Schudnę, dam radę! Rozmowa z Kingą Zawodnik
Kinga Zawodnik
Fot. materiały prasowe

Schudnę, dam radę! Rozmowa z Kingą Zawodnik

Zwykła dziewczyna, która z dnia na dzień stała się gwiazdą telewizji. Kinga to śliczna, inteligentna dziewczyna, która ma poukładane w głowie. Czy to ważne, że w rozmiarze plus size. Czy jej to przeszkadza? W rozmowie z twojstyl.pl mówi o swoich marzeniach, o tym co ją boli i o tym, o czym marzy.

Myślała Pani kiedyś, że zostanie gwiazdą  telewizji?

To, co się dzieje od roku, jest jak sen. Przecież ludzie latami chodzą na castingi, próbując się dostać chociaż jako statysta, wykorzystują znajomości, a jednak rzadko im się udaje. A mi się to przydarzyło w najtrudniejszym momencie życia. Miesiąc po śmierci mojego taty to telewizja zapukała do moich drzwi. Tata chyba po prostu nade mą czuwa, a całe życie mi powtarzał, że właśnie w telewizji bym się odnalazła. Nie wierzyłam mu. W jaki sposób ja, dziewczyna z niewielkich Kozienic, miałaby trafić na ekran? A jednak to się stało. Pracowałam w jednej ze stołecznych aptek i właśnie tu wypatrzyła mnie producentka z TVN Style. Tata umarł pod koniec maja, a w czerwcu już wiedziałam, że mam poprowadzić program. Podoba mi się ta praca, kontakt z ludźmi. To że mogę się z nimi komunikować za pomocą mediów społecznościowych – a prowadzę je sama i czytam każdą wiadomość.

 

W TVN Style oglądamy panią w drugim programie o figlarnym tytule „Pierwszy raz Kingi”. Co pani tam wyrabia?

Same szalone rzeczy, takie, których z powodu ograniczeń psychicznych czy finansowych wcześniej wykonać nie mogłam. Teraz mam okazję zasmakować off roadu, będę łowiła ryby, spała pod namiotem, spróbuję sportów wodnych, będę nurkowała czy leciała pierwszy raz samolotem za granicę. O tym co mam zrobić, dowiaduję się na miejscu – taka jest zasada tego programu.

 

Czy wszystko się Pani podobało?

 

Nikt nie mówił, że pierwszy raz będzie zawsze przyjemny (śmiech). Kilka razy pomyślałam, że mogłabym nie wracać do Warszawy, tylko ciągle się poddawać kolejnym zadaniom! Były też takie, które nie do końca mi się spodobały, lecz nadal próbowałam je wykonać i nie odpuszczać. W związku z tym, w programie pojawia się cały wachlarz emocji: euforia, ale też strach, zmieszanie czy zwątpienie. Zwłaszcza wtedy, gdy coś nie wychodziło.

 

Była jakaś niefajna niespodzianka, gdy przestraszyła się Pani?

Pokochałam nurkowanie, ale na samym początku miałam spore problemy techniczne, np. z uregulowaniem oddechu. Miałam też wrażenie, ze woda wlewa mi się do oczu i ust. Zakrztusiłam się, potem pojawił się problem z uszami. Ale gdy poćwiczyłam, było super. Nawet gdy w siebie wątpiłam i byłam blisko wycofania się, próbowałam dalej. Będę to pamiętać naprawdę do końca życia. Muszę powiedzieć, że bardzo pomógł mi w tym instruktor, który też się nie poddawał i był dla mnie cierpliwy.

 

Wydaje mi się, że jest Pani taką osobą, która bardzo wierzy w siebie. Czy tak jest w rzeczywistości?

Mimo mojej wagi, wyglądu i niedogodności życiowych uważam się za silną psychicznie. Wierzę w siebie i akceptuję taką jaką jestem, z całą świadomością problemu otyłości. Jednak będąc taką, a nie inną osobą, dlaczego mam nie próbować różnych rzeczy? Idę przez życie z podniesioną głową i nie cofam się już przed niczym. Garściami biorę to, co życie mi daje, a daje bardzo dużo! Jestem sobą i w życiu, i w mediach społecznościowych i przed kamerą. Nikogo nie udaję. Opowiadam o tym, co czuję, mówię co myślę. To jest ważne. A wie pani, że w programie nie ma żadnego scenariusza? Nie muszę się uczyć żadnych tekstów, jadę na spontanie.

