Lara Gessler o akcji #poswojemu: "Internet odebrał macierzyństwu heroizm i dał przekonanie, że w lęku nie ma nic złego"
Fot. Piotr Szeląg

Lara Gessler o akcji #poswojemu: "Internet odebrał macierzyństwu heroizm i dał przekonanie, że w lęku nie ma nic złego"

Jak mówi stare, afrykańskie powiedzenie, potrzeba całej wioski, aby wychować dziecko. Czy taką właśnie wspierającą wioską może być dziś dla matek internet? O macierzyństwie w dobie Instagrama, najbardziej inspirujących twórczyniach internetowych, sile, blaskach oraz cieniach mediów społecznościowych rozmawiamy z Larą Gessler, Ambasadorką kategorii Mama w 2. edycji akcji #poswojemu Doskonałość Sieci 2021.

Internet oraz media społecznościowe stały się w ostatnim czasie prawdziwą skarbnicą wiedzy, opinii i wsparcia dla rodziców, szczególnie tych, którzy w wychowaniu dzieci stawiają pierwsze kroki.  Czy też czujesz, że w sieci mamy mogą dziś odnaleźć swoją "wioskę"?

LARA GESSLER: Tak, jest to coraz mocniej odczuwalne. Na wiele sposobów. Przede wszystkim nie ma już dziś w życiu matek takiej alienacji, jaka była jeszcze niedawno. Minęły czasy rodzin wielodzietnych i opieki wielopokoleniowej. W ostatnich kilkudziesięciu latach nastał raczej czas, kiedy rodzina stała się jednostką bardziej uproszczoną. Szczególnie w dużych miastach, oddaleni od dziadków rodzice, byli skazani głównie na siebie. Teraz Internet skraca ten dystans i alienację.

Kiedyś wiedzę o macierzyństwie czerpało się głównie z książek. Fakt, że czegoś nie wiesz lub że twój instynkt macierzyński nie jest wystarczająco rozwinięty, był opatrzony dużo większym potencjalnym wstydem niż dziś. Wydaje mi się, że bycie rodzicem było kiedyś dużo bardziej samotne, arbitralne i narażone na znacznie więcej błędów.

Dziś coraz więcej ojców zostaje w domu. Przestało być to już jakimkolwiek wstydem, że tata zaczyna opiekować się dzieckiem. Nastąpiło odciążenie stygmatu, że ojciec ma zarabiać pieniądze, a matka zajmować się dziećmi. Role się pomieszały. Mama i tata są współodpowiedzialni za wychowanie dziecka, grają do jednej bramki. Wychowanie dzieci przestało być dla ojców wstydem czy czymś, co inni mogą postrzegać jako niemęskie. To również zasługa Internetu i mediów społecznościowych. Internet odczarował, zabrał ten wstyd.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Lara Gessler (@lara_gessler)

Co jeszcze? Kobiety w Internecie poczuły, że nie są same. Zobaczyły, jak wiele jest metod wychowania, jak łatwo poradzić się, zasięgnąć opinii, zainspirować. Wiedza sama się dziś weryfikuje - to kolejna wspaniała rzecz, którą przyniósł Internet. Na każdego jednego eksperta mamy dziesięciu innych, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i włączają do dyskusji. 

Dzięki Internetowi bycie rodzicem zupełnie zmieniło swoją postać. Możemy dużo pełniej czerpać z rodzicielstwa, jesteśmy znacznie mniej wyalienowani. Posiadanie dziecka przestało być synonimem poświęcania się, wyrzekania się czegokolwiek, w sferze zawodowej czy prywatnej. Macierzyństwo nagle wyszło z cienia i stało się pięknym elementem naszego życia, który wcale nie przeszkadza w przeżywaniu życia na swoich zasadach. 

A co Ty konkretnie zawdzięczasz social mediom i internetowi w swoim macierzyństwie?

Ja przede wszystkim doceniam to, że Internet odebrał macierzyństwu bohaterskość, pewien rodzaj heroizmu, a w zamian dał przekonanie, że w lęku czy w niepewności nie ma zupełnie nic złego.

