Na ekranie jego telefonu wyświetliła się wiadomość, mignęło serduszko. Przeczytasz sms? Zanim to zrobisz, zastanów się, czy... chcesz. Nie każdy sekret jest nielojalnością. Twój partner tak jak ty, ma prawo do intymności. Są jednak tajemnice, które relację podkopują.
Spis treści
W zabawie towarzyskiej „Nie wiecie o mnie, że…” uczestnicy wyjawiają sekrety, mówiąc o sobie zaskakujące rzeczy. Mężczyzna zwierza się, że lubi prasować sukienki żony. Kobieta wyznaje, że w tajemnicy przed wszystkimi chodzi na strzelnicę itp. Nie o wszystkim swobodnie mówimy innym. Nawet najbliższym.
Zgodnie z badaniami prof. Michaela Slepiana z Columbia University człowiek na każdym etapie życia ma około 13 spraw, o których nie mówi innym. Z badań wynika, że pięciu z tych sekretów nigdy nie wyjawiamy. To średnia, jedni mają ich więcej, inni mniej. Wniosek? Sekrety są naturalną potrzebą wszystkich. Skoro masz je ty, ma je również twój partner. Niektóre tajemnice są niewinne – to on stłukł twoją ulubioną filiżankę, pamiątkę po babci, ale bał się przyznać, więc winę zrzucił na kota. Ale prawdą jest, że są też poważniejsze sekrety, które mogą szkodzić relacji. Niełatwo odróżnić jedne od drugich. Zadanie przypomina równanie z więcej niż jedną niewiadomą. Jak je rozwikłać?
Człowiek ma prawo do prywatności, to zapisano nawet w konstytucji. Czy jest ono jednoznaczne z prawem do sekretów? Tu sprawa się komplikuje. Ciekawie to rozróżnienie tłumaczy amerykański terapeuta Robert Weiss od ponad trzech dekad zajmujący się kwestiami związanymi z intymnością, kłamstwem i zdradą w związku. Weiss pisze: „Mężczyzna uważa, że siostra jego żony jest atrakcyjna seksualnie. To jego prywatność. Ale jeśli ten sam mężczyzna, uprawiając seks z żoną, fantazjuje o jej siostrze, mamy już do czynienia z sekretem”. Weiss twierdzi, że w praktyce można rozgraniczyć te kwestie. Wystarczy zadać pytanie: „A gdybym o tym powiedziała/powiedział jemu/jej, jaka byłaby reakcja?”.
Jeśli czujesz instynktowny opór przed wyjawieniem prawdy drugiej osobie, bo uważasz, że mogłaby ją zranić, zasmucić, rozzłościć – to znaczy, że masz sekret. Warto się przyjrzeć, jakie intencje się za nim kryją. Co lub kogo chroni twoja tajemnica? Dlaczego chcesz, by inni o tym nie wiedzieli? Dr Katie Greenway i prof. Michael Slepian podzielili sekrety na trzy podstawowe grupy:
Czym mogą być? To przede wszystkim zdrady, ale nie tylko. Anna miała 34 lata, gdy poznała Krzysztofa. Potrzebowała bliskości po bolesnym rozwodzie, zaangażowała się w nowy związek. Miała spore mieszkanie, Krzysztof niewielkie, więc to on się do niej wprowadził. Obojgu to odpowiadało. Dziwiło ją, że partner nie chce wynająć swojej kawalerki, ale wytłumaczył jej, że czasem potrzebuje pobyć sam i wtedy znika na dzień czy dwa u siebie. Po dwóch latach przypadkiem dowiedziała się, że nie spędza tego czasu samotnie, tylko z dziesięcioletnią córką, o której nic jej nie powiedział. Czuła się oszukana. Gdy jego sekret wyszedł na jaw, połączyła kropki. Zawsze gdy poruszała temat dzieci (chciała je z nim mieć), on milkł. I tyle. Nie kłamał, że ich nie ma, ona nigdy nie dopytała. Uznała za oczywistość, że gdyby był ojcem, coś by o tym powiedział. On uznał, że córka to wyłącznie jego sprawa. „Rozstaliśmy się, straciłam do niego zaufanie. Nie mogłabym wierzyć komuś, kto tak istotny fakt trzymał w tajemnicy”, uznała Anna. Miała rację. Sekret Krzysztofa nie był tylko jego sprawą, dotyczył też życia Anny (oraz córki i jej matki). Choć wygodnie było mu zinterpretować to inaczej. Tego typu niewyjawiony sekret jest manipulacją, która na pewno godzi w relację.
