Partnerzy

Natalia Rybińska i Michał Sobociński: "Musieliśmy pojechać na koniec świata, aby się odnaleźć"

Natalia Rybińska i Michał Sobociński: "Musieliśmy pojechać na koniec świata, aby się  odnaleźć"
Fot. Fot. Filip Zwierzchowski

Natalia Rybicka i Michał Sobociński odnaleźli się na końcu świata. Znana aktorka i ceniony operator nie mieli pojęcia o swoim istnieniu. Gdy się spotkali, nie wiedzieli nawet, że mówią w tym samym języku. 

Kim jest Natalia Rybicka? 

Natalia Rybicka to aktorka teatralna, filmowa i dubbingowa; należy do zespołu teatru Studio w Warszawie. Absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Wystąpiła w kilkudziesięciu rolach, m.in. w filmach: „Żurek”(reż. Ryszard Brylski), „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” (reż. Janusz Majewski), w serialach: „Odwróceni”, „Londyńczycy”, „Szpilki na Giewoncie”, „Blondynka”. Mama Heli (rocznik 2022). Ma 36 lat. 

Kim jest Michał Sobociński?

Michał Sobociński to operator filmowy. Absolwent Wydziału Operatorskiego i Realizacji Telewizyjnej PWSFTviT w Łodzi. Autor zdjęć do polskich i międzynarodowych produkcji, m.in. do filmu „Filip” (reż. Michał Kwieciński), „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” (reż. Maria Sadowska), „Drogówka” (reż. Wojciech Smarzowski), do seriali „Żmijowisko”, „Belfer” itd., a także hollywoodzkiego „The New Look”. Ojciec trójki dzieci: Hani, Zakka i Heli. Ma 35 lat. 

Natalia Rybicka o Michale Sobocińskim

Natalia Rybicka i Michał Sobociński. Jak brzmi historia ich poznania?

Deszczowe, chłodne Seattle. Mroczna aura. Seattle Polish Film  Festival,  na  który  z  entuzjazmem przyjęłam zaproszenie. Moja pierwsza podróż do USA. To był październik 2017 roku. Po pokazie filmu „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” Janusza Majewskiego, gdzie grałam jedną z głównych ról, poszliśmy z organizatorami festiwalu na wieczornego drinka. Zauważyłam, że do knajpy wszedł wysoki mężczyzna w niecodziennej stylizacji. Mimo zimna  miał  na  sobie tylko hawajską koszulę z krótkimi rękawami i bermudy. Zainteresował mnie od razu. Podszedł do baru i zagaił mnie po angielsku. Zaczęliśmy rozmawiać. Po pewnym czasie dołączył do nas organizator festiwalu. I wtedy nagle okazało się, że oboje jesteśmy Polakami, pracujemy w świecie filmu i zostaliśmy zaproszeni na to samo wydarzenie.

 

Powiedzieć, że byłam zdziwiona, to nic nie powiedzieć! Myślałam, że to jakieś show w stylu „ukryta kamera”. Michał nosił w sobie wtedy sporo smutku, choć z pozoru był radosny i uśmiechnięty. Ja również nie miałam prywatnie najlepszego czasu. Przyciągnęliśmy się mroczną stroną osobowości, choć, co istotne, jednocześnie zawsze cechuje nas pogoda ducha. Od pierwszych słów ujęły mnie jego spontaniczność, ciekawość świata i ludzi. Poczułam, że to człowiek, który niczego nie udaje, ma serce na dłoni. Zaufałam mu na dzień dobry. Przegadaliśmy całą noc, jakbyśmy znali się od lat. Zrozumiałam, że mogę z Michałem przysłowiowe konie kraść. Dwa dni później miałam lot do Nowego Jorku, a on z Seattle ruszał do Kalifornii. Po powrocie do Polski od razu się spotkaliśmy. Pierwszy raz weszłam w relację, która zaczęła się tak lekko, od przy-jaźni i wzajemnej ciekawości. Bez wielkich oczekiwań,  chociaż... 

Pamiętam  nasz  pierwszy  spacer  po  Seattle:  rozmawialiśmy o tym, jak będziemy chodzić za rękę jako para staruszków. Musieliśmy pojechać na koniec świata, aby się  odnaleźć.  Żartuję  czasem,  że trzeba uważać na marzenia, bo się spełniają. Zawsze chciałam mieć ukochanego, z którym będę  się jednocześnie przyjaźnić i zwiedzać świat. I właśnie to się dzieje. Michał, rozchwytywany operator, sporo pracuje za granicą. Nie uznajemy długiej rozłąki, więc często mu towarzyszę. Prawie rok spędził w Indiach, na planie filmu „Uczeń”; latałam do niego co kilka tygodni.

