Wywiad

LP: „Pracuję w jednym z niewielu zawodów, w których z sukcesu trzeba się tłumaczyć”

LP: „Pracuję w jednym z niewielu zawodów, w których z sukcesu trzeba się tłumaczyć”
LP
Fot. materiały prasowe

„Lost On You” przyniosło jej światową sławę, ale LP nie zwalnia tempa i mówi wprost: „Muzyka pozwala mi przeżyć rzeczy, których nigdy bym nie doświadczyła”. Artystka już 19 listopada wystąpi na Torwarze w Warszawie, by znów na żywo spotkać się z polską publicznością.

Dorastałaś w rodzinie, gdzie sukces oceniano miarą osiągnięć naukowych – idealną ścieżką według twoich rodziców były medycyna oraz prawo. Twój tata był przekonany, że nie da się utrzymać z artystycznej profesji. Dziś masz za sobą ponad dwie dekady na scenie, wydajesz kolejne płyty. Rodzice nie mieli racji.

Mój brat jest lekarzem. Radzę sobie lepiej od niego, więc... (śmiech) Czuję się naprawdę spełniona. Muzyka karmi moją duszę, pozwala mi zwiedzić świat i przeżyć rzeczy, których inaczej bym nie doświadczyła. Lekarz czy prawnik to piękne zawody, ale nie każdy musi je wykonywać tylko dlatego, że „tak wypada”. To ogromna odpowiedzialność, wymaga pasji. Pasja jest wszystkim – każdy powinien ją mieć w swoim życiu. Nie chciałabym zatrudnić sfrustrowanego piosenkarza, który chciał został prawnikiem, ani lekarza, który marzy o graniu na gitarze na największych estradach na świecie. Chcę, żeby ludzie kochali to, co robią naprawdę. Przemyślałam wszystkie rady mojego taty i… cóż, nie powiem, że z nich skorzystałam (śmiech).

AMAZON (1)
fot. Materiały prasowe 

 LP: „Chcę żyć na własnych zasadach”

Twoja kariera nabrała tempa wraz z premierą utworu „Lost on you”. Ten kończy w tym roku dziesięć lat! Jak patrzysz na ostatnią dekadę swojego życia i na kawałek, który, popraw mnie jeśli się mylę, zmienił twoje życie?

Nie mylisz się. Wszyscy pytają mnie, czy mam już dość występowania z „Lost on you”. Odpowiadam: nie, nie mam dosyć! (śmiech) Kocham tę piosenkę. Są artyści, którzy śpiewają jeden utwór przez całe życie, spójrz na Dolly Parton czy Whitney Huston. To dla mnie zaszczyt, że mogę dołączyć do ich grona i mieć kawałek, z którego jestem kojarzona. Dlaczego nie, skoro to piękna piosenka? Czasem ktoś próbuje mi wytknąć, że mam swój kultowy przebój, w języku angielskim mówi się na to „one hit wonder” (artysta jednego utworu – przyp. red.). Nie rozumiem tego.

Wspomniałaś kiedyś, że „Lost on you” nie został jednak doceniony od razu. Twoja ówczesna wytwórnia nie wierzyła w piosenkę i zrezygnowała z dalszej współpracy po tym, jak ją dla nich zagrałaś.  Dziś coraz częściej artyści decydują się na niezależną drogę, bez wsparcia wielkich korporacji muzycznych, ale i bez managerów, którzy patrzą na artystów przez kryteria finansowe. Dziś to TikTok potrafi zrobić z piosenki hit w jeden dzień. Gdy walczyłaś o „Lost on you” dziesięć lat temu, nie było takich możliwości.

Sztuka zawsze będzie próbowała się przebić. Równolegle zawsze pojawią się ludzie, którzy chcą wykorzystać artystów dla własnych korzyści finansowych. Biznes zawsze będzie próbował zarobić na artystach. Uwielbiam jednak to, że młodzi stają temu naprzeciw. Trzeba walczyć o swoje, o swoje miejsce, o sztukę. Nikt nie powinien mówić mi, jak żyć, nawet własny ojciec (śmiech). Jeżeli miałby przeżyć moje życie za mnie, okej – ale nie, to ja tu rządzę. Przychodzi mi na myśl anegdota, kiedy mama Cher powiedziała jej, że powinna zwolnić i znaleźć sobie bogatego męża, ta odpowiedziała krótko: „Mamo, to ja jestem bogatym facetem”. Mam tak samo. Chcę żyć na własnych zasadach, sama podejmować decyzję i sama ponosić ich konsekwencje. Cieszę się, że coraz więcej młodych ludzi wybiera tę ścieżkę.

