Dr Iliana Ramirez: "Wszyscy możemy rozwinąć umiejętność słuchania intuicji  i ufania komunikatom, które nam wysyła"
- Z jednej strony pojęcie 'kobiecej intuicji' to krzywdzący stereotyp, ale z drugiej to przekonanie sprawiło, że kobiety bardziej ufają swojej intuicji i częściej z niej korzystają - przyznaje dr Iliana Ramirez
Fot. Kat Piwecka

Dr Iliana Ramirez: "Wszyscy możemy rozwinąć umiejętność słuchania intuicji i ufania komunikatom, które nam wysyła"

Nazywaną szóstym zmysłem intuicję posiadamy wszyscy. Tylko nie wszyscy mamy ją w równym stopniu rozwiniętą. - Możliwe, że wiele osób czyta komunikaty od swojej intuicji, tylko po prostu o tym nie wie lub tego tak nie nazywa - mówi dr Iliana Ramirez, urodzona w rodzinie meksykańskich uzdrowicielek farmakobiolożka. I podpowiada, jak czerpać z intuicji pełnymi garściami. 

Czemu zamiast pójść w ślady swoich przodkiń uzdrowicielek, postanowiła Pani pójść w świat nauki?

Kiedy byłam dzieckiem, widziałam jak moja mama i babcia pomagają innym osobom wyzdrowieć. Było to dla mnie czymś zupełnie normalnym, wydawało mi się nawet, że każda rodzina tak funkcjonuje. Dopiero z biegiem czasu uświadomiłam sobie, że są rodziny, które funkcjonują całkiem inaczej. To pobudziło moją ciekawość. Zaczęłam zadawać sobie różne pytania. Jak to się dzieje, że akurat moja babcia i mama pomagają innym ludziom? W jaki sposób komunikują się z przewodnikami duchowymi, których ja nie widzę? Jak to możliwe, że w niektórych przypadkach uzdrawiają za pomocą dotyku - po prostu wykonując masaże?

Gdy miałam pięć lat w moim życiu wydarzyło się coś, co wpłynęło na mnie w niezwykły sposób. Moja mama zachorowała na epilepsję. Lekarze zaczęli wykonywać jej różne badania, ale nie byli w stanie odnaleźć medycznej przyczyny tej choroby. Oczywiście przepisali leki, które mama zaczęła brać. Równolegle różni uzdrowiciele tradycyjnej meksykańskiej medycyny, nazywani curanderos, przyglądający się chorobie mojej mamy, przedstawili swój punkt widzenia i szereg terapeutycznych zaleceń, do których moja mama również się zastosował. Wkrótce zaczęła też praktykować różne rytualne metody tradycyjnej medycyny meksykańskiej, w tym medytację. Po kilku latach choroba powoli zaczęła się cofać. Te wszystkie doświadczenia sprawiły, że jeszcze bardziej zapragnęłam zrozumieć chorobę mojej mamy i odkryć wszystkie te fascynujące zasady funkcjonowanie mózgu i ciała. Widziałam, co działo się z mamą, gdy choroba przyszła i widziałam, co się z nią działo, gdy  choroba odchodziła. Wciąż jednak nie wiedziałam, skąd ta epilepsja się wzięła. Dlatego właśnie poszłam na farmakobiologię i zajęłam się naukowym badaniem mózgu.

Jak udało się Pani połączyć dwa tak różne światy – duchowy (jako potomkini curanderos) i naukowy (jako doktor famakobiologii i naukowczyni). 

Cóż, zajęło mi to kilka lat. Początkowo totalnie rozwijałam się w obszarze naukowym, zgłębiając świat neurobiologii i biologii komórki. Z jednej strony byłam zadowolona z wiedzy, którą zdobyłam w odpowiedzi na moje osobiste pytania. Z drugiej strony chciałam wciąż odkrywać i wiedzieć więcej o fascynującym ludzkim ciele. Moja edukacja w Meksyku była już na finiszu, postanowiłam ją kontynuować w USA, gdzie zdobyłam stypendium na jednym z kalifornijskich uniwersytetów.

W tym momencie moje życie przybrało nieoczekiwany obrót. W jednym z klubów w stolicy Meksyku poznałam mężczyznę, w którym się zakochałam, Polaka, również naukowca. Z biegiem czasu postanowiliśmy stworzyć wspólne życie. Podjęłam więc decyzję, by opuścić mój kraj, moją rodzinę, moją pracę i przenieść się na drugi koniec świata, nauczyć nowego języka, przystosować do nowej kultury, klimatu – słowem: do wszystkiego! To wywołało we mnie potworny stres. Aby nad nim zapanować, wykorzystałam wiele znanych mi z domu rytuałów i metod samoregulacji. Potem zaczęłam zgłębiać kolejne techniki medytacyjne z różnych kultur, poznawałam inne kierunki myślenia, nurty filozoficzne. Odkryłam w nich wiele podobieństw.

