Społeczeństwo

Koniec życia ponad stan. Młodzi przestają udawać, że stać ich na wszystko

Koniec życia ponad stan. Młodzi przestają udawać, że stać ich na wszystko
Fot. Getty Images

Najpierw były zdjęcia z drogich restauracji, dalekie weekendy i zakupy robione „przy okazji”. Teraz w mediach społecznościowych coraz częściej słychać inne zdanie: nie wydaję, bo mam inne priorytety.

Przez lata wiele osób grało w tę samą grę: wydawać więcej, niż wypadało przyznać, i robić przy tym wrażenie, że wszystko jest pod kontrolą. Loud budgeting idzie w przeciwną stronę. Nie polega jednak na skrajnym zaciskaniu pasa ani publicznym rozliczaniu każdej kawy. Chodzi o proste, jawne stawianie granic: „nie idę na tę kolację”, „wybieram tańsze miejsce”, „w tym miesiącu odkładam na wakacje”.

To dość trzeźwa odpowiedź na życie bez kalkulatora: szybkie rezerwacje, nowe ubrania, prezenty, spontaniczne plany. Tyle że dla wielu osób taka swoboda kończyła się stresem, debetem albo cichym poczuciem, że znowu wydały więcej, niż chciały.

 

Dlaczego młodzi mówią o pieniądzach głośniej

Zjawisko urosło na TikToku, ale jego popularność nie bierze się wyłącznie z żartu czy chwytliwego hasła. Millenialsi i Gen Z weszli w dorosłość w czasie wysokich kosztów życia, drogich mieszkań, rosnących rachunków i ciągłego porównywania się w sieci. Nic dziwnego, że po latach udawania, że „jakoś się zapłaci”, coraz częściej pojawia się potrzeba mówienia wprost: nie chcę wydawać tylko po to, by dotrzymać kroku innym.

W praktyce loud budgeting wygląda zwyczajnie. To rezygnacja z drogiego wyjazdu panieńskiego, propozycja spaceru zamiast kolacji, tańsze danie w karcie, spotkanie w domu, ograniczenie zamawiania jedzenia. Ważne jest nie samo oszczędzanie, lecz sposób komunikacji. Nie trzeba już zasłaniać się brakiem czasu czy złym samopoczuciem. Wystarczy powiedzieć, że tym razem nie mieści się to w budżecie.  

Zdrowa granica czy kolejna presja?

Ten trend nie dotyczy tylko pieniędzy. Wchodzi też w relacje, bo to właśnie przy wspólnych planach najczęściej wychodzi, ile naprawdę kosztuje życie towarzyskie. Może też obniżać napięcie w grupie znajomych, bo jedna osoba mówiąca wprost często ułatwia podobną reakcję innym.

Wiele osób zna ten moment, gdy zaproszenie brzmi miło, ale w głowie od razu pojawia się szybkie liczenie: dojazd, jedzenie, prezent, ubranie, taksówka do domu. Z zewnątrz drobiazg. W praktyce wydatek, który potrafi zaburzyć spokój na kilka następnych dni. Dlatego zdanie „tym razem odpuszczam, bo oszczędzam” może być mniej niezręczne niż wymyślanie kolejnej wymówki.

Nie jest to jednak prosty sposób na finansową równowagę. W skrajnej wersji loud budgeting może zamienić się w moralizowanie, licytację na rozsądek albo kolejny temat do publikowania w sieci. Oszczędzanie nie musi być treścią do pokazywania, a sytuacja materialna nie powinna stawać się powodem do oceniania innych.

Mimo to ta zmiana jest warta uwagi. Nie dlatego, że brak pieniędzy stał się modny. Raczej dlatego, że coraz trudniej ignorować fakt, że wiele społecznych planów ma dziś cenę, na którą nie wszyscy chcą się godzić.