 

Wierzy Pani w siebie – to wspaniała właściwość, której odmawia sobie mnóstwo kobiet.

Mój przykład pokazuje, że i to jest możliwe.

Otyłość nie jest poważnym problemem wielu kobiet, fajnie, że próbuje Pani z nią walczyć, bo to i nadzieja i inspiracja dla wielu Polek.

Każdego dnia walczę o zdrowie, lepszą sylwetkę i samopoczucie. Pokazuję to również na swoich mediach społecznościowych. To nasza wspólna walka.

 

Zdecyduje się Pani na operację bariatryczną?

To dla mnie ostateczność. Muszę powiedzieć, ze dzięki programowi „Dieta czy cud?” zyskałam ogromną świadomość w temacie diet i czyhających na odchudzających się niebezpieczeństw. Dlatego będę chciała naturalnie stracić kilogramy. Daję sobie maksymalnie rok czasu. Jeśli to mi nie wyjdzie, zastanowię się nad operacją bariatryczną. To już bardzo konkretny plan.

 

Z racji tego, że problem jest mi znajomy wiem, że lekarze już na dzień dobry rzucają „a rozważała pani operację bariatryczną?”. Nie wierzą, że właśnie w ten naturalny sposób, dietą o aktywnością, zrzucimy te zbędne kilogramy.

Niestety, i przykre jest to, że zazwyczaj w tej ogromnej pracy nie wspiera nas otoczenie, a społeczeństwo patrzy równie niechętnie. Osoby otyłe są piętnowane i wyśmiewane. Błagam o więcej wyrozumiałości! Teksty typu „miałaś schudnąć” albo „dlaczego na diecie jesz batonika?” w niczym nie pomagają. Tylko zawstydzają, demotywują, zniechęcają. Czasem czytam komentarze na mój temat w Internecie. Autorkami tych najbardziej zgryźliwych są kobiety. Zamiast wspierać, kobieta kobiecie jest wilkiem. Komentują, że i tak nie schudnę, nie dam rady, albo że specjalnie nie chudnę, bo na tym zarabiam. Czy to służy czemuś dobremu? Na szczęście wiele osób pisze, żebym nie przejmowała się hejterami, chudła spokojnie, że dam radę to zrobić – dla zdrowia.

 

To jest Pani najważniejszy cel?

Tak, chcę schudnąć zdrowo i w swoim tempie, a nie zrobię tego zrzucając w miesiąc 20 kg., co potwierdzi każdy dietetyk. Chce być motywacją dla tych, którzy mają problem. Mimo wszystko trzeba pamiętać, że każdy może być szczęśliwy i kochać siebie, bez względu na wagę. Wiem, że wiele osób lubi mnie za to po prostu jaka jestem. Piszą do mnie, zwierzają się, proszą o rady. To miłe. Otwierają się. Już samo to, że opowiedzą swoją historię, pomaga im uwierzyć w siebie, poradzić sobie z jakimś problemem albo rozpocząć z nim walkę. To bardzo ważne.

 

Godny podziwu jest Pani optymizm i to wyluzowane podejście do życia. Takiej postawy wiele osób może pani pozazdrościć! Jak zostać optymistką patrzącą na świat z entuzjazmem?

Zawsze miałam ogromne wsparcie w rodzicach. Nie krytykowali mnie tylko wspierali. Po drugie: dzień zaczynam i kończę z uśmiechem. Staram się być sobą, bo nie porównuję się do innych i akceptuję siebie. To, że jestem optymistycznie nastawiona do życia nie znaczy, że nie mam problemów. Ale mam świadomość, że wiele z nich można rozwiązać, jeśli się do nich podejdzie na spokojnie, a nie w emocjach, które odbierają część rozsądku. Każdy może takie zasady stosować w stosunku do siebie.

 

Co Pani lubi najbardziej robić w ciągu dnia?

 

Najbardziej lubię rozmawiać z moją mamą przez telefon. To najlepszy relaks. Takie 10-30 minut dla mnie jest zbawienne. Mama oczywiście najchętniej chciałaby mieć mnie jeszcze pod swoimi skrzydłami, ale taka jest kolej rzeczy. Wyprowadziłam się, gdy miałam 18 lat. Człowiek się usamodzielnia, choć dla rodzica to czasem bywa trudne. Mama wspiera mnie z całych sił, tak samo jak brat i siostra. Bardzo jestem im za to wdzięczna. Łączy nas szczególna więź. Niedawno byłyśmy z mamą nad morzem, tylko we dwie.

