Wywiad

Magdalena Cielecka: "Każda miłość ma datę ważności, ale czasem ta data kończy się wraz ze śmiercią"

Magdalena Cielecka: "Każda miłość ma datę ważności, ale czasem ta data kończy się wraz ze śmiercią"
Magdalena Cielecka w sesji okładkowej do magazynu PANI
Fot. Jakub Pleśniarski

Aktorka u szczytu swoich możliwości. Kobieta w rozkwicie. Za co ją podziwiamy? Magdalena Cielecka ma odwagę i w sztuce, i w miłości. 

Magdalena Cielecka o relacji z mamą: "Ona jest i zawsze była wyjątkowa"

Sama właśnie wystąpiłaś w filmie wyprodukowanym dla Prime Video. „Nieobliczalna” porusza niezwykle ważny temat przemocy wobec kobiet. Według raportów organizacji dotkniętych nią jest 800 tys. kobiet w Polsce. Znasz ofiary przemocy domowej?

Magdalena Cielecka: Fizycznej chyba nie… Albo nie umiałam odczytać sygnałów. Za to wielokrotnie zetknęłam się z przemocą emocjonalną. Taką na poziomie słów, uwag i umniejszania. Ona jest równie bolesna, też niszczy i zostawia trwały ślad na psychice. Myślę, że każdy z nas wielokrotnie obserwował taką formę przemocy w białych rękawiczkach czy to u bliższych, czy dalszych znajomych. 

Przyjęłaś rolę Alicji ze względu na temat?

Zainteresowałam się tą produkcją dzięki Agnieszce Grochowskiej, która gra główną rolę. Prywatnie lubimy się, a zawodowo bardzo cenię jej rekomendacje. W „Nieobliczalnej” wcielam się w jej przyjaciółkę, matkę młodego mężczyzny. To całkiem obce mi doświadczenie, nieznane i dlatego ciekawe. Alicja jest samotną kobietą, która próbuje uzależnić od siebie syna, nie pozwala odciąć pępowiny, robiąc tym i jemu, i sobie krzywdę. Z miłości czyni więzienie. Znam takie matki, znam takich synów. Taka toksyczna relacja rzutuje potem na całe ich dorosłe życie. Myślę, że to ważny wątek w dyskusji na temat współczesnej męskości. 

Twoja własna relacja z mamą jest zupełnie inna.

Zmienia się z czasem, to naturalne. Raz byłam w życiu bliżej mamy, raz dalej, chociaż nigdy nie miałam momentu kompletnego odrzucenia czy buntu. Nie miałam przeciwko czemu się buntować. Kiedy byłam mała, mama stanowiła dla mnie wzór wszystkiego: od niej uczyłam się emocjonalności, różnych zachowań towarzyskich czy postępowania z mężczyznami, ale również gustu. Ona jest i zawsze była wyjątkowa. Kiedyś spełniała się właśnie w macierzyństwie, teraz w miłości do wnuków, czyli dzieci mojego brata, oraz prawnuków. Chociaż pracowała zawodowo, to dom był dla niej najważniejszy. Ja nie poszłam tą drogą, moje życie jest zupełnie inne i jeśli bywały momenty, kiedy zastanawiałam się, że być może mama mnie nie rozumie, to zawsze czułam jej pełną akceptację. Zatem nigdy nie oddaliłyśmy się od siebie zbyt mocno.

Jesteście do siebie podobne?

Im jestem starsza, tym patrząc w lustro, widzę tych podobieństw coraz więcej. Czasem to jakiś grymas, gest. Albo reakcja, ton głosu. Bywa, że łapię się na tym niespodziewanie i myślę: „O Jezus Maria, mówię zupełnie jak mama”. Ale nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie. Z upływem czasu mam w ogóle coraz więcej czułości. I w stosunku do siebie, i do mamy. 

Magdalena Cielecka i Bartosz Gelner

Wróćmy do „Nieobliczalnej”. Film porusza jeszcze jeden ciekawy temat – romans dojrzałej kobiety, granej przez Agnieszkę Grochowską, ze znacznie młodszym mężczyzną, synem twojej bohaterki.

Agnieszka romansowała z młodszym, granym przez Maćka Musiała, już kilka lat temu w „Miłość jest wszystkim”. Krystyna Janda przeżyła podobną przygodę najpierw w „Tataraku” Wajdy, a niedawno w „Słodkim końcu dnia” Jacka Borcucha, za co dostała nagrodę na festiwalu w Sundance. Przykłady można by mnożyć. Cieszę się, że ten temat przestaje być tabu. A przynajmniej w pewnych kręgach ludzi, którzy mają otwarte umysły. Jestem z Bartkiem (Gelnerem – przyp. red.) w związku przeszło pięć lat i obserwuję, że pod artykułami na nasz temat coraz częściej pojawiają się komentarze: „A dajcie już im spokój z tą różnicą wieku!”. To duża zmiana. Chociaż ja od początku dostawałam przez social media mnóstwo wiadomości od kobiet takich jak: „Pani Magdo, szczęścia! Ja też mam znacznie młodszego partnera i jesteśmy małżeństwem już od 20 lat”. W „Nieobliczalnej” moja postać jako matka jest takiej relacji przeciwna, ale ja bohaterkę Agnieszki doskonale rozumiem. (śmiech)

Dzisiaj twoje podejście do związku jest inne niż kiedyś?