Zaliczają się do nich osobiste preferencje, nieszkodliwe dziwactwa, ekstrawagancje i kwestie zdrowotne. To nie oznacza, że taka tajemnica nie odnosi się pośrednio do partnera, zwłaszcza gdy się wyda. W poruszającej książce "Zanim mój mąż zniknie" Selja Ahava opowiada historię małżeństwa udanego do chwili, w której mąż oświadcza, że zawsze chciał być kobietą. Prawdziwą tożsamość płciową długo utrzymywał w tajemnicy. Ale w końcu przystępuje do procesu korekty płci. Im bardziej on się zmienia, tym bardziej ambiwalentne ona ma odczucia. Sekret przez lata dotyczył tylko męża, gdy został ujawniony, żona musi na nowo określić granice kompromisu, na który jest w stanie pójść lub nie. To przykład sytuacji, gdy sekret „jednoosobowy” może mieć druzgocący wpływ na relację. Dotyczy zbyt ważnej kwestii. Gdy w innym długoletnim małżeństwie „wydało się”, że mężczyzna z każdej podróży służbowej przywoził karty z pornograficznymi aktami i je kolekcjonował (większości nawet nie rozpakował), żona tylko pokiwała głową i oboje obśmiali jego dziwactwo. Mieli udane życie, również erotyczne, więc sprawa nie miała znaczenia.
Sekrety nie zawsze mają w sobie coś niepokojącego. Jest też ich bardziej radosny typ. Marianna zaobserwowała, że jej partner Adam zrobił się dziwnie skryty. Niepokoiła się, czy się od siebie nie oddalają. Gdy zaproponował wspólny wyjazd w maju nad Bałtyk, miała mieszane uczucia. Prognozy były beznadziejne. Nie rozumiała, czemu Adam nalega na spacer nad morzem w zimny, wietrzny dzień. Nagle przy jednym z zejść na plażę dostrzegł czerwone pudełeczko, uklęknął i wyjął z niego pierścionek. W tej samej chwili na plażę wbiegła jej siostra z mężem i dwie przyjaciółki, które pomogły zaaranżować całe wydarzenie. Tak Adam poprosił ją o rękę. Oświadczyny organizował od kilku miesięcy. Zależało mu, by oboje zapamiętali ten moment jako szczególny. To był jego sekret. Gdyby Marianna, zaniepokojona zachowaniem partnera, odkryła tajemnicę przed czasem (np. zaglądając do jego telefonu), mogłaby nie tylko popsuć zaręczyny, ale i zburzyć wzajemne zaufanie w tej relacji.
Zbyt duża liczba skrywanych spraw tworzy dystans w relacji. Ale oczekiwanie, że będziemy sobie mówić wszystko, to nierealne wyobrażenie. Istotnych pytań jest tu kilka. Czy w ogóle należy dążyć do złamania „kodu enigmy”, czyli odkrycia sekretów partnera? Czy to dobre dla ciebie, dla niego, dla was jako pary. I czy to w ogóle moralne? Nie wszystkie sekrety można wyjawić. Jeśli twój partner uczestniczy w terapii grupowej, nie może ci mówić, co opowiadali na sesjach jej uczestnicy. Nie powinien powtarzać nawet tego, co sam mówił. Obowiązuje zasada poufności – to kontrakt, który akceptują wszyscy jeszcze przed rozpoczęciem terapii.
Podobnie z tajemnicą lekarską. Jest jasno określona, ale zdarza się, że ktoś – czasem w dobrej wierze – chce zrobić od niej wyjątek. Na pograniczu tego, co legalne i moralne. Taką sytuację w "Tataraku" opisała Krystyna Janda. Opowiadała, jak wydobyła wyniki swojego męża Edwarda. Chodziło o diagnozę raka. On sam mógłby je odebrać dopiero za kilka dni. Ona uznała, że odbierze je za niego wcześniej, bo to sprawa życia i śmierci. Jako znana aktorka przekonała pielęgniarkę do wydania koperty z wynikami – z naruszeniem procedur. On tego nie chciał. Wolał najpierw sam się dowiedzieć, jakie ma rokowania, i być może zdecydować, czy chce się tą wiedzą dzielić. To był jego sekret. Jej działanie, z miłości, wymusiło ujawnienie sekretu. Czy było pogwałceniem jego intymności, czy wyrazem najgłębszej troski? Ukrywając stan zdrowia przed partnerem, oszczędzamy mu cierpień czy ograniczamy bliskość? Fundamentalne pytania...
Psychologowie przekonują, że otwartość i zwierzanie się z sekretów wzmacnia więzi. Nie da się być blisko kogoś, kto nosi zbroję, odgradza się zbyt wieloma tajemnicami. Kluczem do dobrego, szczerego związku jest odkrycie przed partnerem miękkiego podbrzusza, ukazanie mu się nie tylko w całej wspaniałości, ale i kruchości. Obiekt doskonały można jedynie wielbić. To zakłada ograniczony kontakt. Tylko kogoś, kto czegoś się wstydzi, boi, przyznaje do deficytów, można kochać. Dlatego warto bliskiej osobie opowiedzieć o swoich tajemnicach, przynajmniej kilku. Wtedy i my poczujemy się lżej, bo będziemy mogli być przy tej osobie autentyczni.