MAIN PRESS (Jaxon Whittington)
fot. materiał prasowe

LP: „Nie jestem typem osoby, która będzie gonić za sławą”

Powiedziałaś, że ludzie potrafią obrócić twoje osiągnięcia przeciwko tobie. Nie tak dawno słuchałam wywiadu z polską aktorką, która wygrała największą filmową nagrodę w Polsce, a potem przez rok nikt nie chciał jej zatrudnić – obawiano się jej sukcesu. Miałaś podobnie?

Nauczyłam się, że w życiu bywa różnie. Nawet jeśli napiszę przebój, każdy chce kolejnego. A ja nie jestem typem osoby, która będzie gonić za sławą i przez całe życie kopiować „Lost on You”.  Mam zamiar prostu cieszyć się życiem – nie przejmuję się, jeśli ktoś patrzy na moją karierę z zazdrością czy wątpliwościami. Na drodze do sukcesu zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie próbował podkładać ci kłody pod nogi, lub sprawiał, że zaczniesz wątpić w swoje umiejętności. Nie pozwalam sobie się na tym skupiać.

Trzy lata temu w wywiadzie powiedziałaś, że lubisz żyć szybko i intensywnie oraz że głupotą byłoby nie korzystać z życia i możliwości, które masz. Teraz, przy okazji premiery nowego albumu „Room 12”, mówisz o odnajdywaniu spokoju mimo chaosu. Wyobrażam sobie, że moja definicja spokoju znacznie różni się od twojej.

Mojej definicji „spokoju” na pewno nie znajdziesz w słowniku (śmiech). Dziś mój spokój to cieszenie się każdą chwilą, bycie z ludźmi, którzy dają dobrą energię, uprawianie sportu, robienie tego, na co mam ochotę – od pisania piosenki, przez jazdę skuterem wodnym o zachodzie słońca, po rozmowę z przyjacielem czy medytację nad basenem z ukochaną osobą. Właśnie wróciłam z trasy koncertowej – sześć tygodni w autobusie od czerwca, z najwspanialszymi ludźmi, koncert za koncertem. Wiem, że są artyści, dla których trasa jest katorgą, unikają jej jak ognia. Dla mnie to spełnienie marzeń. Nie mam na co narzekać. Tak bym zdefiniowała mój spokój – robię dokładnie to, o czym zawsze marzyłam. Nie muszę spełniać niczyich oczekiwań, nie muszę nikomu niczego udowadniać.

„Osiągnęłam więcej, niż kiedykolwiek przypuszczałam” – to twoje słowa sprzed 3 lat.

Tak jest. Sama przypomniałaś historię, gdy wytwórnia zerwała ze mną kontrakt, gdy zagrałam im „Lost on you”. Walczyłam o ten kawałek półtora roku i udało się. Dekadę później, nadal spełniam swoje marzenia. Za czym mam więc gonić? Kiedyś jeden z dziennikarzy zapytał mnie, czy planuję powtórzyć sukces „Lost on you”. To zabawne, mam wrażenie, że pracuję w jednym z niewielu zawodów, w których trzeba tłumaczyć się z sukcesu (śmiech). Ciekawe, czy lekarzowi też co chwilę ktoś każe tłumaczyć, dlaczego został lekarzem.

Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że „Lost on you” to ulubiony utwór twoich fanów. Czy Ty masz swój ulubiony kawałek? A może chciałabyś, by któryś z nich dostał więcej uwagi?

Nie mam takich oczekiwań. Wypuszczam piosenki w świat — każda ma swoją drogę. „Lost On You” też długo nie było przebojem, po odejściu z wytwórni minęło półtora roku, zanim się przebiło. To było zaskoczenie. Staram się pozwolić piosenkom żyć własnym życiem – tak jak ludziom.