Chyba nie… Dla mnie miłość albo jest, albo jej nie ma. Uczucie może być wyzwaniem, piękne chwile mogą przeplatać się z trudnymi, ale na końcu wszystko sprowadza się do pytania, czy jest miłość. Jeśli jest, wszystko da się przejść. Na pewno z wiekiem staję się mniej radykalna, już bym nie wysiadła z tej taksówki w biegu, ale oczekiwania mam te same. Pragnę miłości i wolności.

Twoja bohaterka z serialu „Dziewczyna i kosmonauta” mówi, że każda miłość ma datę ważności. Ty wierzysz w miłość do grobowej deski?

Każda miłość ma datę ważności, ale w niektórych przypadkach ta data może się kończyć wraz ze śmiercią. (śmiech) Jedna miłość trwa dwa lata, druga 30, a inna może przetrwać całe życie i żadna nie jest lepsza lub gorsza. Dla mnie ważne jest, żeby w miłości być na sto procent, ale kiedy się skończy, umieć pójść swoją drogą.

Magdalena Cielecka: "Wciąż lubię zatańczyć, wciąż chcę zaszaleć"

Wiele emocjonalnych tematów porusza też spektakl „Elizabeth Costello. Siedem wykładów i pięć bajek z morałem” Krzysztofa Warlikowskiego, który niedawno miał premierę w Nowym. Dla mnie chyba najważniejszym z nich jest przemijanie… …zwłaszcza w życiu kobiety. Upływ czasu budzi w tobie niepokój?

W pierwszym odruchu budzi we mnie bunt. Pewien wku*w, że dlaczego tak musi być? Dlaczego ja mam już mniej czasu niż więcej? Mam w sobie niezgodę na to, że ten czas dzisiaj płynie mi o wiele szybciej niż kiedyś, nawet jeśli obiektywnie rzecz biorąc, płynie tak samo. Fizyczność też się zmienia. Bo mogę dbać o siebie i mieć poczucie, że wyglądam atrakcyjnie, ale czuję, że tej kondycji jest już mniej, że pewnych rzeczy już nie zrobię albo że przychodzą mi znacznie trudniej. Na nartach muszę na siebie uważać, nie skoczę też do basenu na główkę. Ale nie mówię o sobie, że jestem stara, bo to by była kokieteria. Wymuszanie na rozmówcy, żeby powiedział: „Ależ skąd, pani Magdo, pani tak świetnie wygląda!”. Wiem, jak wyglądam, bo trafiły mi się dobre geny, pracuję na to, żeby być sprawną, ale wiem też, ile mam lat. Oglądam teraz serial „Capote kontra socjeta” o pisarzu Trumanie Capocie i tam pada zdanie, że starość jest wtedy, kiedy już nie chce nam się pójść potańczyć. Bo młodość to jest ruch. A ja wciąż lubię zatańczyć, wciąż chcę zaszaleć.

Kiedyś powiedziałaś, że „między 20. a 30. rokiem życia odczuwamy nonszalancką, pełną buty siłę kobiecości. Wydaje się nam, że świat leży u naszych stóp i wystarczy kiwnąć palcem, a każdy facet będzie nasz”. Jaka jest ta siła kobiecości po pięćdziesiątce?

Ciekawe, dlaczego tak powiedziałam… Moje ciało było wtedy jędrne, wszystko napięte, a ja miałam mnóstwo kompleksów i zahamowań. Wcale nie uważałam, że jestem pięknością ani nie wierzyłam w swoją kobiecą moc. Momentami wręcz ją ukrywałam. Poczułam się dobrze sama ze sobą znacznie, znacznie później. To dzisiaj, kiedy ciało nie jest gładkie i czasem szwankuje, mam przeświadczenie, że jestem atrakcyjna. Poza tym uważam, że wrażenie, które kobieta wywiera na mężczyznach czy na otoczeniu, to nie tylko cielesność, to również wnętrze. Brzmi jak Paulo Coelho, ale tak właśnie jest. Jeśli w środku jesteśmy silne, mądre i pogodzone z sobą, ale też sprzeczne, interesujące i kolorowe, żyjące po swojemu, to wtedy ta siła kobiecości potrafi być piorunująca. Na pięknej powłoce można zawiesić oko, ale jeśli za tym nie stoi piękne wnętrze, to czar szybko pryska. U mężczyzn zresztą tak samo. 

Cały wywiad do przeczytania w lipcowym numerze magazynu "PANI"

pa_07_001_x2_v6_sRGB

Kim jest Magdalena Cielecka?

Aktorka urodzona w 1972 roku. Absolwentka krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej (dziś Akademia Sztuk Teatralnych). Magdalena Cielecka debiutowała w Starym Teatrze, przez wiele lat grała na deskach rewolucyjnego warszawskiego Teatru Rozmaitości, teraz oglądać ją można w Nowym Teatrze prowadzonym przez Krzysztofa Warlikowskiego. Świat filmu błyskawicznie zauważył i docenił jej talent: za swoją pierwszą rolę, w „Pokuszeniu” Barbary Sass, dostała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Gdyni. Zagrała w takich głośnych produkcjach jak „Zakochani” Piotra Wereśniaka, „Egoiści” Mariusza Trelińskiego, „Katyń” Andrzeja Wajdy, „Wenecja” Jana Jakuba Kolskiego, serialu „Chyłka” czy ostatnio obsypanym nagrodami „Lęku” Sławomira Fabickiego. Prywatnie związana z Bartoszem Gelnerem, również aktorem Nowego Teatru.

 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 07/2024
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również