Meryl Streep, ikona kina, kobieta, która przez dekady uosabiała klasę, talent i stabilność, zaskoczyła świat w październiku 2023 roku. Po 45 latach małżeństwa z Donem Gummerem, rzeźbiarzem i ojcem jej czwórki dzieci, ogłosiła, że od 6 lat żyją osobno. Ta cicha separacja zszokowała fanów. Czy odejście z wieloletniego związku, zwłaszcza po tylu latach, ma sens? Dla dojrzałych kobiet, które często stoją na życiowych rozstajach, historia Meryl może być przestrogą, ale też… inspiracją. Okazało się bowiem, że Meryl jest ponownie zakochana, a obiektem jej uczuć jest przyjaciel gwiazdy, amerykański komik, Martin Short. Oboje mają po 75 lat.
Małżeństwo Streep i Gummera wydawało się jednym z tych hollywoodzkich cudów – trwałe, dyskretne, z dala od skandali. Poznali się w 1978 roku, gdy Meryl przeżywała żałobę po śmierci swojego partnera, aktora Johna Cazale. 6 miesięcy później powiedzieli sobie "tak". Przez lata Don wspierał jej karierę, a ona jego sztukę. W 2012 roku, odbierając Oscara za "Żelazną Damę", Meryl powiedziała: "Najpierw dziękuję Donowi, bo kiedy dziękujesz mężowi na końcu przemowy, zagłuszają go muzyką, a chcę, żeby wiedział, że wszystko, co cenię najbardziej, dał mi on". Te słowa brzmiały jak hymn miłości. Jak więc doszło do rozstania?
W 2024 zaczęły krążyć plotki, że Meryl spotyka się z komikiem Martinem Shortem, kolegą z planu serialu "Zbrodnie po sąsiedzku". Wyglądali na bardzo sobie bliskich na Złotych Globach, choć przedstawiciel Shorta zaprzeczył: "To tylko przyjaźń". Meryl wciąż nosiła obrączkę na gali w Hiszpanii, dzień po ogłoszeniu separacji, co wywołało spekulacje: to sentyment, czy gra pozorów? Dziś już nie kryją się ze swoją relacją. Tak, to miłość.
6 lat separacji to długi czas na refleksję i zadanie sobie pytania: czego JA chcę? To naturalne, że po rozstaniu pojawia się ciekawość nowych relacji. Nie chodzi o zdradę, ale o otwarcie się na świat. Kobiety po 40. i 50. często odkrywają, że mają jeszcze wiele do zaoferowania – i do przeżycia. A Meryl Streep jest po.... 70.
Dla dojrzałych kobiet historia Meryl Streep może być lustrem. Wiele z nas tkwi w związkach, bo "tak trzeba" – dla dzieci, stabilności, społecznych oczekiwań. Ale co, jeśli te powody przestają być aktualne? Streep zaczęto nazywać "influencerką rozwodów", sugerując, że jej cicha separacja inspiruje do stawiania na własne szczęście. Rozwód po 45 latach nie musi być przecież końcem romantycznego życia końcem, ale nowym początkiem.
Czasami inspiracją może być nie gwiazda, a inna kobieta, która po rozwodzie odżyła i zaczęła nowe, lepsze życie. Moja koleżanka była nieszczęśliwa w małżeństwie, ale wciąż mówiła, że ma 55 lat i może to za późno. Wątpiła też, czy ułoży sobie życie na nowo. Na pogrzebie swojego teścia zobaczyła piękną, uśmiechniętą i pewną siebie kobietę. Okazało się, że jest to była żona... jej męża. Spojrzała na nią i pomyślała: "Jest życie po Andrzeju!" i tydzień później złożyła pozew rozwodowy. Tak, inspiracje pomagają podjąć decyzję.
Statystyki pokazują, że rozwody wśród osób 50+ (tzw. "silver divorce") rosną – w USA odsetek ten wzrósł z 8 proc. w 1990 roku do 15 proc. w 2020 Dlaczego? Bo żyjemy dłużej, a kobiety coraz częściej stawiają na siebie. Po 30 latach małżeństwa pytają: "I co, to niby już wszystko?". Odpowiedź brzmi: nie, jeśli same zdecydujemy inaczej.
Odejście z wieloletniego związku to trudna decyzja. Można czuć pomieszane emocje. Przywiązanie, stare nawyki. Jeśli jednak czujemy, że usychamy, warto to przynajmniej rozważyć jak chcemy spędzić resztę życia?
Meryl Streep potrzebowała sześciu lat, by dojrzeć do tego, by publicznie pokazać się nowym partnerem. Może nie chodziło o Martina Shorta ani o zmęczenie Donem, ale o odnalezienie siebie po dekadach bycia żoną, matką, gwiazdą. Dla dojrzałych kobiet to sygnał: nigdy nie jest za późno na zmianę. Czy to ma sens? Tak, jeśli czujemy, że nasze życie przestało być nasze. Jak powiedziała kiedyś w Goalcast sama Meryl: „Największym darem ludzi jest empatia” - może czas skierować ją też na siebie? Rozstanie po latach to nie porażka, ale akt odwagi – powiedzenie ‘tak ’sobie samej. I to wcale nie musi być rozstanie, by związać się z kimś innym. Czasem komfort wolności wystarczy.