Portret

Małgorzata Ohme o pierwszej randce z Rafałem Jakóbiakiem: "Gadaliśmy całą noc. Poczułam, że temu mężczyźnie mogę powiedzieć najgorszą prawdę na swój temat"

Małgorzata Ohme o pierwszej randce z Rafałem Jakóbiakiem: "Gadaliśmy całą noc. Poczułam, że temu mężczyźnie mogę powiedzieć najgorszą prawdę na swój temat"
Fot. Anna Powałowska

Są takie miłości… po których nie ma już nic. Małgorzata Ohme przy Rafale Jakóbiaku odkryła, że życie w parze może być łatwe. On przy niej nauczył cieszyć się chwilą i mówi: „Albo Gosia, albo nikt inny”.

Małgorzata Ohme i Rafał Jakóbiak – miłość z Tindera

Byłam już „popularną panią z telewizji śniadaniowej”, kiedy zalogowałam się na Tinderze. Zamiast swego zdjęcia zamieściłam symboliczną fotografię dziurki od klucza, przez którą zagląda Audrey Hepburn, i napisałam: „Zawsze zastanawiam się, co jest po drugiej stronie”. Nie spodziewałam się reakcji, bo kto napisze do kogoś bez zdjęcia. Następnego dnia odezwał się Rafał, zaczęliśmy korespondować. Wyszłam z psem na spacer i nagła myśl: „Zadzwonię, posłucham głosu”. I ten głos okazał się ciepły, dobry. „Nie dźwigniesz mnie”, powiedziałam. Nie miałam na myśli tego, że jestem znana, tylko że mam skomplikowaną naturę, jestem wymagająca i pełna sprzeczności. Powiedziałam mu jeszcze, że powinien zmienić zdjęcia na profilu randkowym, bo z takimi na pewno nikogo nie znajdzie. Myślę, że przekroczyłam wszystkie możliwe granice, a on… zaproponował spotkanie.

Małgorzata Ohme i Rafał Jakóbiak - pierwsza randka

Do knajpki na Powiślu przyjechałam na hulajnodze, w adidasach i dżinsach. Patrzę: idzie chłopak pod parasolką, wysoki, z dłuższymi włosami – bardzo przystojny. Był od początku miły i ciepły, nie wiem, kiedy minęły dwie godziny. On spieszył się na kolejne spotkanie, pomyślałam: „Ach, to pewnie kolejna randka z Tindera, to tak to wygląda?”. Powiedziałam to głośno, ale on zaprzeczył. Cały wieczór przychodziły od niego SMS-y, które miały mi udowodnić, że jest na spotkaniu z kolegami z pracy. Pomyślałam, że jest OK. W końcu napisał: „Może dokończymy naszą rozmowę?”. Założyłam dresy i poszłam do niego. Gadaliśmy całą noc. Po raz pierwszy poczułam, że ktoś mnie nie ocenia. Że temu mężczyźnie mogę powiedzieć najgorszą prawdę na swój temat.

Małgorzata Ohme: Rafał dał mi wszystko, czego brakowało w poprzedniej relacji

Potem dał dowód na to, że mogę na nim polegać: odebrał ze szpitala moją schorowaną mamę. Nie bał się obciążeń, nastoletnich dzieci, nie bał się wziąć odpowiedzialności za nasze życie i podjąć ryzyka wspólnej codzienności. Dał mi wszystko, czego brakowało w poprzedniej relacji. Poczucie bezwarunkowej akceptacji i kojącej stabilizacji. Kolejnym punktem przełomowym było odchodzenie mojej mamy. To jego wołała, gdy trzeba było przekręcić ją z boku na bok, bo Rafał robił to najdelikatniej. Z ogromną czułością pomagał mi we wszystkich czynnościach, które trzeba było przy umierającej mamie wykonać. I choć miałam 40 lat, swoją historię na karku i byłam pełna lęków, pomyślałam, że warto zaryzykować.

Małgorzata Ohme: Rafał jest symbiotyczny, najbardziej realizuje się w kontekście drugiego człowieka

I nagle okazało się, że życie w związku może być proste. Dostajesz rano kawę, ktoś przynosi ci kwiaty, odwozi twoje dzieci. I jeszcze wytrzymuje to, że nieustannie pracujesz i oddajesz siebie innym, że za mało dajesz mu poczucia wyjątkowości. Jesteśmy kompletnie różni. Pracujemy nad kompromisem, nad uważnością, nad swoimi deficytami. Przez większość życia byłam sama w swoich wyborach i jestem trochę osobna. Dla mnie „my” jest trudne. A Rafał jest trochę symbiotyczny i najbardziej realizuje się w kontekście drugiego człowieka. Lojalnie wstaje ze mną o 5.30, gdy mam program, nawet gdy siedzimy długo i jesteśmy zmęczeni. Ja nigdy nie zdobyłabym się na taki gest. A on wstaje, parzy kawę, robi śniadanie i odwozi mnie do „Dzień dobry TVN”.

Cały tekst przeczytacie w najnowszym numerze magazynu PANI 

 teaser 02

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również