Nie można od nikogo wymagać heroizmu. To bardzo ważna lekcja. W sieci zobaczyłam, że wiele mam żyje na swoich zasadach, spełniając marzenia i robiąc to, co chce. To się nie gryzie. To wcale nie oznacza, że jesteś wyrodną matką. Mocno wierzę w to, że szczęśliwi, spełnieni rodzice to szczęśliwe dziecko. Z pustego przecież i Salomon nie naleje! Dla higieny umysłu musimy czasem zająć naszą głowę czymkolwiek innym niż macierzyństwo. Może to być rozmowa z przyjaciółką, praca, książka, kąpiel, cokolwiek. To już nie te czasy, że dobrą matką jesteś tylko wtedy, kiedy nie masz życia! Właśnie ten aspekt macierzyństwa zmienił się bardzo dzięki Internetowi. Odkąd zostałam mamą, dostałam kilka maili, w których dziewczyny pytały mnie, czy zrobię sobie przerwę w pracy. Ta zmiana myślenia bardzo mi się podoba. Nie musimy już deklarować się: praca albo macierzyństwo. Nie ma piętna, że jeśli jesteś pracującą mamą, to jesteś złą mamą.

Jeszcze zanim zaszłam w ciążę, wpadła mi w ręce książka blogerki Segritty "Złe matki są najlepsze". Pisze ona w niej, że czegokolwiek byś nie zrobiła jako matka, jakiejkolwiek decyzji byś nie podjęła (bo nawet niedokonanie wyboru to jakaś decyzja!), i tak ktoś nazwie Cię złą matką. Pogódź się z tym, zaakceptuj i idź do przodu. Ważniejsza od opinii innych jest Twoja własna intuicja. Ja ją miałam zawsze bardzo dobrze rozwiniętą, potrafiłam rozróżnić to, co dobre od tego, co złe. Starałam się podążać za moją intuicją jeszcze w ciąży. Paradoksalnie dzięki internetowi nabrałam jeszcze więcej zaufania do siebie.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Lara Gessler (@lara_gessler)

Czy zatem media społecznościowe mają jakieś ciemne strony Twoim zdaniem? Nierzadko słyszymy, że potrafią na przykład przytłaczać. Jak korzystać z nich, aby przyniosły więcej korzyści niż szkody?

Internet to świetne miejsce, którym możesz się zainspirować, wesprzeć wiedzą, pocieszyć, gdy masz doła. Ale najważniejsza mimo wszystko jest moim zdaniem nasza intuicja. Internet i media społecznościowe powinny być raczej swego rodzaju przyprawą, a nie czymś, czym zastąpimy swoje życie i swoją własną intuicję. 

Gdyby nasze mamy 20 czy 30 lat temu ufały tylko temu, co wyczytałyby w książkach i poradnikach, stosowałyby pewnie modne wtedy metody, które dziś sprawiają, że łapiemy się głowę, jak choćby wypłakiwanie się dziecka czy nie reagowanie na jego płacz. Gdybym ufała tylko temu, co czytam w Internecie, przestałabym patrzeć na własne dziecko, przestałabym słuchać własnych niepokojów czy sprzeciwów. Nie wolno wyłączać swojego myślenia, czucia i tego, do czego stworzyła nas biologia. 

Co Ciebie "kupuje" w social mediach? Co sprawia, że zaczynasz obserwować jakieś konto?

Lubię konta, która mają zaplecze psychologiczne, łączą wiedzę z praktyką. To zawsze mnie motywuje, kiedy widzę, że ktoś nie tylko mówi o różnych ważnych sprawach, ale potem w swoim prywatnym życiu te idee stosuje. Szczególnie, gdy robią to zawodowcy i przy okazji pokazują, że również oni w życiu popełniają błędy. Lubię też naturalny balans, czyli pokazywanie życia takim, jakie jest. Wtedy łatwiej mi danej osobie uwierzyć, utożsamić się z nią. Lubię, gdy życie tych kont samo za nie mówi, gdy ich treści nie są oderwane od ich codzienności. To ważne dla mnie, aby te dwie sfery się przenikały. 

Nie przepadam z kolei za kontami, które są za bardzo coachingujące. Wydaje mi się, że jesteśmy już znacznie dalej niż tego typu komunały i frazesy. Tym bardziej takie "dobre rady" mogą denerwować, gdy akurat komuś nie idzie w jego ścieżce macierzyńskiej czy na przykład mlecznej drodze. Nie lubię też na Instagramie nieskazitelności, wydaje mi się, że wpędza ona w kompleksy i potrafi być naprawdę nieprzyjazna. 

Czy Twoim zdaniem łatwo dziś funkcjonować w sieci na własnych zasadach? Po swojemu?

