu, poczuć przypływ sił. Ale złe emocje, niszczące myśli też nas zatruwają. I same z siebie nie znikną. Warto się i z nich oczyścić, by zrobić miejsce na nadzieję, pasję życia, apetyt na nowe doświadczenia, zadowolenie. Oto tygodniowy program detoksu psychologicznego. Można zastosować się do niego w całości lub wybrać poszczególne ćwiczenia. Wesprze, nie zaszkodzi, a skutków ubocznych brak!

 

REMANENT EMOCJI

  • Dzień 1–2. Nazwij. Co właściwie czułaś przez ostatnie pół roku, jaka emocja dominowała? Żeby się czegoś pozbyć, najpierw musisz wiedzieć, co to. Nie ma złych emocji, to oczywiste. Ale większość z nas uczyła się w dzieciństwie, by w naturę tych trudnych zanadto nie wnikać. „Nie płacz. Nie bądź beksa”, „Nieładnie się złościć, przeproś”, słyszeliśmy. Stąd jako dorośli świetnie wiemy, kiedy czujemy dumę, zachwyt, radość, natomiast trudniej nam wyodrębnić z emocjonalnej magmy wstyd, rozgoryczenie, smutek. Wszystkie można wrzucić do worka z napisem „jest mi źle”, ale to nie sprawi, że te emocje znikną. I nie chodzi wcale o to, by znikały. Lepiej się im przyjrzeć, nazwać i zastanowić, czemu się pojawiły. Przeżyć i pożegnać. Moją emocją dominującą był ostatnio niepokój – uświadomiłam to sobie. Różnica jest taka, że ze zdefiniowanym niepokojem mogę coś zrobić.
    Zastanowić się np., na ile ma racjonalne podstawy. A to już spora zmiana.
  • Dzień 3–6. Wypisz to. W badaniach wykazano, że ludzie, którzy swoje problemy zostawiają dla siebie, są o 40 procent bardziej narażeni na choroby (głównie kardiologiczne) niż ci, którzy mają z kim o nich porozmawiać albo piszą dzienniki. Szczegółowe badania na ten temat przeprowadził psycholog James Pennebaker, profesor z uniwersytetu w Teksasie, gorący entuzjasta techniki ekspresyjnego pisania. Nie chodzi o to, żebyś napisała o sobie książkę z wycyzelowanymi zdaniami. Masz pisać jak najbardziej osobiście o tym, co się ostatnio w twoim życiu wydarzyło, co w związku z tym czułaś i zrobiłaś. Pennebaker doradza, by przez cztery dni poświęcać na to dwadzieścia minut dziennie – takie zaangażowanie już daje zauważalne efekty psychologiczne. Jakie? Pisanie o swoich doświadczeniach i odczuciach pomaga zrozumieć, ale i opanować emocje. Gdy spoglądamy na problemy z dystansu, wydają się mniej przytłaczające, zaczynają sprawiać wrażenie minionych. Pisanie pozwala też zamknąć przeszłość i otworzyć nowy rozdział. W licznych badaniach udowodniono, że taka forma autoterapii pomaga przezwyciężyć traumę, ukoić serce po stracie czy rozstaniu, przynosi ulgę nawet cierpiącym na nowotwory. Najlepiej pisać wieczorem, w ustronnym miejscu, nieprzerwanie, nie przejmując się kompletnie gramatyką ani tym, że „rany, ktoś to przeczyta”. Dobrze, by nie była to jednak bezładna pisanina. Nie ma znaczenia, czy będziesz to robiła odręcznie, na komputerze czy na smartfonie.
  • Dzień 7. Wypłacz się. Udowodniono, że płacz pomaga wyrzucać emocje. Fizycznie: wypływają z naszego ciała w postaci łez. I nie jest to po prostu słona woda. Łzy wylane z powodów emocjonalnych (a więc nie dlatego, że wiał wiatr, bo wtedy są naturalnym środkiem nawilżającym), zawierają hormony stresu, przede wszystkim kortyzol. Płacząc, pozbywasz się go z organizmu i... odczuwasz ulgę. Wypłakanie się jest więc niezłym sposobem na odreagowanie. Nie tylko smutku, także złości, rozgoryczenia, niepokoju. W piśmie „Frontiers in Psychology” naukowcy opublikowali wyniki badań, które dowodzą, że płacz sprzyja też wydzielaniu oksytocyny i endorfin, a więc hormonów miłości i szczęścia. Nic dziwnego, że po wypłakaniu się czujemy się lżej. Średnio kobiety płaczą cztery, a mężczyźni dwa razy w miesiącu. Nie ma sensu zaniżać tych statystyk, bo płacz jest naprawdę pożyteczny! I jest dobry na zakończenie psychologicznego detoksu emocji. Nie masz teraz realnego powodu do łez? Nie szkodzi. Włącz ulubiony łzawy film. Coś, co sprawia, że szlochasz (oczywiście, nie można go puszczać co tydzień). Dla mnie wyzwalaczem łez jest "Co się wydarzyło w Madison County" i "Godziny". Oglądaj i płacz, ile możesz. Przekonasz się, że następny poranek wyda ci się jakiś taki radośniejszy.

Więcej w nowym Twoim Stylu. 

TS032021

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 03/2021
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również