Relacje

Miłość pod napięciem. Jak lęk dyskretnie przejmuje kontrolę nad związkiem? Wyjaśnia psychoterapeutka

Miłość pod napięciem. Jak lęk dyskretnie przejmuje kontrolę nad związkiem? Wyjaśnia psychoterapeutka
Fot. GettyImages

Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie: miłość, wspólne plany i marzenia, wzajemna troska i zaangażowanie. A jednak pod powierzchnią pulsuje niepokój, który jednemu z partnerów ciągle każe pytać, sprawdzać, upewniać się w uczuciach. Kiedy lęk zaczyna sterować relacją, cierpią obie strony. Jak się przed tym bronić? – pytamy psychoterapeutkę Marlenę Ewę Kazoń.

– Niektóre osoby wchodzą w relację partnerską nie tylko z potrzebą miłości, ale również z ogromnym głodem bezpieczeństwa. I bardzo często nie zdają sobie z tego sprawy – wyjaśnia psychoterapeutka Marlena Ewa Kazoń. Co najczęściej słyszy w swoim gabinecie?

  • „Chcę po prostu bliskości”
  • „Chcę czuć, że komuś zależy”
  • „Chcę być ważna”

Pod tym pragnieniem często kryje się coś znacznie głębszego: lęk. Układ nerwowy, który od lat liczy się z utratą więzi i pozostaje czujny wobec tego zagrożenia. Taki człowiek błyskawicznie wyczuwa zmianę nastroju swojego partnera. Dostrzega mikroruchy. Inny ton głosu. Krótszą wiadomość. Dłuższe milczenie. Zmęczenie. Nudę. Rozproszenie. I tam, gdzie druga osoba opisałaby to zjawisko jako "normalny dzień", partner lękowy zaczyna odczuwać zagrożenie. „Przewrażliwienie”? Nie. To częściej historia życia zapisana w ciele.

„Reaguję za mocno, ale nie umiem inaczej”

Te słowa często padają w czasie terapii. I rzeczywiście wiele reakcji lękowych w związkach partnerskich nie bierze się z teraźniejszości. One rodzą się znacznie wcześniej – w domach, w których miłość była nieprzewidywalna, w relacjach, gdzie bliskość raz była, a raz znikała bez wyjaśnienia albo tam, gdzie dziecko musiało stale obserwować emocjonalny klimat domu, żeby przekonać się, czy jest bezpiecznie.

 

Przypadek Pauliny (imię zmienione)

Pacjentka opowiadała mi kiedyś, że jako mała dziewczynka potrafiła po dźwięku kroków ojca rozpoznać, w jakim wraca stanie. Wiedziała, kiedy lepiej się schować, kiedy być cichą i grzeczną, a kiedy próbować rozładować napięcie żartem. Po latach mówiła o swoim mężu: „Kiedy wraca zmęczony i mało mówi, od razu spinam całe ciało. Zaczynam myśleć, że coś zrobiłam. Że on już mnie nie chce. Że zaraz się oddali.” Jej organizm nie reagował wtedy na męża. Reagował na dawny lęk. 

I to jest coś, czego wiele par nie rozumie. Partner lękowy bardzo często nie przeżywa zwykłej sytuacji „tu i teraz”. On przeżywa ją razem z całym swoim wcześniejszym doświadczeniem opuszczenia, odrzucenia albo emocjonalnej niestabilności. Dlatego czasem tak trudno go uspokoić twardymi argumentami. Bo on nie myśli logicznie, tylko usiłuje przetrwać. Część osób lękowych próbuje zdobywać bliskość poprzez nadmierny kontakt: ciągłe rozmowy, potrzebę zapewnień, kontrolowanie relacji. Inne zamykają się, obrażają, testują partnera albo prowokują konflikty, żeby sprawdzić, czy druga strona nadal z nimi zostanie. I bardzo często same siebie za to nienawidzą.

Przykład Moniki

W czasie sesji terapeutycznej Monika zdobyła się na szczerość: „Ja wiem, że jestem męcząca. Wiem, że czasem robię awantury o rzeczy, które wydają się małe. Ale kiedy on się oddala, ja mam w środku taki ból i strach, jakby ktoś mnie zostawiał samą w ciemnym miejscu.”

W takich chwilach pod kłótnią bardzo często nie stoi złość, tylko rozpaczliwe wołanie: „Powiedz mi, że nadal tu jesteś.” Problem polega na tym, że partner tej osoby zwykle słyszy nie lęk, ale presję: ocenę, pretensję, kontrolę. I po pewnym czasie zaczyna się oddalać. Nie dlatego, że jej nie kocha – po prostu czuje się niewystarczający. 