Natalii Rybicka i Michał Sobociński tworzą patchworkową rodzinę

Zaręczyliśmy  się  w  Wenecji,  a  nasz  ślub  odbył się na Sycylii. Tej jesieni, ledwo wróciliśmy po półrocznym pobycie z Paryża, Michał dostał propozycję pracy w Tajlandii. Na koniec zdjęć dołączyłam do niego z naszą córeczką. Wkrótce leci z powodów zawodowych do Japonii. Hela przyszła na świat w czerwcu, w Paryżu. Michał pracował tam po kilkanaście godzin dziennie na planie nowego hollywoodzkiego  serialu  „The New Look” z udziałem Bena Mendelsohna, Juliette Binoche,  Johna Malkovicha,  Glenn Close. Byłam tuż przed porodem i pojechałam za nim. 

Rodzina to dla nas priorytet. Na szczęście Michał potrafi zadbać o bliskich, jest na sto procent mężem, ojcem. Doceniam, że mieliśmy cudowne lato w Paryżu, a ja mogłam intensywnie  przeżywać pierwsze tygodnie z naszą córeczką. Jesienią przeprowadziliśmy się z powrotem do Konstancina. Dużo czasu spędzamy w piątkę, z dziećmi Michała z pierwszego małżeństwa: jedenastoletnią Hanią i ośmioletnim Zakkiem. Gotujemy, gramy w gry, oglądamy filmy. Ostatnio Michał włączył komedię z lat 90., „Ace Ventura. Psi detektyw”.  Zakk od razu zauważył: „Tato, to nie są prawdziwe góry, tylko wydrukowane tła, plansza”. Na co wtrąciła się Hanka: „Hej, ja też to widzę, ale daj mi spokojnie obejrzeć całość”.  Nie da się ukryć związków naszej rodziny z kinem!

 

Powoli  wracam  do  zawodu  po  przerwie  związanej z porodem. Nagrywam tzw. self- tape’y  do  castingów, chodzę na próby, szykuję się do spektakli. Ciekawe, czy Hela będzie dzieckiem teatralnym, buszującym w garderobie? Praca jest dla mnie ważna, co Michał na szczęście  rozumie  i wspiera. Wiem, jak ważne jest, aby nie rezygnować z siebie, zatracając się w byciu wyłącznie żoną i mamą. Pracuję w świecie filmu i seriali od 13. roku życia. Po przerwie odczuwam jeszcze większy głód grania. Kiedy idę do teatru, a Michał ma wolne, to wiadomo, że zajmie się Helą i dwójką swoich dzieci, które spędzają u nas dużo czasu. Spełnia się na tym polu. Kocham Michała za to, jaki jest, a nie za to, jakim chcę, aby był. To niepoprawny marzyciel (uwielbiam tę cechę). Mam dla niego dużo tolerancji i cierpliwości.

Co jest dla mnie najważniejsze w związku? Szczerość. Na pewno nie chcę być oszukiwana. Nie rzucamy talerzami, raczej staramy się rozwiązywać problemy na bieżąco.  Szkoda nam czasu na  sprzeczki czy niedomówienia, bo Michał często wyjeżdża do pracy. Tym bardziej więc szanujemy i doceniamy wspólne chwile. Cieszę się, że złapaliśmy się w tym wielkim świecie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia z kimś innym.

Michał Sobociński o Natalii Rybickiej

Dla męża Natalii Rybickiej, Michała Sobocińskiego, najważniejsza jest rodzina

Dzięki Natalii, naszej córce Heli, moim dzieciom Hance i Zakkowi i udanej karierze czuję się szczęśliwy. Ciekawe, bo zawodowo przestałem się ścigać. Mam 35 lat i wiem, co jest moim priorytetem. Rodzina – nie chcę przegapić żadnej ważnej chwili z życia bliskich. Wychowałem się razem z bratem (Piotrem, operatorem - przyp. red.) i siostrą (Marią, aktorką - przyp. red.) na planie filmowym u taty, Piotra, który był wybitnym operatorem. Tata z kolei wychował się na planie u naszego dziadka Witka, również operatora. Moja mama (Hanna Mikuć - przyp. red.) odpuściła karierę aktorską i razem z nami  poleciała za tatą. Kiedy miałem 13 lat, tata zmarł na planie hollywoodzkiej produkcji „24 godziny”. Ale te 13 lat to najszczęśliwszy czas w moim życiu. Wszędzie byliśmy razem, całą piątką. I właśnie to przeniosłem do własnego domu. Kiedy wracam  z  planu, daję z siebie wszystko. Gotuję, odwożę dzieci do szkół, spędzamy każdą wolną chwilę razem.