 

Co by życzyła sobie mama, jeśli chodzi o Panią?

Ona chciałaby, żebym założyła rodzinę, bo marzy jej się, by zostać babcią. Myślę, że właśnie to by wymieniła jako pierwsze.

 

Zapowiada się na to?

Moja druga połówka serca jest wolna. Dlaczego? Myślę, że jestem trochę zblokowana przez doświadczenia z dzieciństwa. Chłopcy dokuczali mi, gdy byłam mała. Mimo to wierzę, że odnajdę tego jedynego. Dziś trudno trafić do mojego serca. Jednak ten, któremu się to uda będzie najszczęśliwszym facetem na świecie, zapewniam (śmiech). Wierzę, że to się spełni.

 

Pani nie jest takim typem kobiety, której dobrze będzie jako singielce?

Ja jestem sama, ale na pewno nie samotna. Mam wielu przyjaciół, ale bycie czyjąś żoną i mamą jeszcze przede mną.

 

Jest Pani niezwykłą młodą kobietą, jednak myślę, że ma pani babskie słabości. Na przykład tę do zakupów...

 

Uwielbiam zakupy! Jeśli chodzi o dodatki, to tu mogę sobie poszaleć, podobnie jak z butami. Noszę rozmiar 39 i łatwo jest mi kupić piękne obuwie. Mam jednak problem z ubraniami. Bardzo mało jest niestety sklepów stacjonarnych, w których są dostępne większe rozmiary i można je sobie przymierzyć. A jak już się takie znajdą, to raczej oferują babcine wzory i fasony. A ja chcę się ubrać stosownie do mojego wieku - młodzieżowo, nowocześnie! Mam 27 lat, chcę podkreślać moje atuty, wyglądać estetycznie, kobieco, czuć się swobodnie. Szkoda, że większość producentów nie robi kolekcji plus size – wtedy panie takie jak ja, poczułyby się zdecydowanie lepiej. Gdyby te same ciuchy, które mamy w rozmiarach 36 oraz 38 były również w 50 i więcej, świat byłby piękniejszy dla bardzo wielu kobiet walczących z kompleksami! Jestem teraz zapraszana na różne imprezy i naprawdę trudno mi jest znaleźć fajne, wieczorowe, pasujące do mojej figury sukienki. Nie wstydzę się jednak tego, że jeden ciuch zakładam kilka razy. I tak mam większe możliwości dotarcia do takich ubrań, bo mieszkam w Warszawie. A co ma powiedzieć kobieta plus size z małego miasteczka, która poszukuje eleganckiej sukienki, by założyć ją na przykład na uroczystość rodzinną? Jeśli niczego nie znajdzie, może nawet i na nią nie pójdzie. Dzięki Instagramowi znalazłam wiele marek produkujących ubrania i bieliznę. Potem mogę podpowiedzieć innym dziewczynom, one też posyłają mi swoje propozycje i tak wymieniamy się informacjami. Odzew jest bardzo duży i pozytywny. Przecież nie każdego stać na szycie na miarę.

 

Zdarzyło się Pani zaszaleć i coś wystrzałowego kupić?

Jeśli chcę sobie kupić coś eleganckiego, to zbieram na to pieniądze. Pamiętam, że jakiś czas temu marzyłam o zegarku. By go kupić, wzięłam więcej dyżurów w aptece, dorabiałam też jako niania. Te pieniądze odłożyłam i spełniłam to marzenie. Mam też słabość do pięknych zapachów, dlatego kupiłam skarbonkę. To działa (śmiech). Dzięki temu, po jakimś czasie mogę pozwolić sobie na fajne perfumy. Naprawdę, szanuję pieniądze, bo ich nie dostałam od nikogo. Zbieram również na swoje własne mieszkanie.

 

Czyli dziewczyna z celem i zasadami.

Tak, mam ciężki charakter, ale bardzo dobre serce. Cele są wyznaczone, więc teraz czeka mnie ciężka praca. I nawet jeśli upadnę, wstanę, poprawię sobie koronę, i pójdę do przodu. Chcę doceniać każdą chwilę i tego też wszystkim z całego serca życzę.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również