Przykład Michała

„Mam wrażenie, że ile bym nie zrobił, dla niej i tak będzie za mało. Odpiszę później – problem. Potrzebuję pobyć sam – problem. Kiedy jestem zmęczony, ona od razu myśli, że już jej nie kocham”, wyznał na terapii Michał. W pewnym momencie zaczął emocjonalnie odcinać się od tej relacji. Coraz więcej czasu spędzał w pracy. Mniej mówił, zapadał w milczenie. A wtedy lęk jego partnerki rósł jeszcze bardziej.

To jest jeden z najbardziej bolesnych „tańców” w takich relacjach. Im bardziej osoba lękowa boi się utraty więzi, tym mocniej próbuje ją utrzymać. Im mocniej próbuje, tym bardziej jej partner/ka czuje przeciążenie i potrzebę dystansu. Im większy dystans, tym większa panika. I obie strony zaczynają żyć w chronicznym napięciu. 

Gdy miłość mylimy z napięciem... 

Partner lękowy często naprawdę kocha bardzo głęboko. Jest uważny, oddany, wrażliwy, potrafi dawać ogrom ciepła, ale jego miłość bywa połączona z nieustannym czuwaniem. Jakby relacja miała rozpaść się od jednego błędu, a bliskość nigdy nie była czymś stabilnym. W terapii bardzo poruszające są momenty, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że całe życie próbował zdobyć nie tylko miłość, ale przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa przy drugiej połówce. I że czasem wybierał partnerów emocjonalnie niedostępnych nie dlatego, że „takich lubi”, tylko dlatego, że jego układ nerwowy zna właśnie taki rodzaj więzi: niepewnej, niestabilnej, trudnej, wymagającej ciągłego zabiegania. Spokojna miłość dla wielu osób lękowych początkowo wydaje się nudna, wręcz podejrzana: za cicha, za stabilna, za mało intensywna. Bo nie ma w niej ciągłego napięcia, które organizm myli z bliskością. I dlatego terapia osób lękowych najczęściej nie polega wyłącznie na pracy nad ich miłosną relacją. Ona sięga dużo głębiej – do miejsca, w którym człowiek pierwszy raz zaczyna doświadczać, że może być z kimś blisko bez ciągłego strachu. I zaczyna rozumieć, że:

  • cisza partnera nie zawsze oznacza karę;
  • dystans nie zawsze oznacza odrzucenie;
  • konflikt nie zawsze oznacza koniec miłości;
  • można kochać bez nieustannego sprawdzania, czy druga osoba nadal jest.

To bardzo trudna droga, bo wiąże się porzuceniem kontroli, która przez lata dawała osobie lękowej iluzję bezpieczeństwa. Ale bez tego kroku nie da się utrzymać związku. Zdrowienie w  takich relacjach nie zaczyna się od tego, że człowiek nagle przestaje się bać, tylko kiedy pierwszy raz potrafi spojrzeć na swój lęk z czułością, nie z pogardą. Nie jak na „błąd systemu”, który trzeba naprawić, ani „toksyczność”, której trzeba się wstydzić, ale jak na część swojej osobowości, którą zbudowały doświadczenia. Wiele osób lękowych nie ma problemu ze zbytnią emocjonalnością, po prostu z jakichś powodów nie czują się bezpieczne w miłości. Dopiero kiedy zaczną rozumieć, skąd bierze się ich napięcie, potrzeba kontroli i paniczne reagowanie na dystans, pojawi się możliwość wyboru czegoś innego niż automatyczny lęk. 

W poszukiwaniu spokoju

Muszą stopniowo przyzwyczajać się do tego, że mogą nie dostać odpowiedzi przez kilka godzin, a wciąż być ważnymi dla partnera. Że on/ona mogą potrzebować  przestrzeni, a nadal kochać. Że konflikt nie musi oznaczać porzucenia, a bliskość nie wymaga nieustannego udowadniania. Że miłość nie musi być ciągłym napięciem ani walką o uwagę. Że można być blisko bez ciągłego sprawdzania, panicznego nasłuchiwania, czy ktoś przypadkiem emocjonalnie się nie oddala. A relacja, zamiast zamiast opierać się na niegasnącym lęku, może dawać nam spokój i odpoczynek. To jest długa i trudna praca, ale warto ją podjąć. Bo tak naprawdę dotyka nie tylko relacji partnerskiej, ale całego życia osoby lękowej i jej obcowania z drugim człowiekiem.