Na pewno jest to znacznie trudniejsze niż dołączenie do już wyznaczonych nurtów. Zawsze, gdy pokazujesz w sieci swoje życie, jesteś narażona na to, że komuś jakieś jego elementy się nie spodobają. To nie jest proste. Dla mnie ostatnią instancją jest moja własne intuicja. Jeśli ktoś zwraca mi na coś uwagę, oczywiście przyjmuję to do wiadomości, rozumiem i słucham, ale ostatecznie i tak robię to, co podpowiada mi moja matczyna intuicja. I polecam to każdemu.

To dobrze, że pojawiają się w sieci osoby, które zaczynają mówić treści niepopularne. Dzięki nim kobiety same przed sobą zaczynają się do różnych rzeczy czy uczuć przyznawać. Do tego, że jesteśmy zmęczone, że nie mamy energii, siły czy  pomysłów. Dopiero gdy przeczytamy takie same słowa u innej osoby, chętniej przyznajemy same przed sobą, że tak właśnie jest. Dlatego takie osoby są nam potrzebne - bo czasem formułują myśli, których my same boimy się nazwać.

W kategorii Mama, której jesteś Ambasadorką, mamy sześć wyjątkowych kobiet. Czym Cię zachwyciła ich działalność online?

Magdalenę Jutrzenkę czyli Lekarkę na Roślinach cenię za to, że pokazuje, że nie zawsze musisz być w życiu bohaterką i że są rzeczy, na które nie możesz się przygotować ani z perspektywy profesjonalnej, ani w sumie żadnej innej. I że na wszystkie emocje jest w życiu miejsce. Cenię ją za jej ciepło, otwartość i normalizację życia z chorobą, za bardzo duże wsparcie, jakie swoimi postami daje innym rodzicom.

Profil Olgi Legosz, czyli Nomadmum81 lubię za to, że pokazuje ona, że życie mamy niekoniecznie musi być pozbawione piękna i koloru, za całą jej energię, impet, z którym robi wszystkie rzeczy, prowadzi fundację, wychowuje dzieci, a dodatkowo pokazuje, że w tym wszystkim nie zaniedbuje siebie i żyje pełnią życia z dużą harmonią i energią wewnętrzną. Dodatkowo mówi też o autyzmie bez ciężaru. Pokazuje, że to nie jest koniec świata, a kwestia zmiany perspektywy spojrzenia na życie; niekoniecznie z pozycji ofiary.

Renia Hannolainen, twórczyni bloga Ronja.pl to ciepła, wspaniała mama, która nie stara się nic udowodnić ani sobie ani innym. Słucha swoich dzieci, słucha siebie, prowadzi swoje życie w zgodzie ze sobą. To cudowna, ciepła osoba przede wszystkim idąca za swoim sercem, a nie za opinią innych ludzi.

Julia Izmalkowa czyli Psychomama_Julia to niezwykła, szalona kobieta, która przede wszystkim udowadnia, że żeby dzieci były szczęśliwe - w pierwszej kolejności to rodzice muszą być szczęśliwi. Jej filozofia jest mi szalenie bliska, bo, jak już wspomniałam, z pustego i Salomon nie naleje. Dzieci są szczęśliwie wtedy, kiedy rodzice są szczęśliwi i kiedy dbają o swoje zdrowie psychiczne. Julia udowadnia to na każdym kroku i stara się normalizować tę ideę. 

Natalia Białobrzeska, twórczyni profilu Drużyna B głośno mówi o tym, że nie musisz z nikim konkurować, wszystko, co robisz jako mama, jest wystarczające, bo robisz to najlepiej, jak potrafisz. Nie musisz szukać lepszych ani gorszych. Jesteś wystarczająca. Taka jaka jesteś. I za to jej dziękuję! Myślę, że jest to jedna z kandydatek z którą wszystkie mamy mogą się łatwo utożsamiać.

Aleksandra Woźniak to z kolei wspaniała mama, która pokazuje, że głęboka duchowość nie zakłada braku postępowości czy jakiejś nowoczesności. Jest żoną pastora i mamą czwórki dzieci, które wychowuje dwujęzycznie. Jest lekiem na nasze wyobrażenie o religijności.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Lara Gessler (@lara_gessler)

Weź udział w akcji #poswojemu, zagłosuj na swoje ulubione kobiece inicjatywy online i razem z nami wybierz Doskonałość Sieci 2021. Swój głos możesz oddać tutaj!

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również