Szukałam naukowego wyjaśnienia na to, co robiłam i czego doświadczałam. Miałam wiedzę oraz możliwości, więc posiadałam narzędzia, aby drążyć temat. I tak coraz głębiej zaczęłam wchodzić w w dwa obszary, które mnie fascynowały: naukę i duchowość.

Mam wrażenie, że ten drugi świat nierzadko ignoruje istnienie tego pierwszego?

Oczywiście! Niestety, istnieje podział pełen uprzedzeń. Jak gdyby oba te światy nie  były zgodne. Na szczęście coraz częściej spotykam ludzi z różnych stron świata, którzy są otwarci i tak jak ja zaczynają zgłębiać te dwie przestrzenie. I, co ważne, dostrzegają zalety tego połączenia.

Czy Pani zdaniem często ignorujemy swoją intuicję?

Wiele osób twierdzi, że podział na myślenie analityczne i intuicyjne oznacza, że te dwa sposoby przetwarzania (czy też „style myślenia”) są przeciwieństwami działającymi na zasadzie huśtawki.

Ostanie badania wykazały jednak, że myślenie analityczne i intuicyjne może zachodzić w tym samym czasie. Tak więc, chociaż prawdą jest, że jeden styl myślenie wydaje się dominować na drugim w każdej sytuacji – w szczególności w myśleniu analitycznym – podświadomy charakter myślenia intuicyjnego sprawia, że trudno jest dokładnie określić, kiedy ono występuje. Właśnie dlatego, że tak wiele dzieje się pod maską naszej świadomości.

W rzeczywistości te dwa style myślenia uzupełniają się i mogą działać razem. Co więcej, regularnie z tej synergii korzystamy. Możliwe, że wiele osób czyta komunikaty od swojej intuicji, tylko po prostu o tym nie wie lub tego tak nie nazywa. Słowo „intuicja” jest bowiem często mylone z „myśleniem magicznym”.

Dlaczego tak często intuicję zagłuszamy? Może dlatego że powszechnie przyjęło się, że hasło intuicja raczej nie kojarzy się z racjonalnym podejściem do sprawy, tylko właśnie z magicznym, irracjonalnym, tak jak Pani to określiła?

Uważam, że wiele osób słucha sygnałów swojej intuicji bez względu na to, czy je racjonalizuje, czy podejmuje inną decyzje z powodu ograniczających schematów czy przekonań. Możemy na przykład otrzymać życiową szansę, idealną propozycję pracy i wiemy, że całe nasze ciało mówi: „tak, to jest to, na co czekałem”. Ale wtedy aktywują się nasze lęki, strach przed nieznanym, przed wyjściem z naszej strefy komfortu, samokrytyka („nie wiem czy jestem w stanie”, „a co jeśli mi się nie uda” itd.). I ostatecznie nie korzystamy z okazji, bo strach czy samokrytyka okazują się silniejsze.

 

Skąd mam wiedzieć, że ten cichy głosik, który właśnie mi coś podpowiada w mojej głowie to intuicja, a nie na przykład strach? Szczególnie, że nierzadko intuicja bywa niezgodna z logiką albo tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni.

Z mojego punktu widzenia intuicja i myślenie analityczne uzupełniają się, a nawet mogą działać w synergii. Tylko żeby jej zaufać i używać bardziej świadomie, zalecam wykonać dużo pracy osobistej, zbadać w swojej historii traumatyczne doświadczenia, niezdrowe wzorce, ograniczające przekonania, które mogą kierować naszymi zachowaniami i wpływać na to, jakie podejmujemy decyzje. Warto też rozwijać świadomość ciała, aby nauczyć się z nim komunikować, rozpoznać, jak się czuje nasze ciało, gdy doświadczamy różnych emocji. Równie istotne jest nauczenie się technik samoregulacji, aby wtedy, kiedy nasze ciało jest pod wpływem stresu lub doświadcza jakichś intensywnych niechcianych emocji, było w stanie samo sobie z tym poradzić.

I, co najważniejsze, starajmy się nie podejmować decyzji w stanie napięcia. Oczywiście nie mam tu na myśli ekstremalnej sytuacji, np. kiedy jest zagrożenie życia - wtedy musimy reagować natychmiast. Warto jednak pamiętać, że kiedy podczas podejmowania decyzji odczuwamy niepokój, a wręcz strach, powinniśmy wiedzieć, że to nie jest nasza intuicja. Ona komunikuje się z nami, kiedy jesteśmy spokojni i zrównoważeni.

Czy pojęcie „kobiecej intuicji” to stereotyp czy faktycznie my, kobiety mamy lepszą intuicję?