 

Tęsknota? Z tym sobie nie radzę. Najtrudniej było w Indiach, gdy prawie rok realizowałem film wyprodukowany przez Alfonsa  Cuaróna  –  „Uczeń”. Kiedy nie wytrzymywałem samotności,  leciałem  20  godzin  z  przesiadkami  do  Warszawy,  spędzałem dzień z dziećmi, a potem wracałem do Bombaju. Od pięciu lat tęsknię też za Natalią...Nasza historia poznania jest i kiczowata i romantyczna. Dostałem  zaproszenie do Los Angeles na pokaz filmu „Sztuka  kochania”,  do którego robiłem zdjęcia. Na ostatnią chwilę pojawiło się zaproszenie na festiwal do Seattle, który wypadał kilka dni wcześniej. W walizce miałem koszule hawajskie, idealne na upały kalifornijskie, a nagle zjawiłem się w zimnej stolicy grunge’u. W nocy, tuż po przylocie, dotarłem pod wskazane przez organizatorów  kino,  które okazało się zamknięte. Przez zmiany czasu dokuczała mi  bezsenność.  Bezsenność  w  Seattle...  Zziębnięty trafiłem do jedynego otwartego lokalu i pierwszy raz w życiu zagaiłem siedzącą przy barze blondynkę: „Would you like some beer?”. „Why not”, odrzekła. Po jakimś czasie pojawił się organizator festiwalu,  który na nasz  widok rozjaśnił się:  „Natalia, jak dobrze, że powiedziałaś Michałowi, że tutaj przyszliśmy!”. Nie wiem, kto był bardziej zdumiony: ona czy ja? Ale weszliśmy w te role! „Co ja bym bez ciebie zrobił”,  powiedziałem. Wziąłem  Natalię  pod rękę i dołączyliśmy do ekipy.

Mąż Natalii Rybickiej wspomina ich pierwsze spotkanie 

Rozmawialiśmy do szóstej rano. Na pożegnanie zaproponowałem jej zwiedzanie Seattle. Ustaliłem zbiórkę na 8:30. Nie pospała, zjawiła się! Zeszliśmy całe miasto, byliśmy w domu lidera Nirvany, na grobie Jimiego  Hendrixa, a na koniec na targu z owocami morza. Czułem, jak iskrzy między nami. Zaproponowałem, żeby zamiast do Nowego Jorku poleciała ze mną do Los Angeles. „Nie, nie. Jak zechcesz, to po powrocie do Polski zadzwonisz”, usłyszałem. Po trzech latach związku postanowiłem zabrać Natalię na festiwal filmowy w Wenecji, gdzie premierę miał mój film. Kupiłem bilety do opery La Fenice (co było jej marzeniem). Do zamówionej przeze mnie gondoli–taksówki  dołączył  tajemniczy  mężczyzna. Wypłynęliśmy na Canal Gran-de: tego wieczoru odbywały się wyścigi gondolierów, święto w Wenecji. Wszystko było zablokowane dla turystów, ale przy wsparciu dyrektora festiwalu załatwiłem zgodę na nasze przepłynięcie. Kiedy gondola znalazła się pod mostem Rialto, mężczyzna zrzucił płaszcz i zaczął śpiewać. Był śpiewakiem operowym. Padłem na kolana przed ukochaną. Widziałem setki telefonów i kamer, rejestrujących wyścig, które skierowały się w naszą stronę, ale nie to było istotne. Powiedziała: „Tak!”. Rok później kończyłem w Toruniu zdjęcia do filmu „Filip” Michała Kwiecińskiego i przypomniałem sobie, że skoro mija rok od zaręczyn, to albo trzeba kupić kolejny pierścionek, albo... wziąć ślub.

Natalia Rybicka i Michał Sobociński - ślub. Para pobrała się we Włoszech 

Zorganizowaliśmy  go  w  trzy  tygodnie  na  Sycylii.  Tam  kręcono  mój  ukochany  film,  „Ojca  chrzestnego”. Zaprosiliśmy tylko najbliższych. Do ceremonii omal nie doszło: zerwała się wielka ulewa i burza, po drodze runęła skała. Musieliśmy usuwać kamienie,  aby dotrzeć do urzędu. Moje dzieci podawały obrączki. Po ślubie zagrałem na gitarze utwór skomponowany dla żony.  Ruszyliśmy w krótki rejs.

Marzyliśmy o wspólnym dziecku. Szczęśliwie Natalia szybko zaszła w ciążę. Zapowiedziałem: „Kiedy będzie się rodzić naszą córkę, zostanę w Polsce, nie przyjmę żadnych ofert pracy”.  I wtedy  przyszła propozycja nie do odrzucenia: zdjęcia do serialu  „The New Look”  dla  platformy  Apple, z hollywoodzką obsadą. Jasne, to brzmi bajkowo, ale życie naszej rodziny bywa chaotyczne, nerwowe. Mam wymagającą  pracę,  nieraz  siedem  dni  w tygodniu, z daleka od domu. W nowy związek wszedłem z dwójką dzieci z poprzedniego małżeństwa. Natalia nie tylko je zaakceptowała, ale też pokochała. Mądra, piękna, zdolna. Mój Anioł Stróż. Jestem w niej cały czas zakochany, jakbyśmy poznali się wczoraj.

 

Tekst pochodzi z lutowego numeru magazynu "Pani".

OKLADKA Grochowska

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również