Wywiad

"Jestem od uderzania w dzwonek i mówienia: 'Świat nie idzie w dobrą stronę'. Wywiad z Aleksandrą Terpińską, reżyserką filmu "Inni ludzie"

"Jestem od uderzania w dzwonek i mówienia: 'Świat nie idzie w dobrą stronę'. Wywiad z Aleksandrą Terpińską, reżyserką filmu "Inni ludzie"
Aleksandra Terpińska, reżyserka filmu "Inni ludzie" na Festiwalu Filmowym w Gdyni zdobyła dwie ważne nagrody.
Fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

"Inni ludzie", ekranizacja rapowego poematu Doroty Masłowskiej, są jednym z najbardziej oryginalnych obrazów, jakie powstały ostatnio w polskim kinie. Z reżyserką Aleksandrą Terpińską rozmawiamy o tym, jak się robi tak zaskakujący i poruszający film.

MAGAZYN PANI: Opowiedz mi, jak doszło do tego, że wzięłaś na warsztat tak specyficzny tekst jak "Inni ludzie", które Wydawnictwo Literackie zapowiadało jako "gatunkową hybrydę i polifoniczny utwór potwór".

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Z Dorotą poznałyśmy się kilka lat temu na festiwalu w Koszalinie. Bardzo szybko zaproponowała, że prześle mi swoją książkę, a ja się zastanawiałam po co, bo znałyśmy się naprawdę krótko. Nie wiedziałam, czego ode mnie oczekuje. Uwag? A ona wyjaśniła, że chciałaby, żebym zrobiła na podstawie jej książki film. W pierwszym odruchu wątpiłam, czy to jest możliwe, kiedy jednak zrobiłyśmy teledysk – zwiastun książki – postanowiłam spróbować. Wciągnął mnie świat Kamila Janika i poprosiłam o szansę napisania scenariusza.

Jak napisać scenariusz na podstawie rapowego poematu?

To był ogromny ból wykreślania tekstu Doroty. Ona pisze tak smacznie i jest to tak pełne kolorów, że żal każdego słowa. Poza tym musiałam się solidnie doszkolić z równoległego prowadzenia narracji, bo mamy kilkoro niemal równorzędnych bohaterów i starałam się, żeby każdy z nich miał swoją przemianę i łuk postaci, nauczył się czegoś o swoim życiu. Najważniejsze założenia to zachowanie równowagi pomiędzy postaciami, precyzyjne opowiedzenie historii, przeplatanie wątków, umiejętne rozmieszczenie piosenek, by posuwały akcję do przodu, wymyślenie scen, które mogłyby się wydarzyć na kanwie tekstu, a nie ma ich w książce – jak scena z sercem Iwony.

"Inni ludzie" mają nietypową formułę zbliżoną do teledysku. A jednak jesteśmy cały czas ciekawi, co będzie dalej, i wszystko wypada bardzo naturalnie.

Pisząc scenariusz, najbardziej bałam się, jak to będzie, gdy nagle zacznie się piosenka, a to okazało się najmniejszym problemem. Rap jest bardzo organicznym gatunkiem muzyki, wychodzi z mówienia, z rytmu, nadaje tempo i jak się okazało, pasuje do takiej narracji. Zależało mi, żeby i rapy, i monologi do muzyki nagrać na planie. Dlatego aktorzy mieli małe douszne słuchaweczki, w których słyszeli bit, a my mogliśmy dzięki temu czysto nagrać rapowanie z ich emocjami w scenie. Nie chciałam, żeby było lipsyncowo jak w teledysku. Taką samą technologię zastosowano w "Nędznikach" Toma Hoopera. Granie ze słuchawkami nie było dla aktorów łatwe, poza tym mieli bardzo dużo tekstu do zapamiętania i musieli się go precyzyjnie nauczyć.

Pewnie podczas castingu liczyło się, czy aktorzy umieją rapować?

I czy dadzą radę jednocześnie oddać emocje. Castingi trwały długo, często coś się zmieniało w ostatniej chwili. Ale Jacka Belera miałam w tyle głowy od początku. Martwiliśmy się, czy Kamila Janiaka (jak pamiętasz "32 lata, niekarany") nie powinien zagrać młodszy aktor. A potem przyszedł Jacek i zrobił to dokładnie tak, jak trzeba, po prostu był Kamilem. Jednak muszę powiedzieć, że wiele osób w ogóle nie wierzyło w pomysł obsadzenia go w tej roli. Jacek włożył w nią mnóstwo wysiłku. Duża jest też tutaj zasługa charakteryzatorki Darii Siejak, która lekko go odmłodziła, a w retrospekcjach – aż o kilkanaście lat.

I zrobiła sztuczne piersi Soni Bohosiewicz. Przyznaję, najpierw się nabrałam, że to jej prawdziwe ciało.

Silikonowy biust jest bardzo ważnym elementem tej opowieści. To zbroja Iwony granej przez Sonię, coś, co chroni ją przed światem i pozwala być idealną dziewczyną z Instagrama. To musiały być sztuczne piersi. Do robienia tego filmu nie było podręcznika, jak mówiła Dorota Masłowska, i to dotyczyło każdego aspektu pracy nad nim. Nie wiedzieliśmy, co zrobić z kwestią sztucznego biustu, wreszcie doszliśmy do wniosku, że musi powstać w charakteryzatorni. Klejenie go zajmowało mnóstwo czasu – wymagało poświęcenia od Darii, która robiła kolejne odlewy, i od Soni, która cierpliwie poddawała się jej działaniom. Ale było warto.

Na festiwalu w Gdyni dostałaś nagrodę w kategorii najlepszy debiut reżyserski lub drugi film. Teraz Paszport „Polityki”. Krytycy są zgodni w zachwytach. Czujesz się zmotywowana czy lekko przytłoczona?

Uczę się cieszyć tą sytuacją, bo zazwyczaj mało cieszę się sukcesami i bardzo dużo od siebie wymagam. To jest oczywiście średnie z punktu widzenia psychiki.

Co rozumiesz dobrze, bo z wykształcenia jesteś także psycholożką.

Tak, to był mój pierwszy kierunek studiów. Dopiero potem była reżyseria i tak jest lepiej. Powinno się na nią iść, gdy coś już się w życiu zrobiło. Niekoniecznie inne studia – może to być przygoda, podróż stopem przez Amerykę Południową albo pójście do zwykłej pracy. Kiedy mamy więcej doświadczeń, zyskujemy świadomość, o czym chcemy opowiedzieć. Dla reżysera ważne jest zresztą, żeby po prostu sobie pożyć, nie tylko pracować.

I to teraz planujesz? Pożyć?

Też. Bo rzeczy, które chcę jeszcze zrobić, właśnie tego wymagają. Czasu, w którym teoretycznie nic się nie dzieje, a tak naprawdę jest on bardzo ważny.

Cały wywiad przeczytasz w marcowym wydaniu magazynu PANI.

okladka

Aleksandra Terpińska - Rocznik 1983. Reżyserka i scenarzystka. Absolwentka reżyserii na WRiTV UŚ w Katowicach i psychologii na UW. Za swoje filmy krótkometrażowe dostała 50 nagród na festiwalach międzynarodowych (m.in. nagrodę CANAL+ oraz Rail d’Or za „Najpiękniejsze fajerwerki ever”). Pierwszy film fabularny, jaki zrealizowała, „Inni ludzie” na podstawie tekstu Doroty Masłowskiej, przyniósł jej nagrodę w kategorii najlepszy debiut reżyserski lub drugi film na festiwalu w Gdyni. W styczniu została nagrodzona Paszportem „Polityki”.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również