Przekonanie, że kobiety w jakiś sposób mają większy dostęp do intuicyjnych informacji jest rozpowszechnione na całym świecie. To dlatego, że kobiety uważane są za bardziej emocjonalne i wrażliwe, podczas gdy mężczyźni rzekomo są bardziej racjonalni.

Z jednej strony pojęcie 'kobiecej intuicji' to krzywdzący stereotyp, ale z drugiej to przekonanie sprawiło, że kobiety bardziej ufają swojej intuicji i częściej z niej korzystają. Z kolei mężczyźni mają tendencję do negowania jej komunikatów, gdyż uważani są za osoby racjonalne.

W rzeczywistości wszyscy jesteśmy istotami intuicyjnymi i wszyscy możemy rozwinąć umiejętność słuchania naszej intuicji  oraz ufania komunikatom, które nam wysyła. 

Dlaczego niektórzy ludzie podejmują dobre decyzje w życiu zawodowym i prywatnym, a inni popełniają błąd za błędem?

Dla mnie różnica polega głównie na czterech czynnikach: poziomie doświadczenia, inwestycji w naukę z ekspertami, połączeniu z własnym ciałem i więzi z samym sobą. Warto skupić się nad tymi ważnymi kwestiami.

W pierwszej kolejności zastanówmy się, jakie obszary naszego życia są wystarczająco zrównoważone, alby nasz mózg mógł właściwie rozwijać intuicję. Czy mieliśmy wystarczająco dużo praktyki w tej dziedzinie?

Intuicja rozwija się na podstawie doświadczenia, więc aby nasza intuicja mogła dostrzec trendy i wzorce, to te wiarygodne trendy i wzorce rzeczywiście muszą istnieć. Prawdziwa intuicja rodzi się bowiem z długiej obserwacji środowiska z  pewnym poziomem wzorca i regularności.

Po drugie – musimy sobie zadać pytanie, czy i jak szybko otrzymujemy informację zwrotną. Praktyka to nie tylko robienie czegoś w kółko. Aby praktyka zadziałała, potrzebujemy również informacji zwrotnej, ale nie jakiejkolwiek. Właściwe informacje zwrotne są zwykle wynikiem pomyślnych działań. Pochodzą też od ekspertów merytorycznych, doradców, terapeutów, mentorów itp.

Kolejna ważna sprawa to zastanowienie się nad tym, jak głęboka jest nasza więź z naszym ciałem. Podczas gdy umysł jest najczęściej rozproszony codziennymi myślami, ciało cały czas otrzymuje cenne informacje, które można wykorzystać do podejmowania decyzji. Oczywiście tylko pod warunkiem, że zwrócimy uwagę na te wysyłane przez ciało sygnały.

Po czwarte - odpowiedzmy sobie na pytanie, jak głęboką więź mamy z samym sobą. Jeśli więź opiera się na poczuciu winy, krytyce, osądzie i separacji, trudno będzie nam zaufać naszej intuicji. W tym przypadku zalecam pracę z pomocą ekspertów, którzy nauczą nas pielęgnować zdrową relację z samym sobą.

Jak zatem podejmować dobre świadomie mądrze wykorzystując naszą intuicję?

Rozwijajmy dobre relacje ze swoim ciałem, dowiedzmy się, jakie sygnały wysyła nam w różnych sytuacjach, np. w stresie, strachu, złości, smutku, szczęściu, sukcesie. Im bardziej i im lepiej zaznajomimy się z tymi sygnałami, tym łatwiej będziemy wiedziały, jak ich słuchać i jak je rozumieć, kiedy w końcu do nas dotrą. Nauczmy się aktywować stany dobrego samopoczucia i harmonii w ciele. Choć wydaje się to oczywiste, jest wiele osób, które nie wiedzą, jak to zrobić i żyją w zasadzie "odłączone" od swojego ciała. Oczywiście unikają przy tym przykrych emocji, ale kiedy czują się szczęśliwe – również i do tych emocji nie mają dostępu. Osoby te po prostu zablokowały w swoim ciele zdolność odczuwania. Rozwijajmy więc relacje oparte na miłości, współczuciu i zaufaniu. Zarówno w stosunku do samych siebie, jak i do otoczenia. I na koniec zachęcam też do doświadczania i uczenia się od ekspertów w tej dziedzinie. Uczmy się od najlepszych.

DSC_9798

Dr Iliana Ramirez - chemiczka, farmakobiolożka, specjalistka od rozwoju holistycznego, wykładowczyni, ekspertka ds. medytacji i mindfulness. Prowadziła badania naukowe z neuroplastyczności mózgu. Wykładała farmakologię i biologię molekularną. Autorka książki "Częstotliwość serca". Urodziła się i wychowała w Meksyku w rodzinie curanderos (tradycyjnych uzdrowicieli), od 12 lat mieszka w Polsce. Prywatnie Iliana jest żoną Mateusza Grzesiaka, konsultanta i terapeuty oraz mamą 10-letniej Adrianny. 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również