W badaniach dowiedziono, że bardziej lubimy ludzi, którzy się przed nami otwierają, pokazują swoje prawdziwe „ja”. Podzielenie się częścią sekretów mówi też o zaangażowaniu w relację, im bardziej kogoś kochamy, tym chętniej się zwierzamy. I zachęcamy drugą stronę do otwartości. Koło się zamyka. Okazuje się też, że wypowiedzenie na głos czegoś, co od dawna ukrywamy, obniża poziom stresu i pozytywnie wpływa na naszą kondycję. Zdrowi, zrelaksowani ludzie mają z reguły mniej tajemnic. Warto jednak wyważyć, czy niektóre sprawy są warte wyjawiania, zwłaszcza jeśli w twoim aktualnym życiu nie grają istotnej roli. Czy partner musi znać szczegóły intymnych relacji z twoim byłym (lub byłymi)? Są sekrety, które nie mają już dużego związku z teraźniejszością, należą do zamkniętej przeszłości i tam jest ich miejsce.
Czasem jednak naprawdę nie wiemy: mówić czy nie mówić? Znajdujemy argumenty za i przeciw. Robert Weiss, który jest autorem poradników dla par, podpowiada, by partnerzy porozmawiali otwarcie o akceptowalnych dla nich obojga granicach otwartości i skrytości. Większość osób uważa, że nie ma sensu mówić o tym, że ktoś wpadł nam w oko (i nic poza tym) ani o drobnych problemach zdrowotnych (o ile nie stanowią poważnego zagrożenia). Kontrowersyjne jest jednak nie powiedzieć partnerowi, że leczymy się na cukrzycę, bo gdy stracimy przytomność, nie będzie wiedział, co robić. Mamy prawo oczekiwać takich informacji. Ale już przerost gruczołu krokowego partnera może być czymś, o czym on nie chce mówić, będąc pod opieką lekarza. Tak samo jak jego żona nie ma obowiązku zwierzania się z tego, że jej mięśnie dna miednicy uległy osłabieniu. To intymne sprawy naszych ciał. Nie musimy się nimi dzielić, jeśli ich konsekwencje nie dotyczą partnera, a my czujemy skrępowanie.
Jest zabawne powiedzonko: „Tego się nie da odzobaczyć”. Stosuje się też do sekretów, które demaskujemy – czasem dwuznacznymi metodami – przeszukując telefon partnera, zaglądając do jego komputera czy czytając bez jego zgody wyniki badań. Gdy masz taką pokusę, warto zapytać siebie: czy jesteś gotowa unieść każdą prawdę, którą w ten sposób odkryjesz?
Dr Katie Greenway zauważyła, że osoby, z którymi partnerzy podzielili się trudną tajemnicą, wykonywały taką samą pracę emocjonalną, czyli ponosiły identyczny koszt dźwigania tajemnicy jak ten, kogo ona bezpośrednio dotyczyła. Przypuśćmy, że twój partner w przeszłości był świadkiem przestępstwa i pomagał zamaskować jego ślady. Naprawdę chciałabyś to wiedzieć? Co zrobiłabyś z tą wiedzą? Znasz tego mężczyznę jako czułego, sprawiedliwego, moralnego, być może także na skutek błędów młodości dziś jest taki. Cokolwiek zrobisz z taką informacją, będziesz nieszczęśliwa. Albo skażesz kochanego człowieka na konsekwencje prawne czynu sprzed lat, albo będziesz miała poczucie, że musisz ukrywać z nim prawdę, czemu sprzeciwia się twój system wartości.
Czasem ktoś trzyma coś w tajemnicy, by ochronić najbliższych, warto to uszanować. Ale nie zawsze to dobra strategia. Właściciel firmy przeżywa problemy finansowe, wierzy, że są chwilowe. Martwi się, ale nie chce, by wiedziała o tym żona. Czy to dobra strategia? Na pewno nie zbliża ich do siebie w kryzysowej sytuacji. Nie daje szansy, by mogli przejść przez nią wspólnie. Gdyby żona znała prawdę, mogłaby wesprzeć męża. Robiąc z problemu sekret, on uznaje – za nich dwoje – że jest tym silniejszym, który trudną prawdę może unieść (żona nie). A może boi się jej oceny, że z czymś sobie nie poradził? Wiele sekretów ma i taką motywację. Boimy się zweryfikować swoje wyobrażenia. Dopóki wiedza o trudnej sprawie jest tylko nasza, mamy nad sytuacją większą kontrolę. Gdybyśmy ją ujawnili, wypadki mogłyby się potoczyć nie po naszej myśli. Może gorzej, a może nie – ujawnienie sekretu to sytuacja, w której można zyskać i stracić.
Dlatego gdy decydujesz, by z czegoś zrobić tajemnicę, warto zapytać siebie: dlaczego nie chcę tej osobie o tym powiedzieć? Jaki może być najlepszy i najgorszy obrót spraw, gdy ujawnię swój sekret? Na ile ta sprawa dotyczy drugiej strony? Prawdą jest i to, że otwartość buduje bliskość, i to, że mamy prawo do dawkowania wiedzy o sobie. Dokonując wyboru, warto uszanować obie te wartości.