Krzysztof Kowalewski: "Na finiszu trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno"
Fot. AKPA

Krzysztof Kowalewski: "Na finiszu trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno"

Ciepły, rodzinny człowiek o wielkim sercu. Dobra dusza, chodzący Anioł. Tak o Krzysztofie Kowalewskim mówi każdy, kto miał okazję go poznać. Wiadomość o jego śmierci poruszyła wszystkich. 

Niezapomniany Pan Sułek ze słuchowiska radiowego "Kocham pana, panie Sułku" i fenomenalny Onufry Zagłoba z filmu "Ogniem i mieczem" zmarł 6 lutego 2021 roku. - Najdroższy, najwspanialszy, najczulszy, nie przegrał żadnej walki! - pożegnała Krzysztofa Kowalewskiego wzruszającymi słowami zrozpaczona żona, Agnieszka Suchora. O problemach zdrowotnych pana Krzysztofa wiadomo było od kilku lat. Aktor od dawna narzekał na serce, zmagał się także z cukrzycą. Niespełna rok temu trafił do szpitala. Po powrocie do domu czuł się coraz gorzej. Coraz trudniej też mu było poruszać się o kulach, bardzo schudł.

13246h
Krzysztof Kowalewski jako Zagłoba w filmie "Ogniem i mieczem"
Źródło AKPA

Egzotyczna piękność i doktor Ewa 

Jego życie było niezwykle barwne. Żartował, że narobił w nim sporo bałaganu. Pierwszą żoną Krzysztofa Kowalewskiego była kubańska tancerka Vivian Rodriguez. Młody, rozpoczynający dopiero karierę aktor, zakochał się w egzotycznej piękności do szaleństwa. Z tego związku narodził się ich syn Victor, mieszkający od lat na stałe w Los Angeles.

Niestety, po trzech latach małżeństwo się rozpadło, ale oboje utrzymywali dobre relacje. - Nie dojrzałem wtedy jeszcze do roli, w którą musiałem wejść. Nie byłem gotowy na bycie ojcem - wyznał po latach Krzysztof Kowalewski. W drugi związek z aktorką Ewą Wiśniewską pan Krzysztof wchodził bardziej przygotowany. Chociaż znajomi nie dawali im wielkich szans, wiedząc, że oboje podążają za porywami serca, potrafili sobie wiele wybaczać, czego dowodem było przeżyte wspólnie 20 lat... Aż pewnego dnia aktor spotkał miłość swego życia, młodszą o 30 lat aktorkę Agnieszkę Suchorę.

Spokojna przystań pana Krzysztofa

Poznali się podczas prób w warszawskim Teatrze Współczesnym. Początkująca młoda aktorka przechodziła kryzys w swoim pierwszym małżeństwie, a Krzysztof Kowalewski, szukał spokojnej przystani - Było w nim wszystko, co zawsze pociągało mnie w mężczyznach: poczucie humoru, autorytet. Był dużym facetem, przy którym czułam się bezpiecznie, a do tego najłagodniejszym na świecie - opowiadała pani Agnieszka.

Ona zachwyciła go swoją świeżością i dziewczęcą urodą. On stał się jej mentorem, powiernikiem i doradcą. Powoli stawali się sobie coraz bliżsi. Duża różnica wieku przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. - Agnieszka umysłowo jest na takim poziomie, że prawdopodobnie jest starsza ode mnie - wyznał kiedyś aktor. Kiedy w 2000 roku na świat przyszła ich córka Gabrysia, wzajemna relacja nabrała pełnego wymiaru.

Pan Krzysztof kupił wtedy duże mieszkanie w Warszawie. Niedługo potem, w 2002 roku pobrali się. Po latach oboje przyznali, że mimo przeciwności losu, warto było postawić na miłość. Aktor znalazł wreszcie ciepły, bezpieczny dom. Swoją młodą żonę nazywał prawdziwym mędrcem. Pani Agnieszka z kolei nie mogła się nadziwić, skąd w starszym mężu tyle energii. A on przy swoich dziewczynach odmłodniał, jakby uzyskał drugie życie.

akpa20141101_kwesta_jok__h0f9029
Krzysztof Kowalewski z córką Gabrysią i żona Agnieszką podczas zbiórki na rzecz ratowania zabytkowego Cmentarza Powązkowskiego. 
Źródło

Potrafił w nieskończoność bawić się z córeczką, kiedy była mała. Gabrysia była jego oczkiem w głowie. Angażował się w jej wychowanie od samego początku. Przewijał, wstawał do niej w nocy, kąpał. Później odrabiał z nią lekcje i poświęcał jej każdą wolną chwilę, dyskutując na wiele tematów. Dzięki niej odkrył uroki ojcostwa.

- Nie sądziłem, że jeszcze w moim życiu zdarzy się taki cud – powtarzał Krzysztof Kowalewski. - Chciałbym jak najdłużej być w pełni sił, by zapewnić córce radosne dzieciństwo, a potem dobre życie.

Dużo dobrej energii dawała mu odnowiona po latach relacja z synem Victorem. Cieszył się, że uczynił go dziadkiem, kiedy na świat przyszła Sacha Kowalewski, która jakiś czas temu także została aktorką. To też go uskrzydlało. Oboje z żoną uwielbiali podróże. Kochali włoską Toskanię i nasze Mazury, gdzie wybudowali piękny domek w skandynawskim stylu. Pani Agnieszka wszystkim się zajęła. Zdobyła ogromną wiedzę na temat remontów domów i dekorowania wnętrz. W końcu założyła własną firmę o takim profilu.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Sacha Kowalewski (@sachafoo7)

W 2016 roku aktor zaczął podupadać na zdrowiu. Problemy z sercem i z poruszaniem się sprawiły, że kilka razy trafiał do szpitala. - W starości najgorsze jest to, że biologicznie się zużywam - żalił się wtedy. Żona zawsze wytrwale go wspierała. Zawsze mógł liczyć na jej obecność i pomoc.

- Ja nie mam prawa na nic narzekać, bo życie wynagrodziło mi wszystko moją żoną. Na finiszu trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno. Agnieszka dała mi drugie życie - podkreślał pan Krzysztof.

Odszedł po cichutku, we śnie, jakby nie chciał budzić swoich ukochanych dziewczyn, ani ich niepokoić... - Kocham go i wiem, że on także mnie kochał. Życie nie wyposażyło go w rolę ojca, ale z czasem wrósł w nią i całkiem dobrze ją odgrywał. Żartem kończyliśmy każdą naszą rozmowę. Ci, którzy go znali, wiedzą, że był całkiem dobry w opowiadaniu dowcipów. Będzie mi go bardzo brakowało - pożegnał czule tatę syn Victor.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również